Zdjęcie: Take
15-09-2026 09:30
Ten komentarz rozpocznę i zakończę dwoma odznaczeniami. W minioną sobotę na dominującym nad moimi Mysłowicami wzgórzu, tzw. Górce Słupeckiej, odbyła się rekonstrukcja historyczna przedstawiająca walki 23 batalionu saperów, miejscowej jednostki Wojska Polskiego walczącej pod dowództwem mjra Mariana Skierczyńskiego, w wojnie obronnej 1939 roku. Dzięki mysłowickim saperom, którzy pod niemieckim ostrzałem zbudowali przeprawy na Wiśle pod Baranowem Sandomierskim, udało się wycofać na czas jednostki armii "Kraków". Za tę bohaterską postawę, batalion otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari obok niemal 40 innych jednostek WP. Jako ważny niuans tego wydarzenia, warto wspomnieć, iż nieodległe koszary batalionu znajdowały się w pobliżu tzw. Trójkąta Trzech Cesarzy, o którego roli dla naszej przestrzeni, pisałem kilka razy.
Wspomniałem o tym miejscowym, lokalnym wydarzeniu nie bez przyczyny. Ponieważ po raz kolejny okazuje się, że wnioski wypływające z historii, zawarte w poprzednich komentarzach, są kanwą najnowszych wydarzeń. W niedzielnym programie łotewskiego portalu Jauns, politycy i eksperci zastanawiali się nad tym, kto obroni Łotwę. Rozmowa - prowadzona w czasie toczącej się kampanii wyborczej do Saeimy - koncentrowała się na wewnętrznych wysiłkach obronnych, jak wzmocnienie wojska, jego uzbrojeniu, obronie pasa granicy w Łatgalii. Jednak znaczną część programu poświęcono obronie cywilnej, w tym ewakuacji ludności oraz jej przygotowaniu do "dnia X", jak to określa się w państwach bałtyckich. Konkluzje z tej rozmowy nie były najlepsze, a samo pytanie w zasadzie pozostało bez odpowiedzi.
Ten przykład pokazuje, że to co dla części naszego społeczeństwa, wciąż jest pewnym odległym zagadnieniem, dla narodów państw bałtyckich jest życiowym wyzwaniem. Przy wielokrotnie mniejszej od Ukrainy liczbie ludności, jak też braku tzw. głębi operacyjnej, czyli większego terytorium, wojna staje się dla tych krajów zagrożeniem egzystencjalnym. Przypomnijmy, że obszar ten stanowi mniej niż 1/5 terytorium Rzeczpospolitej Obojga Narodów, przy czym jakże istotne są stałe spostrzeżenia. O tym, jak bardzo kluczowa dla naszej wspólnej przestrzeni, jest wolna Białoruś i jak wielka jest cena utraty części dawnych Prus Książęcych, znanych dzisiaj jako eksklawa królewiecka.
Gdyby nie było tylko dwóch - tymczasowych w mojej ocenie - przeszkód, jakże inna byłaby postawa Rosji, nawet wobec Ukrainy. Jednak wróćmy do pytania postawionego przez Łotyszy, na które szukają odpowiedzi również Litwini i Estończycy. Ci ostatni kroczą już szlakiem południowego sąsiada, czyli najprawdopodobniej nowym ministrem obrony zostanie były szef armii. Na razie takiego ruchu nie widać na Litwie, jednak sytuacja zmienia się już z tygodnia na tydzień, na razie na naszą niekorzyść.
