Zdjęcie: Pixabay
19-05-2026 11:28
Wojna, masowe migracje obywateli za granicę, mobilizacja oraz pogłębiający się kryzys demograficzny doprowadziły do dramatycznego deficytu rąk do pracy na Ukrainie. Z oficjalnych szacunków Ministerstwa Gospodarki wynika, że aż 75% tamtejszych przedsiębiorstw boryka się obecnie z poważnym brakiem personelu.
Na tle tych problemów w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej oraz w mediach społecznościowych zaczęły masowo pojawiać się materiały wideo sugerujące rzekomy, niekontrolowany napływ pracowników z Azji, którzy mieliby odbierać zatrudnienie rdzennym mieszkańcom. Lokalne władze m.in. w Czerkasach czy Iwano-Frankiwsku - dawnym Stanisławowie- otwarcie przyznają, że z powodu braku pracowników firmy budowlane i drogowe zmuszone są ściągać cudzoziemców na podstawie wiz pracowniczych, co wywołuje spore napięcia społeczne.
Eksperci ds. rynku pracy i oficjalne dane państwowe jednak weryfikują te doniesienia. Państwowa Służba Zatrudnienia Ukrainy poinformowała, że obecnie w kraju legalnie pracuje zaledwie 9503 obcokrajowców. Choć w ubiegłym roku nastąpiło lekkie ożywienie i wydano ponad 9,5 tysiąca pozwoleń, to obecne statystyki są wciąż ponad dwukrotnie niższe niż w okresie przed wybuchem pełnoskalowego konfliktu, kiedy to w 2021 roku rejestrowano niemal 22 tysiące zagranicznych robotników.
Przedstawicielka „OLX Praca” Marija Abdulina sprecyzowała, że najwięcej oficjalnych zgód otrzymują obywatele Turcji, Uzbekistanu, Indii, Bangladeszu oraz Azerbejdżanu, a pojedyncze firmy sprowadzają pracowników nawet z Kolumbii. Dodatkowo założycielka agencji zatrudnienia ArceMa Ukraine Ołena Musijenko podkreśla, że fizycznie do kraju dociera zaledwie od 50% do 65% osób z przyznanymi dokumentami, ponieważ wielu kandydatów rezygnuje w ostatniej chwili z powodu strachu przed wojną lub nie przechodzi procedur konsularnych.
Poważną barierą blokującą napływ zewnętrznej siły roboczej, oprócz oczywistych zagrożeń, jest potężna biurokracja, skomplikowana logistyka oraz zakorzeniona w urzędach korupcja. Dyrektor zarządzający robota.ua Wałerij Reszetniak ujawnił, że łapówki za samą legalizację pracownika sięgają 300 dolarów, a odmowy administracyjne dotykają nawet osoby deklarujące znajomość języka ukraińskiego. Z kolei ekonomista Jurij Hajdaj zauważa, że ukraiński rynek nie jest w stanie konkurować pod względem finansowym z państwami Unii Europejskiej czy bogatymi krajami Zatoki Perskiej. Sprowadzanie obcokrajowców okazuje się dla tamtejszego biznesu procesem niezwykle kosztownym – sam pakiet startowy i opłaty urzędowe to wydatek rzędu 20–30 tysięcy hrywien za osobę, do czego dochodzą koszty zakwaterowania i transportu, co obala mit o poszukiwaniu przez przedsiębiorców "taniej siły roboczej".
Szef Biura Polityki Migracyjnej Wasyl Woskobojnyk wskazuje, że pierwsze nagrania krążące w internecie były produktem sztucznej inteligencji, który został bezrefleksyjnie podchwycony przez lokalnych użytkowników. Ta dezinformacja pada na podatny grunt, ponieważ społeczeństwo od pięciu lat żyje w permanentnym stresie. Identyczny schemat propagandowy Rosja realizuje w sąsiedniej Mołdawii, gdzie przez telewizję w Naddniestrzu surowo ostrzega się przed „wymianą ludności” na robotników z Azji. Masowa migracja na Ukrainę w obecnych realiach jest fizycznie niemożliwa, a rozsiewane plotki mają na celu wyłącznie skłócenie obywateli i wywołanie wewnętrznego chaosu.
Mimo to, rzeczywistość gospodarcza wymusza na Ukrainie zmiany strukturalne. Największy deficyt – stanowiący aż 65% braków – dotyczy tzw. niebieskich kołnierzyków, czyli spawaczy, kierowców, elektryków, tokarzy czy budowlańców, przez co w miastach tygodniami straszą rozkopane ulice, a szef Związku Konsumentów Usług Komunalnych Ołeh Popenko ostrzega przed paraliżem zbliżających się sezonów grzewczych.
Choć tylko 13% ukraińskich pracodawców deklaruje gotowość do zatrudnienia obcokrajowców, rząd planuje uproszczenie procedur wjazdowych. Wielkie korporacje, takie jak Nowa Poczta, zamiast migrantów wybierają jednak całkowitą zmianę modelu działania: stawiają na automatyzację, zakup elektrycznych wózków zmniejszających obciążenie fizyczne oraz aktywne szkolenie kobiet, studentów, przesiedleńców wewnętrznych oraz weteranów wojennych do zawodów, które dotychczas uchodziły za typowo męskie.