Zdjęcie: Pixabay
15-09-2026 09:05
Nasilające się rosyjskie ataki na ukraińskie centra logistyczne i magazyny żywności zmusiły Kijów do poszukiwania alternatywnych rozwiązań, w tym przeniesienia części zapasów spożywczych za granicę. Wśród analizowanych lokalizacji znajduje się Mołdawia oraz inne sąsiednie państwa, gdzie towary mogłyby leżeć w pobliżu granicy i w razie potrzeby błyskawicznie trafiać na rynek. Choć ukraińskie ambasady badają już dostępne obiekty i nawiązują kontakty z ich właścicielami, rzecznik mołdawskiego rządu Dumitru Ciorici poinformował, że na szczeblu oficjalnym rozmowy w tej sprawie jeszcze się nie rozpoczęły.
Równolegle rząd w Kijowie przekazał przedstawicielom sieci handlowych utajniony wykaz nieruchomości państwowych i komunalnych, które mogą zostać szybko zaadaptowane na punkty magazynowe w bezpieczniejszych regionach kraju. Zniszczenia dotychczasowych obiektów skłoniły branżę do przestawienia dostaw na model elastyczny i realizowany bezpośrednio z transportu, bez gromadzenia towarów w wielkich centrach rozdzielczych. Zależność Ukrainy od zagranicznych produktów spożywczych pozostaje przy tym znikoma i ogranicza się do kategorii takich jak owoce egzotyczne, kawa, kakao czy ryby morskie.
Niedobór przestrzeni magazynowej staje się również wyzwaniem w segmencie rolnym. Ze względu na rosyjskie ataki na statki i ograniczoną przepustowość portów czarnomorskich, alternatywne trasy eksportowe przez Dunaj, kolej i transport drogowy są w stanie przejąć zaledwie 40–50 procent dotychczasowego wywozu. W efekcie już pod koniec roku w ukraińskich elewatorach może zabraknąć miejsca na 8–11 milionów ton zbóż, przy prognozowanych zbiorach zbóż i roślin oleistych sięgających 84,6 milionów ton.
Mimo tych strat władze odrzucają pomysł budowy państwowych rezerw żywnościowych. „Za gromadzeniem takich zapasów przemawiałaby zależność od importu, tymczasem produkcja rolnicza na Ukrainie jest rozproszona po całym kraju, a skupianie żywności w jednym miejscu tworzyłoby jedynie dodatkowe cele dla wroga i generowało koszty” – wyjaśnił Taras Wysocki, minister polityki rolnej i żywności. Szef resortu dodał, że obecność setek niezależnych producentów skutecznie chroni rynek przed zmowami cenowymi, eliminując potrzebę powoływania państwowej sieci sklepów.
Jedyne bezpośrednie działanie osłonowe państwa sprowadza się do utrzymywania w czasie stanu wojennego 10-procentowego limitu marży handlowej na wybrane produkty o charakterze socjalnym, w tym mąkę, chleb, jaja, olej i mięso drobiowe. „Ten mechanizm stanowi sygnał dla rynku i rodzaj umowy społecznej, a w 99 procentach przypadków sieci handlowe przestrzegają wyznaczonych reguł” – podsumował Taras Wysocki, wskazując na brak masowych naruszeń cenowych na rynku spożywczym.