Zdjęcie: Pixabay
12-08-2026 12:23
Moskwa nasila presję polityczną i propagandową, biorąc na celownik relacje między Rumunią a Mołdawią. Przedstawiciel rosyjskiego MSZ Jurij Pilipson wziął na celownik - strategiczny dla Mołdawii - Międzynarodowy Wolny Port w Giurgiulești, oskarżając stronę rumuńską o przekształcenie go w „węzeł tranzytowy” dla dostaw wojskowych na Ukrainę. Wypowiedzi rosyjskiego dyplomaty zawierały bezpośrednie groźby, sugerując, że Kiszyniów wystawia się na ogromne niebezpieczeństwo, zacieśniając relacje z Bukaresztem i Zachodem.
Oskarżenia te uderzają w kluczowy element mołdawskiej gospodarki, gdyż port w Giurgiulești jest jedynym portem morskim tego kraju, obsługującym trzy czwarte jej handlu tą drogą i generującym 13–15% wartości całego eksportu kraju. Twierdzenia o jego strategicznym znaczeniu w zaopatrywaniu ukraińskiej armii są jednak bezpodstawne – roczny obrót całego portu wynosi zaledwie około 2 mln ton, co stanowi niespełna 1% ukraińskiego tranzytu. Choć na koniec 2025 roku akcje spółki operacyjnej przejął operator rumuńskiego portu w Konstancy, teren i infrastruktura pozostają własnością państwa mołdawskiego. Dowodzi to, że Moskwa traktuje Giurgiulești jedynie jako pretekst do wywierania presji politycznej.
W swoim wystąpieniu rosyjski dyplomata posunął się również do bezpośredniej ingerencji w wewnętrzne sprawy Mołdawii, podważając jej relacje z sąsiadem i powołując się na dane ze spisu powszechnego z 2024 roku (gdzie 76% mieszkańców zadeklarowało narodowość mołdawską, a 8% rumuńską). Odpowiedzią na tę retorykę było jasne stanowisko dyplomacji, że czasy, w których Moskwa narzucała Mołdawianom tożsamość, język oraz kierunek decyzji gospodarczych i inwestycyjnych, bezpowrotnie minęły, a aspiracje narodu nie odpowiadają wymogom Kremla.