Zdjęcie: Pixabay
13-09-2026 12:00
Państwowe urzędy oraz organizacje pozarządowe wspierające Ukrainę na Łotwie padły ofiarą nowej formy ataku hybrydowego, którego mechanizm niedawno opisywaliśmy i zwracaliśmy uwagę na jego znaczenie. Miejscowe urzędy są tam celowo paraliżowane przez lawinę wniosków o dostęp do informacji publicznej i skarg, za którymi stoją obywatele powiązani z Rosją. Podobne zjawisko obserwują Niemcy, gdzie prorosyjscy politycy próbują wyciągnąć wrażliwe dane o Sojuszu Północnoatlantyckim.
Łotewska Służba Bezpieczeństwa Państwa (VDD) wprost wskazuje, że za operacją stoją osoby, które wyjechały do Rosji i Białorusi, i stamtąd z premedytacją obciążają administrację. Głównym aktorem tej kampanii jest lokalne stowarzyszenie, w którego zarządzie ostał się wyłącznie Dmitrijs Matajevs. Mężczyzna został wcześniej skazany na rok więzienia za nawoływanie do nienawiści i usprawiedliwianie rosyjskich zbrodni wojennych. Po opuszczeniu więzienia przeniósł się na Białoruś, skąd publikuje propagandowe nagrania i otwarcie zapowiada dalsze zasypywanie pismami łotewskich urzędników.
Pretekstem do rozpoczęcia biurokratycznej ofensywy stał się antywojenny plakat, który kilka tygodni po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę zawisł na fasadzie ryskiego muzeum medycyny, położonego dokładnie naprzeciwko rosyjskiej placówki dyplomatycznej. Organizacja Matajevsa najpierw zażądała szczegółowych danych na temat pomysłodawców, wykonawców oraz kosztów instalacji. Po uzyskaniu odpowiedzi pytania przybrały jednak znacznie groźniejszy charakter, obejmując systemy zabezpieczeń budynku, wydatki na monitoring i polisy ubezpieczeniowe.
Skala tego zjawiska jest na tyle duża, że łotewski sąd administracyjny przygotowuje się obecnie do rozpatrzenia 8 spraw z powództwa kierowanego przez niego stowarzyszenia. Skargi i żądania uderzają w kluczowe resorty, w tym ministerstwa spraw wewnętrznych, rolnictwa i zdrowia, a także w państwową policję, inspekcję pracy oraz władze samorządowe.