Zdjęcie: Pixabay
08-01-2026 11:48
Spór wokół litewskich ciężarówek zatrzymanych na Białorusi nabiera wymiaru prawnego, jednak rząd w Wilnie wskazuje, że ewentualne roszczenia powinny być kierowane nie przeciwko władzom Litwy, lecz wobec strony białoruskiej. Premier Inga Ruginienė podkreśla, że od momentu zamknięcia przejść granicznych Litwa deklarowała gotowość do umożliwienia powrotu wszystkich pojazdów znajdujących się po wschodniej stronie granicy, a brak zgody na ich wyjazd nie został dotąd uzasadniony prawnie przez Mińsk. Przypomnijmy też, że informowano też o powolnym wyjeździe litewskich ciężarówek z Białorusi.
Szefowa rządu zaznacza, że zanim będzie można mówić o skali strat poniesionych przez przewoźników, konieczne jest ustalenie precyzyjnych danych dotyczących liczby i tożsamości pojazdów, które nie wróciły do kraju. Zarówno Ministerstwo Komunikacji i Transportu, jak i Kancelaria Rządu wielokrotnie apelowały do firm transportowych o przygotowanie szczegółowej ewidencji, obejmującej między innymi numery rejestracyjne oraz informacje umożliwiające jednoznaczną identyfikację ciężarówek. Według premier, bez rzetelnego zestawienia nie da się wiarygodnie oszacować poniesionych szkód, tym bardziej że w przestrzeni publicznej pojawiają się rozbieżne i wzajemnie sprzeczne dane.
Tymczasem stowarzyszenie Linava, reprezentujące część sektora transportowego, informuje o zawiązaniu porozumienia ponad stu firm, które planują wspólne wystąpienie prawne przeciwko litewskiemu rządowi. Organizacja była również inicjatorem protestu przed siedzibą Sejmu, domagając się podjęcia skutecznych działań na rzecz sprowadzenia pojazdów do kraju. Do Rady Ministrów trafiła także petycja z postulatami przewoźników, jednak, jak twierdzą jej autorzy, nie spotkała się ona z reakcją władz.
Kryzys na granicy litewsko-białoruskiej rozpoczął się pod koniec października ubiegłego roku, gdy w odpowiedzi na przypadki przemytu z wykorzystaniem balonów meteorologicznych rząd Litwy zdecydował o czasowym zamknięciu przejść w Miednikach i Solecznikach. Następnie władze w Mińsku wprowadziły zakaz poruszania się litewskich ciężarówek po terytorium kraju. Białoruś zobowiązała kierowców do kierowania pojazdów na wyznaczone parkingi, za których użytkowanie pobierana jest opłata w wysokości 120 euro dziennie za każdy ciągnik lub naczepę, a po czterech miesiącach postoju zapowiedziała możliwość konfiskaty sprzętu.
Choć oba przejścia graniczne zostały ponownie otwarte wcześniej niż planowano, co tłumaczono chęcią poprawy sytuacji i ograniczenia przemytu, nie wszystkie zatrzymane pojazdy mogły opuścić Białoruś. Dane litewskiej służby celnej wskazują, że po tamtej stronie granicy pozostaje 185 litewskich ciągników siodłowych i naczep. Linava utrzymuje jednak, że faktyczna liczba uwięzionych pojazdów jest wielokrotnie wyższa i sięga około czterech tysięcy.