Zdjęcie: Pixabay
28-09-2026 08:09
Trwające na Litwie ogólnokrajowe ćwiczenia ujawniły poważne luki w planach masowej ewakuacji ludności cywilnej z terenów zagrożonych. Samorządowcy z obszarów graniczących z Białorusią oraz obwodem królewieckim otwarcie przyznają, że w obliczu konfliktu zbrojnego największym wyzwaniem będzie niedobór środków transportu, zablokowane szosy oraz konieczność przewiezienia inwalidów i osób chorych.
Praktyczne symulacje w ramach ćwiczeń „Vyčio skliautas 2026” pokazały, że wyznaczone wcześniej trasy ucieczki mogą bardzo szybko stać się całkowicie nieprzejezdne, a ewakuacja setek tysięcy obywateli będzie wymagała ogromnego wsparcia logistycznego z zewnątrz.
Szczególnie trudne warunki panują w rejonie solecznickim, na specyficznie ukształtowanym obszarze tak zwanego worka dziewieniskiego (rejon przygraniczny wcinający się w głąb Białorusi). „Główna droga będzie najprawdopodobniej zablokowana, dlatego w miarę możliwości pojedziemy trasami bocznymi” – przyznał Pavelas Gojus, urzędnik do spraw gotowości z miejscowego samorządu. Dodał on, że przy konieczności wywiezienia wszystkich mieszkańców w ciągu doby zabrakłoby pojazdów, a operacja miałaby szanse powodzenia dopiero przy założeniu 3-dniowego okna czasowego.
Z kolei w rejonie orańskim brakuje karetek pogotowia do transportu pacjentów leżących, a samorządowcy z Jurborka oszacowali, że o pomoc w ewakuacji ponad 1,4 tys. osób będą musieli prosić ministerstwo transportu. Wyjątkiem na mapie pogranicza jest rejon wyłkowyski, gdzie problem transportu rozwiązuje bliski dostęp do czynnej linii kolejowej.
Zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń, sieć szlaków ewakuacyjnych opiera się na ewakuacji ludności z 30 miejscowości zagrożonych do 30 gmin pełniących rolę bezpiecznego zaplecza. Cały proces uwzględnia przejazd przez wyznaczone strefy aż do miejsc docelowych. Praktyczne działanie tych szlaków przetestowano na kilku konkretnych kierunkach. Strumień ewakuowanych z rejonów święciańskiego i wyłkowyskiego skierowano do punktu recepcyjnego w szkole podstawowej w Godlewie pod Kownem, gdzie sprawnie przyjęto ponad 100 osób z terenów przygranicznych. Z kolei plany operacyjne Jurborka zakładają relokację docelowo ponad 5 tys. mieszkańców do oddalonego od granicy rejonu kiejdańskiego, podczas gdy samorząd Pojegów sprawdził w praktyce procedury masowego wyjazdu ludności do rejonu telszańskiego.
Ćwiczenia z udziałem ochotników pokazały jednak słabe punkty w ewidencjonowaniu tak dużych strumieni uchodźców. Przedstawiciele Czerwonego Krzyża zwrócili uwagę na brak jednolitego systemu informatycznego dla osób przemieszczających się między regionami. „Nadal brakuje wspólnego formularza rejestracji. Ludzie przybywający do punktów recepcyjnych mają różne potrzeby, mogą przyjechać ze zwierzętami, z dziećmi, mogą wymagać pomocy w poruszaniu się lub transportu do szpitala” – zauważyła Vytautė Stankevičienė, kierująca reagowaniem kryzysowym w organizacji. Przyznała zarazem, że największy chaos panuje w pierwszych minutach operacji, a sztabom brakuje pełnego obrazu sytuacji bezpośrednio z terenu.
Scenariusz manewrów nie ograniczył się wyłącznie do ewakuacji obywateli. W rejonie wileńskim służby ratunkowe, wojsko i cywilne laboratoria musiały zmierzyć się z symulacją aktu sabotażu w chronionym obiekcie, gdzie doszło do wybuchu, zawalenia konstrukcji i wycieku niebezpiecznych substancji chemicznych. Ostateczny sprawdzian zdolności logistycznych przeszły samorządy centralne. Władze rejonu kowieńskiego zapewniły, że funkcjonując jako kluczowe zaplecze wsparcia, są w stanie przyjąć do 23 tysięcy osób i zagwarantować im utrzymanie przez 30 dni.