Zdjęcie: Biuro Cichanouskiej
26-05-2026 09:30
"Winniśmy nie tracić nigdy z oczu trzech następujących punktów: 1) Środkami pokojowymi - być może -·Zachód zdoła (przy sprzyjających okolicznościach) przywrócić narodom wschodniej Europy wolność. Środkami pokojowymi nikt jednak nie zwycięży Rosji; 2) Narody wschodniej. i środkowej Europy w obliczu masywu rosyjskiego albo scalą się w związku federacyjnym by choć częściowo odbudować zwichniętą równowagę sił - albo ... 3) Rosja wygrywać będzie te narody, jeden przeciwko drugiemu, doprowadzając do zupełnej bałkanizacji tego obszaru." - pisał Juliusz Mieroszewski w 1956 roku. Za chwilę wyjaśnię aktualne znaczenie tego cytatu.
Minione dni przyniosły pewne wydarzenia, które potwierdzają wagę okoliczności w odniesieniu do dyplomacji. Warto skupić się na sytuacji wokół Białorusi. Jeszcze przed ogłoszonymi rosyjsko-białoruskimi ćwiczeniami atomowymi, tak prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, jak i źródła wywiadowcze donosili, iż pokrótce "coś kroi się na Białorusi". Według Ukraińców, Łukaszenka miał być zmuszany przez Kreml do ponownego włączenia się do wojny. Ostrzeżenia nabrały rozpędu wraz z rozpoczęciem ćwiczeń na Białorusi symulujących atak jądrowy. Oczywiście psychologiczna wymowa i samo przesłanie było - jak to często jest w wypadku Kremla - łopatologicznie proste. Zwłaszcza wpływając na zachodnie społeczeństwa.
Czy z obu tych podejść - ukraińskich ostrzeżeń i przesłania Moskali - coś wynikło? Jeżeli oceniać jako efekt bezpośredni, rozmowę telefoniczną prezydenta Macrona z Łukaszenką, to prawdopodobnie można wysnuć taki wniosek. Lakoniczny komunikat Mińska nie brzmiał radośnie. Co więcej, to dwa dni wcześniej okazało się, że "łaska Trumpa na pstrym koniu jeździ", gdyż właśnie z nakazu lokatora Białego Domu, przedłużono sankcje wobec reżimu Łukaszenki. Zapewne wpłynie to jako pośrednie wsparcie dla nieustępliwej postawy Litwy, której dyplomaci już wskazywali na naciski w sprawie poluzowania sankcji, zwłaszcza wobec białoruskich nawozów.
"Nawet dzisiaj Stany Zjednoczone nie mogą czuć się w pełni bezpieczne i zamożne bez pokoju i stabilizacji w Europie. W tym przypadku trumpowski sposób uprawiania – a może raczej prowadzenia – polityki jest szczególnie szkodliwy. Rozrywa on więzi, które nas łączą, i podważa jeden z najważniejszych aspektów odstraszania: wiarę w jego automatyzm. Ostatecznie odstraszanie jest zmienną zarówno polityczną, jak i psychologiczną, co militarną. Czy my, w Europie i za Atlantykiem, wierzymy w zobowiązania, które podjęliśmy? I czy Rosjanie, co za tym idzie, wierzą w naszą wiarę na tyle, by nie dać się pokusie wystawienia naszej determinacji na próbę?" - pyta Hiski Haukkala, dyrektor Fińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (FIIA).
"(...) Nie oznacza to jednak, że Traktat Waszyngtoński i Artykuł 5 NATO stały się nieważne. Tylko głupiec by tak twierdził, nawet gdyby oznaki były całkowicie oczywiste. A jeszcze nie doszliśmy do tego etapu. Istnieje jednak znaczna niepewność, która narasta. Ta niepewność sama w sobie może działać odstraszająco. Jest to jednak marny substytut prawdziwego rozwiązania: żelaznych gwarancji wzajemnego bezpieczeństwa, zgodnie z którymi każdy cal terytorium NATO jest nienaruszalny i niepodważalny. W naszym europejskim interesie kluczowe jest zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, aby zapewnić, że tak pozostanie. Miejmy nadzieję, że będziemy mogli nadal to robić we współpracy z Amerykanami. Ale jeśli zajdzie taka potrzeba, my, Europejczycy, musimy przygotować się na możliwość działania w pojedynkę." - konkluduje szef FIIA. Co zauważalne, słowa te opublikowane zostały w dniu ogłoszenia przedłużenia sankcji. Tutaj znów widać istotny czynnik czasu.
Wracając do decyzji USA, to nie koniec ciosów dyplomatycznych wymierzonych w dyktatora. Najważniejszy cios jeszcze trwa, a jest nim historyczna - bo oficjalna - wizyta Swiatłany Cichanouskiej w Kijowie. Piszę te słowa jeszcze przed spotkaniem szefowej Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi z prezydentem Zełenskim, Zdarzyło się nareszcie to, co w mojej ocenie było niezbędne, gdyż postawienie na białoruską opozycję demokratyczną przez Pałac Maryjski, był jednym z ostatnich węzłów gordyjskich blokujących współpracę wolnych narodów byłej I Rzeczpospolitej. Oczywiście kwestia ta będzie różnie interpretowana przez same białoruskie środowiska emigracyjne, jednak z polskiego punktu widzenia, Cichanouska jest symboliczną przywódczynią białoruskiego ruchu odrodzenia państwa, na terenie którego powstał i umarł wielki koncept geopolityczny Europy Środkowej.