"Obecnie mamy takie podejście lub retorykę, że Rosja stanowi zagrożenie, a potem pojawiają się wszelkiego rodzaju oceny. Niektórzy mówią, że atak może nastąpić w ciągu trzech lat po wojnie na Ukrainie, a inni, że w ciągu sześciu miesięcy. I wszyscy traktujemy to bardzo poważnie, przytakujemy. W następnej chwili układamy plany i w ogóle nie bierzemy tych ocen zagrożenia pod uwagę. (...) Dlatego właśnie mówię, że naszym pierwszym punktem odniesienia jest moment zakończenia wojny w Ukrainie. Czy może się ona skończyć w ciągu sześciu miesięcy? Tak. Ile czasu potrzebują na przygotowania? Sześć miesięcy? Tak. Jasne. Za rok Rosja może użyć przeciwko nam siły militarnej na skalę X. Czy nasze przygotowania odpowiadają temu wyzwaniu i czy zneutralizujemy siły militarne o skali X? Jeśli nie jesteśmy w stanie, to powinniśmy poczynić odpowiednie przygotowania. Albo jest druga możliwość: wszyscy podpiszemy się pod tym, że trzymamy kciuki, aby do tego nie doszło, i sami nic nie zrobimy. Trzeci wariant to powiedzieć, że byłoby bardzo źle, gdyby tak się stało, ale wytężymy siły, zrobimy konkretne rzeczy i to szybciej niż dotychczas." - mówił w wywiadzie gen. rez. Martin Herem, kandydat na ministra obrony.
Mówimy o jawnym ataku militarnym. Zapominamy przy tym, że Kreml wraz ze swoim łukaszenkowskim wasalem, od kilku lat prowadzą już inną wojnę w cieniu. O tym języku hybrydowym, który w ciągu ostatnich miesięcy zmienił wreszcie nazwę na właściwą, czyli dywersję i sabotaż, również pisałem, w tym niedawno. I wraz z najnowszym atakiem przy granicy polsko-ukraińskiej jak i zestrzelonym dronem nad Litwą, pokazuje stan tego rodzaju wojny. A wojna to wojna
"Ostatnio firmy związane z obronnością i części łańcucha dostaw padły ofiarą ataków w takich krajach jak Niemcy, Polska i Litwa. Erkki Tori, dyrektor ds. koordynacji w Kancelarii Rządowej, powiedział, że można dostrzec pewien schemat leżący u podstaw tych incydentów i że należy zwrócić uwagę na Rosję. „Z pewnością mogą zdarzyć się pewne niezwiązane ze sobą incydenty, które wpisują się w ten schemat, ale jasne jest, że Rosja postanowiła w tym roku przyspieszyć” – powiedział.(...) „W rzeczywistości bardzo łatwo powiedzieć, że nic nie wybuchło, nic się nie zapaliło, żadne systemy nie zostały zhakowane i nie przeprowadzono żadnych kampanii dezinformacyjnych – i właśnie tak działa Rosja” – powiedział Tori. Dodał, że właśnie dlatego Estonia ma obowiązek jasno dać do zrozumienia swoim sojusznikom, że wszyscy są w równym stopniu na celowniku." - czytamy w innym artykule estońskich mediów.
"Jednym z czynników leżących u podstaw nadziei Rosji na zwycięstwo jest założenie, że Europa w końcu się zmęczy, zrezygnuje i nie będzie chciała, aby Ukraina była pełnoprawnym członkiem UE. Europejczycy muszą udowodnić to czynami, a nie tylko słowami. Europa nie powinna ulegać szantażowi Rosji, którego celem jest zablokowanie wykorzystania jej zamrożonych aktywów na rzecz Ukrainy lub powstrzymanie europejskiej obecności wojskowej na Ukrainie po wojnie. Konieczne jest również realistyczne realizowanie procesu akcesyjnego Ukrainy do UE: nie obiecuj pełnego członkostwa jutro czy w przyszłym roku, ale postępuj w negocjacjach równolegle z reformami wewnętrznymi na Ukrainie. Rola Europy w dyplomacji wojennej powinna koncentrować się na kształtowaniu zrównoważonej przyszłości Ukrainy jako części Europy i wspieraniu jej w dowolnym formacie negocjacji , zamiast składania propozycji Moskwie w daremnej nadziei na skłonienie Rosjan do poważnych negocjacji." - napisała Kristi Raik, szefowa estońskiego think-tanku ICDS.
Cały problem polega na tym, że obecne ukraińskie elity nadal skutecznie podkopują zaufanie dla dalszych postępów swojej integracji z UE. Ostatnie kilka miesięcy to cała seria afer korupcyjnych związanych z najwyższymi władzami naszego walczącego sąsiada. Paradoksalnie najbardziej poszkodowana w ich wyniku staje się Mołdawia, która obok przyspieszenia akcesji do UE aktywnie rozpoczęła reintegrację Naddniestrza, korzystając z obecnej izolacji tej rosyjskiej wyspy niestabilności.
