Zdjęcie: Pixabay
01-07-2026 10:32
Stosunki polsko-ukraińskie znalazły się na ostrym zakręcie i różnie są komentowana przez ukraińskie media, Po dość jednobrzmiącej fali wsparcia dla prezydenta Zełenskiego, w ciągu ostatnich dwóch dnia nastąpiła reffleksyjna zmiana narracji. Dla przykładu agencja Ukrinform ostrzega przed celową dezinformacją.
Według publikacji agencji, w polskiej przestrzeni medialnej i sieciach społecznościowych odnotowano skoordynowane rosyjskie kampanie propagandowe, w tym operację pod kryptonimem „Matrioszka”. Jej celem jest sztuczne podszywanie się pod renomowane media, takie jak stacja Euronews, i rozpowszechnianie fałszywych doniesień o rzekomym planowaniu masowej deportacji 50 tysięcy Ukraińców. W sieci kolportowane są również zmanipulowane, wyrwane z kontekstu materiały wideo, mające sugerować współczesne incydenty graniczne związane z symboliką narodową lub nieaktualne nagrania z meczów piłkarskich z minionych sezonów, co ma na celu polaryzację obu społeczeństw.
Z kolei według obszernego artykułu portalu Hromadske, w samej Polsce mieszka obecnie około 980 tysięcy ukraińskich uchodźców, a łączna liczba obywateli Ukrainy – wraz z migrantami zarobkowymi z czasów przedwojennych – przekracza półtora miliona osób. Autorka podkreśla, że ich obecność stanowi potężny filar polskiej gospodarki; tylko w 2024 roku mieli wypracować dla polskiego PKB aż 100 miliardów złotych, co oznacza, że w ciągu trzech lat ich wkład ośmiokrotnie przewyższył całkowite koszty pomocy, jaką Warszawa przekazała Kijowowi. Mimo tak istotnego znaczenia ekonomicznego, nastroje społeczne uległy zauważalnemu ochłodzeniu, na co wpływ miała mieć zmiana na stanowisku prezydenta RP i retoryka nowej administracji Karola Nawrockiego oraz polityków pokroju posła Janusza Kowalskiego, otwarcie nawołujących do wydaleń.
Według autorki, sytuacja ta bezpośrednio przekłada się na codzienne życie migrantów, którzy coraz częściej zgłaszają przypadki ksenofobii, rówieśniczego nękania w szkołach oraz wrogich komentarzy w internecie. Poważne wyzwania dotknęły ukraiński personel medyczny pracujący w oparciu o tzw. warunkowe prawo wykonywania zawodu. Zgodnie z nowymi przepisami, lekarze spoza Unii Europejskiej musieli przedstawić certyfikat językowy na poziomie B1 do końca kwietnia 2026 roku.
Choć Sejm przyjął ustawę odraczającą ten wymóg o rok, prezydent Nawrocki nałożył na nią weto, argumentując, że brak biegłej znajomości języka zagraża pacjentom. W efekcie wielu medyków z Ukrainy z dniem 1 maja straciło prawo do wykonywania profesji. Zaostrzeniu uległy także reguły socjalne – wypłata świadczenia wychowawczego 800 plus dla migrantów została uzależniona od posiadania w pełni legalnego zatrudnienia. Wzmogły się również kontrole inspekcji pracy wymierzone w zatrudnianie „na czarno”, kończące się wydaleniem osób pracujących nielegalnie. Warto tutaj jednak zauważyć, że podobne rozwiązania wprowadzają inne kraje UE.
Tym niemniej we wnioskach zauważa się, że w większości rozsądni Polacy nie ulegli nastrojom politycznym. Tysiące Ukraińców buduje w Polsce stabilne życie, odcinając się od wielkiej polityki i odnajdując wsparcie w polskim społeczeństwie. Część przedsiębiorców, którzy otworzyli nad Wisłą własne firmy, podkreśla, że dopóki działają w granicach prawa i płacą wysokie podatki, nie spotykają się z żadnymi utrudnieniami, a retorykę antyukraińską uważają za czysty populizm. "A sytuacja między Nawrockim a Zełenskim to sztucznie wykreowany konflikt, żeby Ukraińcy wrócili na Ukrainę albo wyjechali z Polski gdzieś dalej. Nie chciałbym wyjeżdżać z Polski z powodu tych kłótni. Nie rozmawiam o tym z Polakami, bo każdy ma swoją prawdę.” - cytowana jest wypowiedź jednego z Ukraińców.
Natomiast "Suspilne" zauważa, że na szczeblu państwowym doszło do zgrzytu dyplomatycznego na tle polityki historycznej. Prezydent Wołodymyr Zełenski skierował do Rady Najwyższej projekt ustawy o powołaniu w Kijowie Ukraińskiego Panteonu Narodowego, mającego służyć jako miejsce pochówku wybitnych rodaków spoczywających za granicą. Zapowiedź ta, opatrzona deklaracją ukraińskiego przywódcy, że nikt nie będzie dyktował Kijowowi, jakich bohaterów ma czcić, wywołała spore zaskoczenie i krytykę w polskich kręgach rządowych.
W odpowiedzi na tę pogarszającą się sytuację, redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita” Bogusław Chrabota opublikował autorską listę siedemnastu postaci wspólnej historii, które mogłyby łączyć oba narody w ramach tworzonego panteonu. Wśród propozycji znaleźli się m.in. Taras Szewczenko, Juliusz Słowacki, Symon Petlura, Józef Piłsudski, generał Marko Bezruczko oraz prezydent Lech Kaczyński, co miało stanowić intelektualny impuls do zażegnania kryzysu i przypomnienia o fundamentach polsko-ukraińskiego pojednania.