Zdjęcie: Pixabay
30-07-2026 13:07
Jak podają białoruskie media opozycyjne, głośna inicjatywa ściągnięcia do pracy na Białorusi obywateli Uzbekistanu na tę chwilę pokazuje wizerunkową porażkę władz reżimu Łukaszenki. Program, który miał być receptą na dotkliwy brak rąk do pracy na wsi, pokazał chaotyczne działania urzędników oraz rozbieżności między obietnicami a rzeczywistymi warunkami oferowanymi imigrantom na prowincji.
Sygnały o nieprawidłowościach pojawiły się zaraz po przyjeździe pierwszych grup pracowników. W sieci opublikowano nagranie, na którym uzbeccy robotnicy oskarżyli białoruskich pracodawców o oszustwo – z obiecanych 500 dolarów pensji, po opłaceniu zakwaterowania i wyżywienia, na rękę zostawało im jedynie około 200 dolarów. „Nie ma żadnego sensu tu siedzieć i marnować czasu za 200 dolarów, wolimy wracać do domu” – mówił jeden z imigrantów na nagraniu.
Choć wkrótce w mediach społecznościowych pojawiło się kolejne wideo, na którym ci sami ludzie odwoływali swoje słowa i deklarowali nowe umowy na 700 dolarów z pełnym utrzymaniem, to sporu nie udało się zatuszować. Problem potwierdziła historia innego obywatela Uzbekistanu, który po przyjeździe do Mińska został bez grosza, gdyż obiecujący mu zajęcie pośrednik po prostu zniknął. Poszkodowany mężczyzna, poruszający się o kulach, musiał wracać do ojczyzny dzięki pomocy uzbeckiej dyplomacji i środkom ze specjalnego funduszu.
Kryzys wywołał nerwową reakcję na szczytach władzy oraz w państwowej propagandzie. Łukaszenka, podsumowując sytuację, zaczął wycofywać się z wcześniejszych deklaracji i zrzucać odpowiedzialność na urzędników w terenie, przekonując, że nikt nie będzie zmuszał lokalnych zakładów do zatrudniania obcokrajowców. Z kolei propagandzista Ryhor Azaronak winą za fatalne warunki mieszkaniowe imigrantów obarczył lokalnych działaczy. Natomiast Aleksandr Rogożnik próbował łagodzić sytuację, zapewniając media, że pracownicy otrzymują uzgodnione stawki.
Zamieszanie wokół pracowników stawia pod znakiem zapytania opłacalność biznesową przedsięwzięcia oraz sens niedawnych uzgodnień między oboma państwami. Porozumienie zakładało bowiem, że Uzbekistan sprowadzi na Białoruś pracowników i zainwestuje w zakup sprzętu w zamian za dostawy mięsa i nabiału. Przykładem takich inwestycji miało być utworzenie w rejonie bieszenkowickim spółki „AndiżanAgro”, związanej z uzbeckim przedsiębiorcą i politykiem Chatamem Mamarasułowem, planującej hodowlę bydła oraz uprawy rolne. Rzeczywistość pokazała jednak, że brak przygotowania, biurokracja i naruszenia praw pracowników skutecznie hamują plany ściągania migrantów zarobkowych na Białoruś.