Zdjęcie: Pixabay
21-10-2026 15:00
W minionym tygodniu temperatura politycznych sporów wokół rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie dorównywała intensywności walk w Donbasie oraz skali ataków dalekiego zasięgu na ukraińskie miasta i rosyjskie obiekty przemysłowe. Ogłoszenie przez prezydenta USA Donalda Trumpa 9 października, że rosyjski prezydent Władimir Putin zgodził się dostarczać rosyjski olej napędowy na rynek amerykański i światowy, wywołało wzmożoną aktywność dyplomatyczną.
W październiku wzrost dostaw na światowe rynki był jednak bardzo ograniczony, a ceny oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych nie spadły. Rosyjscy urzędnicy zapowiedzieli, że do końca roku zamierzają przywrócić udział Rosji w światowym rynku oleju napędowego do 10 proc. Realizacja tych planów budzi jednak wątpliwości ze względu na pogarszający się stan rosyjskiego przemysłu naftowego, do czego przyczyniły się między innymi ukraińskie ataki na rafinerie.
Mimo to rosyjscy komentatorzy z zadowoleniem przyjęli porozumienie, uznając, że stawia ono prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w niekorzystnej sytuacji.
Komentarz Pawła Bajewa dla Fundacji Jamestown - link do całości w źródle