Zdjęcie: Pixabay
20-10-2026 08:31
Litwa oficjalnie rozpoczęła konsultacje z NATO w sprawie zmiany obowiązujących procedur obronnych, aby umożliwić zestrzeliwanie obiektów naruszających przestrzeń powietrzną bez konieczności ich wcześniejszej weryfikacji wzrokowej przez pilotów. Decyzja władz w Wilnie jest konsekwencją niedzielnego incydentu, w którym ukraiński dron bojowy eksplodował w rejonie poswolskim. Mimo poderwania myśliwców NATO, gęste zachmurzenie oraz trudne warunki pogodowe uniemożliwiły zneutralizowanie zagrożenia w powietrzu.
Celem planowanych zmian ma być przyznanie państwom członkowskim większej swobody decyzyjnej w zakresie użycia siły. „Zażądałem rozpoczęcia konsultacji ze stroną NATO. Zostanie to zrealizowane w ciągu miesiąca, abyśmy zweryfikowali ten sposób” – oświadczył premier Mindaugas Sinkevičius. Szef rządu zwrócił uwagę na ograniczenia obecnie stosowanych rozwiązań technicznych i prawnych.
Ustalenia litewskich służb wskazują, że dron wleciał w przestrzeń powietrzną od strony polskiej. „Nie ma żadnych wątpliwości, że przedostał się przez strefę Schengen od strony Polski. Dron FPV, według naszych danych, jest pochodzenia ukraińskiego, co potwierdzają szczątki oraz informacja ze strony ukraińskiej o utracie łączności z jedną z maszyn podczas prowadzonej ataków. To najprawdopodobniej ten sam obiekt, który eksplodował na terytorium Litwy. Nie ma wątpliwości, że przenosił ładunek wybuchowy” – poinformował szef rządu po posiedzeniu Komisji Bezpieczeństwa Narodowego. Minister obrony Robertas Kaunas potwierdził nawiązanie kontaktu ze stroną polską w celu wspólnego zbadania zdarzenia. Strona ukraińska oficjalnie przeprosiła za incydent, wyjaśniając, że utrata kontroli nad dronem była efektem działania rosyjskich systemów walki radioelektronicznej.
I tutaj - w naszej opinii - doszło do niepotrzebnej różnicy stanowisk obu krajów w kwestii tego incydentu, co zapewne zostanie wykorzystane przez przeciwnika. Wnioski z tej sytuacji dowodzą, że potrzebne są stałe, a nie tworzone ad hoc, sposoby komunikacji wewnętrznej obu krajów w tych żywotnych kwestiach bezpieczeństwa. Wbrew medialnym zapewnieniom o "stałym kontakcie" doszło do klasycznego dwugłosu w tej sprawie.
„Nasze systemy obrony powietrznej zadziałały, ale przyznaję, że algorytmy można udoskonalić. Biorąc pod uwagę fakt, że tym razem nie otrzymaliśmy żadnej informacji z Polski, możemy dodatkowo zabezpieczyć się i zareagować następnym razem inaczej. O zmianie algorytmów będziemy rozmawiać na najbliższym posiedzeniu Rady Obrony Państwa” – zaznaczył prezydent Gitanas Nausėda.
„Potrzebne są dodatkowe wskaźniki pozwalające stwierdzić, że jest to obiekt stwarzający zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi. Ponieważ ten dron, w przeciwieństwie do wielu poprzednich, wleciał z terytorium przyjaznej nam Polski i nie otrzymaliśmy żadnego sygnału od polskich służb, naturalną pierwotną wersją było założenie, że nie stanowi on zagrożenia” – wskazał prezydent Litwy.
Natomiast polskie dowództwo przedstawiło własne odczyty radarowe. „W kierunku Litwy nasze systemy radarowe nie potwierdzają przekroczenia granicy z Polski na Litwę” – oświadczył rzecznik prasowy polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej, twierdząc jednocześnie, że polscy wojskowi pozostają w stałym kontakcie ze swoimi litewskimi odpowiednikami.
Co więcej, wokół trajektorii przelotu i pochodzenia drona pojawiły się rozbieżności prasowe. Według litewskich mediów, portal Polsat News opublikował nieoficjalne doniesienia sugerujące, że dron mógł wystartować bezpośrednio z terytorium Litwy – około 30 kilometrów od granicy – i nie przebywał w polskiej przestrzeni powietrznej. Informacje te zostały kategorycznie zdementowane przez polski resort obrony. Do spekulacji medialnych odniósł się Deividas Matulionis, główny doradca prezydenta Litwy. „Nie ufajmy wszystkiemu, co jest gdzieś publikowane. W przestrzeni pojawia się teraz bardzo dużo fałszywych informacji. Nie mamy jeszcze oficjalnych informacji od strony polskiej, dlatego nie należy nadawać tym doniesieniom zbyt dużego znaczenia” – podkreślił doradca, przestrzegając przed powielaniem niepotwierdzonych hipotez.