Zdjęcie: Pixabay
12-10-2026 09:37
Prowadzona od 1 sierpnia łotewska operacja „Wilkołak” przyniosła dwukrotny spadek liczby zatrzymań nielegalnych migrantów oraz znaczne ograniczenie aktywności przemytników na granicy z Białorusią. Wspólne patrole straży granicznej, wojska i policji pozwoliły ograniczyć liczbę zatrzymywanych organizatorów procederu z 3–5 do 1–2 tygodniowo – od początku roku w ręce służb wpadło 115 takich osób.
Mimo poprawy sytuacji łotewskie służby ostrzegają, że presja ze strony reżimów w Moskwie i Mińsku nie słabnie, migrantom zdarza się niszczyć zaporę graniczną, a nadchodzące chłody mogą zwiększyć ich agresję. „Można uczciwie powiedzieć, że liczba zatrzymanych spadła o połowę. Zmniejszyła się także liczba osób wykrywanych po przedostaniu się na Litwę i do Estonii. To pokazuje skuteczność operacji” – podkreślił gen. Ivars Ruskulis, zastępca dowódcy Państwowej Straży Granicznej.
Stabilność granicy wciąż zależy od stałej obecności armii – gdy żołnierze kierowani są do innych zadań, rośnie liczba migrantów uciekających do sąsiednich państw. Tylko w tym roku Litwa i Estonia odesłały na Łotwę ponad 1500 osób, z których blisko jedna trzecia miała już rozpoczęte procedury azylowe na Łotwie. Samowolne opuszczanie ośrodków przez cudzoziemców i ich powroty z sąsiednich krajów zmuszają urząd do ponownego angażowania sił w te same sprawy.
Poważną barierą w sprawnym rozpatrywaniu wniosków pozostaje brak dokumentów – większość migrantów posiada jedynie ich zdjęcia w telefonach. Do 4 października wpłynęło 1230 podań, głównie od obywateli Afganistanu, Pakistanu i Somalii. Do tej pory status uchodźcy otrzymały 37 osoby, a ochronę uzupełniającą 69. Aby usprawnić prace, urzędnicy przeprowadzają obecnie około 40 rozmów tygodniowo i łączą decyzje odmowne z nakazem opuszczenia kraju.