Zdjęcie: Wikipedia
10-08-2026 08:16
Doniesienia litewskiego wywiadu o możliwych rosyjskich prowokacjach wywołały debatę polityczną. Z posiadanych przez służby informacji wynika, że Moskwa rozważa ataki na kluczowe obiekty strategiczne w rejonie Morza Bałtyckiego, w tym terminal gazu skroplonego w Kłajpedzie, połączenie elektroenergetyczne z Polską w Olicie oraz elektrownię w Kruonis.
Według ministra obrony Robertasa Kaunasa do takich akcji mogłyby zostać użyte - posiadane przez Rosję - ukraińskie drony. W odpowiedzi na zagrożenie władze na Litwie bezterminowo wzmocniły ochronę najważniejszych obiektów państwowych, choć premier Mindaugas Sinkevičius uspokaja, że poziom ryzyka nie wzrósł gwałtownie, a państwo jest przygotowane na rozwój wypadków.
Zagrożenie stało się zarazem zarzewiem konfliktu w sejmowym Komitecie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Jej przewodniczący Rimantas Sinkevičius odmówił zwołania nadzwyczajnego posiedzenia, uznając to za stratę czasu ze względu na brak nowych faktów. Innego zdania są przedstawiciele opozycji, którzy zapowiedzieli samodzielną inicjatywę w tej sprawie.
Zmiana sytuacji skłoniła szefową opozycyjnego Ruchu Liberalnego Viktoriję Čmilytė-Nielsen do zażądania natychmiastowej aktualizacji ponadpartyjnego porozumienia obronnego z 2022 roku. „W porozumieniu z 2022 roku nie ma mowy o dronach, bo to po prostu nie była ówczesna rzeczywistość i widzimy, jak szybko wszystko się zmienia” – powiedziała Viktorija Čmilytė-Nielsen. Przewodnicząca zaapelowała o uchwalenie zwięzłego, kilkupunktowego dokumentu jeszcze w trakcie jesiennej sesji parlamentu, zanim rozpoczęcie kampanii wyborczej uniemożliwi wypracowanie kompromisu. Wskazała przy tym, że jeśli inicjatywy nie podejmą władze Sejmu lub rządu, do rozmów powinien wezwać prezydent Gitanas Nausėda. Wokół głowy państwa toczą się już zresztą dyskusje o finansowaniu armii po 2030 roku na poziomie przekraczającym 5 procent produktu krajowego brutto.