Tym niemniej rosyjski atak na Jagodzin pokazuje inny wniosek, o którym pisałem tak w minionych latach, jak i w minionym tygodniu. Ta wojna nie zakończy się jednostronnym, w zasadzie, pokojem. Dalszy los Ukrainy uzależniony jest od losu pozostałych krajów regionu.
W tej mizerii jest nadzieja, która wyznacza kierunek rządzącym, a jednocześnie daje odpowiedź naszym bałtyckim sojusznikom. Vox populi, vox Dei i dodam od siebie: vox Serenissima. "Zachęcające! Niemal 78% Polaków twierdzi, że w przypadku rosyjskiej agresji na Estonię, Łotwę lub Litwę Polska musi udzielić pomocy. Społeczeństwo jest odważniejsze niż wielu polskich polityków." - napisała prof. Katarzyna Pisarska. W komentarzach czytamy wiele podziękowań ze strony samych zainteresowanych.
Lata rosyjskiej wojny na Ukrainie przypomniała wielu z nas, to czego wymaga obrona naszej przestrzeni. Jak napisałem tydzień temu, jest to nasza, polska strefa odpowiedzialności za wszystkie wolne narody byłej I Rzeczpospolitej. Jakkolwiek na to nie patrzeć, choć nadal w wielu kwestiach jesteśmy - jako te narody - podzieleni, to w bezpieczeństwie, jesteśmy ze sobą na dobre i na złe.
I najbardziej istotna jest wolna Białoruś. "Dla bezpaństwowych narodów Europy Wschodniej literatura już dawno zastąpiła państwo. Dla Białorusinów media znalazły się teraz w tej roli. (...) Janka Kupała i Uładzimir Karatkiewicz byli dla Białorusinów kimś więcej niż tylko pisarzami, tak jak Taras Szewczenko czy Adam Mickiewicz dla Ukraińców i Polaków – kimś więcej niż Flaubert dla Francuzów, a Puszkin dla Rosjan. Literatura w warunkach okupacji, w warunkach bezpaństwowości, chroniła język, tradycję narodową, kształtowała wspólnotę, tworzyła unikalny kodeks narodu. To, co państwo zrobiło dla narodów „państwowych”, literatura zrobiła dla narodów bezpaństwowych." - napisał Mikoła Buhaj na łamach "Naszej Niwy" w artykule pod znaczącym tytułem "Media zastępują Białorusinom państwo. I na razie nie będzie inaczej". Jak bardzo przypomina nam to okres zaborów, jak i później działalność paryskiej "Kultury".
Kończąc, wspomnę o jeszcze jednym, ważnym dla polskiej historii, odznaczeniu, tym razem francuskiej Legii Honorowej. Tak się złożyło, że jednym z wyrażających wdzięczność pod komentarzem prof. Pisarskiej, był Gabrielius Landsbergis, były litewski minister spraw zagranicznych. W minionym tygodniu został właśnie odznaczony Legią Honorową. W swoim podziękowaniu były minister zawarł pewne symboliczne i nadal ważne słowa.
"Niecałe trzysta kilometrów stąd, na dzisiejszej Białorusi, urodził się Tadeusz Kościuszko. Stał się symbolem idei wolności, która nie ma sztywnych granic. Dla Kościuszki wolność funkcjonowała w naszej Rzeczypospolitej tak samo, jak we Francji czy Stanach Zjednoczonych. Te same idee są równie ważne dziś, jak były wtedy. Duch wolności pozostaje niezmienny – Litwini, Polacy, Francuzi i wielu innych Europejczyków wspiera walkę Ukrainy z najeźdźcą. Francuskie Rafale bronią nieba nad Bałtykiem, tak jak Kościuszko zaprojektował obronę w West Point. Plus ça change, plus c'est la même chose. Myślę, że obrona wolności nigdy się nie kończy i wszyscy będziemy musieli o tym pamiętać w nadchodzących miesiącach, latach i stuleciach.". Te słowa pozostawiam jako refleksję na dzisiejsze, niepokojące czasy.