I stało się to czego chciał uniknąć Łukaszenka, który rzutem na taśmę, zaproponował prezydentowi Zełenskiemu spotkanie. Jednak nastąpiła zmiana. Nie pomogło tutaj dyplomatyczne wsparcie Moskwy, w postaci ponowionej wypowiedzi rosyjskiego dyplomaty iż "W sprawach prawnych i konsularnych korespondencja dyplomatyczna prowadzona jest przede wszystkim za pośrednictwem Mińska, gdzie mieści się ambasada Ukrainy.", co ma podkreślać znaczenie dyplomatyczne reżimu.
"Co powstrzymało Kijów przed wcześniejszym zrewidowaniem swojego stanowiska wobec białoruskich sił demokratycznych i ich lidera? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na inne daty. Spotkanie Zełenskiego z Cichanouską w Wilnie odbyło się 25 stycznia. Już na początku lutego prezydent Ukrainy powiedział dziennikarzom, że istnieje ryzyko dalszego wciągnięcia Białorusi w wojnę . Następnie, w wywiadzie dla białoruskiego dziennika „Zerkało”, Zełenski stwierdził, że Łukaszenka stopniowo wciąga Białorusinów w wojnę. Właśnie wtedy, w lutym 2026 roku, krótko po spotkaniu ze Swietłaną Cichanouską, rozpoczął się ukraiński atak informacyjny – lub, jak kto woli, IPSO {odp. PSYOPS -red.] – wymierzony w białoruski reżim. Następnie atak nasilił się, osiągając apogeum w połowie maja. " - napisał Ihor Lenkiewicz, białoruski publicysta.
Jak zauważa Lenkiewicz, aktualna wizyta Swiatłany Cichanouskiej jest pewnego rodzaju kijem, przed marchewką ewentualnych negocjacji z Mińskiem. Innymi słowy, Ukraina ma w ten sposób "grillować" Łukaszenkę, w celu porzucenia putinowskiego suwerena, który ma chwiać się pod ciosami coraz dalszych ataków ukraińskich dronów i licznych doniesień o rozłamie społecznym w Rosji i politycznym na Kremlu.
"Ukraina wykorzystuje między innymi białoruskie siły demokratyczne, aby wzmocnić swoją pozycję w negocjacjach z Łukaszenką. Przesłanie skierowane do białoruskiego polityka jest proste: jeśli nie jesteście jeszcze gotowi rozmawiać z nami na naszych warunkach, znajdziemy kogoś, z kim można porozmawiać. Więc spieszcie się, póki oferta jest aktualna. A te negocjacje są kluczowe dla Łukaszenki. Jeśli Rosja upadnie – czy to na froncie, czy gospodarczo – jego los w zasadzie znajdzie się w rękach Ukrainy. Kijów już dyktuje zasady. Łukaszenka może oczywiście mieć pretensje do Ukraińców o zaproszenie Cichanouskiej. Ale jego pretensje nikogo już tam nie obchodzą." - podsumowuje publicysta.
To wszystko ma wartość jeśli wszystkie te założenia - zwłaszcza chwianie się Kremla - są prawdziwe. Nie mamy tutaj pewności, a to że "tak powinno być", są tylko naszymi wodzami wyobraźni i być może grą wywiadów. Tym niemniej, obie strony: białoruska opozycja jak i Kijów, są w pozycji "win-win", a to może zapoczątkować rzeczywistą, a nie tylko koniunkturalną współpracę. Rzecz w tym, aby przyjąć, że Białoruś jest elementem rosyjskiego domina.
Tak jak już pisałem o tym kilka lat temu, tylko biało-czerwono-biała wolna Białoruś z Pogonią, jest z polskiego punktu widzenia, nie tylko częścią bezpieczeństwa naszej przestrzeni, ale również powinien być jednym z koni Lubelskiej Kwadrygi. Stąd można zgodzić się z wnioskiem Rusłana Szoszyna, który na łamach "Rzeczpospolitej", napisał, że tylko "w głębokiej transformacji Białorusi w państwo demokratyczne i przewidywalne", a nie w doraźnych negocjacjach z Łukaszenką, leży polski interes.
Nabiera to dodatkowego znaczenia, gdyż w tym układzie naczyń połączonych, znów najbardziej niepokoją doniesienia z bałtyckiej flanki, gdzie wyraźnie Moskal wzmógł nacisk propagandowy. A przez łukaszenkowskiego wasala dotyczy też Polski. Najnowszym tego dowodem jest nagłośniony rosyjski wniosek do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Litwy, Łotwy i Estonii. Powód,jak to ma miejsce od nieszczęsnego pokoju Grzymułtowskiego, wciąż praktycznie ten sam: "naruszenia praw osób rosyjskojęzycznych".
Wracając do słów wstępu, nie tylko idea Rzeczpospolitej jest szansą dla obrony naszej wolności. Wiele państw regionu, rozumiejących skalę zagrożenia i biorąc pod uwagę kłopoty wewnętrzne NATO, starają ustalać skład nowego, regionalnego klubu bezpieczeństwa. Takim przykładem jest niedawny szczyt Bukareszteńskiej Dziewiątki i państw nordyckich. Choć w mojej ocenie jest to zbyt szeroki format, co wynika poniekąd z ostrożności państw nordyckich, jak ich dalszych interesów w regionie Arktyki, to jednak znów pokazuje możliwości szerokiej współpracy. Jednak to wszystko, będzie zapewne zależeć właśnie od dalszych okoliczności.