Zdjęcie: Antonia Rusev Pixabay
28-04-2026 13:36
Białoruś cały czas pogrąża się w głębokim kryzysie demograficznym, ustanawiając kolejny anty-rekord. Jak podaje "Nasza Niwa", z najnowszych danych Biełstatu wynika, że w 2025 roku na świat przyszło tam zaledwie 54 257 dzieci. To wynik jeszcze gorszy od ubiegłorocznego, który i tak uznawano za najniższy od zakończenia II wojny światowej. Skala zapaści jest uderzająca, gdy zestawi się obecne dane z początkiem rządów Łukaszenki – w 1994 roku na Białorusi urodziło się 111 tysięcy dzieci, co oznacza, że w ciągu trzech dekad liczba narodzin spadła o ponad połowę.
Wskaźnik dzietności na Białorusi spadł do poziomu 5,99 urodzeń na tysiąc mieszkańców, co eksperci określają mianem katastrofalnego. W skali globalnej gorsze wyniki notują jedynie nieliczne państwa, w tym pogrążona w wojnie Ukraina, Korea Północna oraz Watykan i San Marino. Pod względem geograficznym najwięcej dzieci urodziło się w Mińsku oraz obwodach mińskim i brzeskim, natomiast najtrudniejsza sytuacja panuje w obwodzie witebskim, gdzie odnotowano najniższą liczbę nowych obywateli.
Analitycy zwracają jednak uwagę, że oficjalne statystyki mogą być nieco zniekształcone przez błędy w metodologii liczenia ogólnej liczby ludności. Władze w Mińsku oficjalnie deklarują populację na poziomie 9,1 miliona osób, podczas gdy realna liczba mieszkańców – po uwzględnieniu masowej emigracji z ostatnich lat – szacowana jest na 8 do 8,5 miliona. Nie zmienia to faktu, że demografia stała się jednym z najpoważniejszych wyzwań na Białorusi.