Zdjęcie: Pixabay
05-05-2026 12:18
Mołdawska gospodarka - głównie z powodu masowej emigracji - zmaga się z dotkliwym brakiem rąk do pracy, co staje się główną barierą w doganianiu standardów europejskich. Minister gospodarki Eugen Osmochescu przyznał wprost, że kraj potrzebuje dodatkowych 300 tysięcy pracowników, aby osiągnąć choćby minimalny poziom wydajności notowany w Unii Europejskiej. Bez napływu nowej energii rynkowej kluczowe dla państwa sektory, takie jak przemysł, branża IT oraz rolnictwo, mogą mieć problem z utrzymaniem dynamiki wzrostu.
Szef resortu gospodarki porównał obecną sytuację do transportu, który nie ruszy z miejsca bez paliwa, wskazując, że to właśnie ludzie są energią napędową każdego systemu ekonomicznego. Rozwiązaniem ma być otwarcie się na pracowników z zagranicy, jednak proces ten ma odbywać się pod ścisłą kontrolą państwa. Władze w Kiszyniowie kładą nacisk na to, że nie będzie to migracja niekontrolowana ani stała, lecz precyzyjnie regulowany import siły roboczej w konkretnych segmentach rynku i na określony czas.
Kwestie bezpieczeństwa narodowego mają być priorytetem przy wdrażaniu nowych przepisów migracyjnych. „Bezpieczeństwo stoi na pierwszym miejscu, ponieważ chodzi o bezpieczeństwo naszych obywateli. Rozważamy import siły roboczej z perspektywy ochrony naszego społeczeństwa, naszego państwa i naszych obywateli” – podkreślił Osmochescu. Minister zaznaczył jednocześnie, że równolegle z poszukiwaniem kadr za granicą, rząd planuje zaktywizować lokalną populację pozostającą obecnie poza rynkiem pracy, starając się włączyć osoby ekonomicznie bierne do krajowego obiegu gospodarczego.