Zdjęcie: Flickr
18-03-2026 09:37
W rosyjskim obwodzie pskowskim wczoraj wybuchł pożar na poligonie wojskowym, zaledwie około 50 kilometrów od granicy z Łotwą i 30 kilometrów od Estonii. Przyczyny zdarzenia nie zostały oficjalnie potwierdzone, a w mediach społecznościowych pojawiają się doniesienia o możliwej eksplozji w wyniku pożaru. Do tej pory nie wiadomo, co dokładnie wywołało pożar.
Poligon zajmuje 76 Gwardyjska Dywizja Powietrznodesantowa, a w pobliżu stacjonuje również 2 brygada specjalna. Łotewskie władze wraz z sojusznikami monitorują sytuację na rosyjskich obiektach wojskowych w rejonie granicy. Parlamentarny sekretarz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Łotwy Igors Rajevs podkreśla, że obserwacja jest niezbędna, ponieważ działania na poligonie nie ustają. „Patrzymy, co się tam dzieje i w jaki sposób przygotowywane są jednostki” – powiedział Rajevs.
Większość sił dywizji jest zaangażowana w działania na Ukrainie, a na miejscu przy granicy pozostaje jedynie niewielki garnizon. Rajevs ocenia, że obecnie nie stanowi on bezpośredniego zagrożenia militarnego dla Łotwy, choć wymaga stałego monitorowania.
Minister obrony Łotwy Andris Sprūds stwierdził, że jeśli pożar został spowodowany przez ukraiński dron, baza wojskowa w Rosji jest uznawana za legalny cel. „Ukraina ma prawo do samoobrony, a cele takie jak infrastruktura wojskowa i wspierająca są legalnymi celami” – tłumaczy Sprūds, podkreślając, że sytuacja pokazuje również zdolności Ukrainy do precyzyjnych ataków.
Władze łotewskie zaznaczają, że ewentualne rosyjskie próby przypisania incydentu dronom startującym z Łotwy lub Estonii można skutecznie obalić przy pomocy danych wywiadowczych sojuszników. Minister Sprūds dodaje, że choć małe drony mogą pozostać niezauważone, Łotwa i NATO posiadają wystarczające możliwości monitorowania działań wojskowych na terytorium Rosji.