Zdjęcie: Pixabay
04-08-2026 11:47
Głębszy kryzys niż to było na początku pełnoskalowego konfliktu dotyka ukraiński sektor górniczo-hutniczy w związku z lipcowym wstrzymaniem kursowania statków korytarzem morskim w 2026 roku. Choć w przeszłości branża radziła sobie z blokadą eksportu morskiego, obecne uwarunkowania rynkowe czynią sytuację znacznie trudniejszą.
Same straty wywołane spadkiem eksportu szacowane są ostrożnie na 150–200 milionów dolarów miesięcznie, a łączna produkcja w sektorze wydobycia rudy żelaza może zmaleć nawet o 35 procent w porównaniu z pierwszą połową roku. Problemy wynikają z faktu, że drogą morską wysyłano dotąd połowę ukraińskiej stali i rudy oraz niemal całość produkcji surówki żelaza.
Sytuację komplikują równoległe ograniczenia handlowe ze strony Unii Europejskiej, która od lipca wprowadziła limity importowe ograniczające o 60 procent - w zestawieniu z poprzednim rokiem - ukraiński wywóz stali na rynek unijny. Zmiana ta uderza w ukraińskie zakłady inaczej niż decyzje z początkowej fazy walk, gdy rynek europejski był otwarty. Trudności potęguje brak możliwości opłacalnej wysyłki półproduktów stalowych drogą lądową – przy niskich marżach i obciążeniach wynikających z unijnego mechanizmu CBAM transport do odbiorców w Bułgarii, Rumunii, Włoszech, Hiszpanii czy Turcji przestaje mieć uzasadnienie ekonomiczne, co zabiera z rynku kolejny milion ton rocznie.
Na gorsze położenie zakładów wpływa również dołek cenowy na rynku rudy żelaza, gdzie stawki spadły poniżej 98 dolarów za tonę, uniemożliwiając rentowny transport przez porty europejskie. Dodatkowo wstrzymanie żeglugi uderza w ukraińskie hutnictwo od strony dostaw surowcowych, zmuszając do okrężnego sprowadzania węgla z USA i Australii przez europejskie przeładunki kolejowe, co podnosi koszty tego surowca o około 15 procent. Sytuację na rynku wewnętrznym pogarsza utrudnione sprowadzanie blach grubych czy kształtowników, których w kraju się nie wytwarza, spychając całą gałąź gospodarki w możliwą zapaść.