Zdjęcie: Wikipedia
02-04-2026 09:40
W przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego liczebność białoruskiego wojska może wzrosnąć do pół miliona osób, podczas gdy obecnie służy w nich około stu tysięcy ludzi. Takie dane przedstawił Łukaszenka podczas podsumowywania sprawdzianu gotowości bojowej tamtejszych sił zbrojnych. Dyktator postawił przed kadrą dowódczą twarde warunki i zapowiedział, że nikt, od ministra po zgromadzonych oficerów, nie utrzyma swojego stanowiska, jeżeli nie udowodni swojej przydatności.
Łukaszenka wezwał wojskowych do intensywnego szkolenia ludzi do walki, zaznaczając, że nie uznaje funkcjonowania w realiach pokojowych. Przytoczył przy tym swoje słowa skierowane do żołnierzy: „Nie ma mowy o żadnym czasie pokoju. Przygotowujemy się do wojny. Dlatego stworzyliśmy siły zbrojne, dlatego je utrzymujemy i dlatego ludzie przeznaczają środki na nasze utrzymanie. I ludzie na tej sali, i nie tylko na tej, muszą zrozumieć: jesteśmy kategorycznie przeciwko wojnie”. Jednocześnie dodał, że armia musi być gotowa do reakcji na potencjalne ataki, zaznaczając: „Nie chcemy wojny, ale po to właśnie jest wojsko. Jeśli ktoś nagle zdecyduje się z nami rozmawiać i patrzeć na nas przez celowniki broni, odpowiemy. Do tego właśnie się przygotowujemy”. Zwracając się do szefa Sztabu Generalnego Pawła Murawiejki, nakazał traktować obecną sytuację tak, jakby wojna już się rozpoczęła.
Według relacji Łukaszenki, o białoruskim wojsku mówi się na świecie jako o jednej z wiodących armii, dlatego zażądał od podwładnych sprostania tej opinii i rzetelnego działania, aby żołnierze nie stracili życia już pierwszego dnia ewentualnego starcia. Modernizacja i ciągłe odnawianie wyposażenia wojskowego to kolejny priorytet, który wymusił na administracji państwowej. Skrytykował on przypadki, w których dowódcy liczyli na to, że głowa państwa dowie się o niesprawnym sprzęcie, i nakazał głębokie zmiany systemowe. Do realizacji tych celów wezwani zostali premier Aleksander Turczyn oraz szef Banku Narodowego Raman Hałouczenka. Jako wzór determinacji w pozyskiwaniu środków na obronność Łukaszenka podał Koreę Północną. Wspominając swoją rozmowę z Kim Dzong Unem, przytoczył słowa północnokoreańskiego przywódcy, który na uwagę o wysokich kosztach zbrojeń miał odpowiedzieć: „Oczywiście rozumiem, ale nie mam innego wyjścia, muszę chronić kraj”.
Warto zauważyć, że jednocześnie z tymi wydarzeniami minister obrony Wiktar Chrenin udał się z roboczą wizytą do Moskwy. Według informacji przekazanych przez służby prasowe resortu obrony, celem tej podróży jest udział w posiedzeniu Rady Ministrów Obrony państw Wspólnoty Niepodległych Państw. Zaplanowano także przeprowadzenie rozmów dotyczących dwustronnej współpracy wojskowej. Trwają też wspólne szkolenia żołnierzy białoruskich w Rosji.