Zdjęcie: Pixabay
04-09-2026 08:52
Jak podaje "Nasza Niwa", rosyjski system inwigilacji elektronicznej SORM, wykorzystywany prawdopodobnie także przez białoruskie służby specjalne, nie dysponuje możliwościami złamania współczesnego szyfrowania i odczytania treści prywatnych wiadomości w popularnych aplikacjach.
Z analizy dokumentacji technicznej, kodów źródłowych oraz logów z lat 2021–2024, wynika, że choć służby gromadzą pełną kopię ruchu internetowego, przechwycona komunikacja w bezpiecznych komunikatorach pozostaje dla nich niedostępna.
Aparatura podsłuchowa zainstalowana bezpośrednio u operatorów telekomunikacyjnych rejestruje wszelką aktywność sieciową i przypisuje ją do konkretnych osób. W przypadku sieci komórkowych identyfikacja następuje na podstawie numeru telefonu lub identyfikatora abonenta, natomiast w łączach przewodowych i domowych sieciach bezprzewodowych działania są łączone z danymi właściciela umowy. Informacje, które nie zostaną natychmiast przeanalizowane na żądanie funkcjonariuszy, trafiają do bazy magazynowej o nazwie „Janwar”. Dane te są tam przechowywane od sześciu miesięcy do nawet trzech lat, dając służbom możliwość późniejszego powracania do zgromadzonych zapisów.
Mimo braku bezpośredniego wglądu w treść rozmów czy przesyłanych plików, narzędzie to pozwala na prowadzenie rozbudowanej analizy metadanych. System precyzyjnie ustala moment nawiązania połączenia, odwiedzane domeny, ilość przekazanych danych oraz czas trwania połączeń głosowych. Zestawiając ze sobą godziny rozpoczęcia i zakończenia interakcji poszczególnych użytkowników, analitycy mogą teoretycznie odtworzyć siatkę kontaktów. Służby mają także możliwość filtrowania całego strumienia danych pod kątem konkretnych adresów IP, numerów telefonów, kont pocztowych czy poszczególnych słów, choć ta ostatnia funkcja jest rzadko wykorzystywana ze względu na wysokie wymagania sprzętowe.
Do identyfikacji poszczególnych usług programiści stworzyli dedykowane moduły dekodujące, przygotowane między innymi dla komunikatorów Telegram, WhatsApp, Viber, WeChat, Discord oraz aplikacji Zoom. Narzędzia te pozwalają na rozpoznanie typu ruchu i zebranie szczegółowych parametrów połączenia. Z kolei aplikacja Signal oraz protokół VLESS skutecznie utrudniają analizę, maskując swój ruch jako zwykłą, zaszyfrowaną transmisję sieciową. Pełny wgląd w treść wiadomości system uzyskuje jedynie w przypadku starych, nieszyfrowanych platform, takich jak ICQ czy Jabber.
Ujawnione materiały pokazują, że system nie daje możliwości automatycznego czytania całej komunikacji obywateli. Głównym walorem rozwiązania pozostaje możliwość przypisania aktywności w sieci do konkretnego abonenta oraz profilowanie jego zachowań na podstawie zebranych metadanych. Ograniczenia techniczne platformy inwigilacyjnej nie oznaczają jednak całkowitego bezpieczeństwa użytkowników, gdyż służby mogą pozyskiwać poufne informacje z pominięciem analizy samego ruchu sieciowego, wykorzystując inne metody operacyjne.