Zdjęcie: Przemysław Keller KPRP
05-05-2026 09:30
"Na razie stało się tylko wszystkim jasne, że w pewnym zakątku Europy Wschodniej, bez niepodległej Polski nie może istnieć ani niepodległa Litwa, ani niepodległa Białoruś. Ba, nawet niepodległe Państwa Bałtyckie. Mieliśmy tu do czynienia z objawem po prostu organicznego powiązania. Jedyną zatem receptą na przyszłość zdawał się powrót do starej idei wzajemnego wsparcia i wspólnoty interesów. " - wspominał Józef Mackiewicz w 1954 roku. Rzecz w tym, że mowa już o czasie po przegranej wojnie obronnej 1939 roku, z perspektywy zajętego, czy raczej odzyskanego na chwilę przez Litwinów, Wilna - stolicy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Zanim przejdę do zasadniczej części komentarza warto przypomnieć ten cytat, gdyż w połączeniu z wydarzeniami minionego tygodnia oraz niedzielnym świętem, pokazują one głęboki i nieprzemijający sens współpracy narodów regionu byłej I Rzeczpospolitej. Piękną puentą tego wielowiekowego już procesu było odebranie z rąk prezydenta RP odznaczenia Orderu Orła Białego przez Andrzeja Poczobuta. Przypominając postacie majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" i wielu innych bohaterów AK na Grodzieńszczyźnie, dziennikarz skromnie stwierdził, że "na tym tle, żyjąc w nieprzyzwoitych czasach próbuję się zachować jak przyzwoity człowiek. Tylko tyle i aż tyle".
Uwolnienie tego zasłużonego dla polskiej mniejszości na Białorusi, nie tylko dziennikarza, ale i społecznika, wspieraliśmy ba łamach naszego portalu od początku, jak wiele innych redakcji, organizacji społecznych i licznego grona społeczeństwa. To nie wynikało tylko z kwestii polityki, tożsamości narodowej i działalności społecznej. Nie tylko w mojej ocenie, niezłomność postawy Andrzeja Poczobuta wobec nacisku reżimu Łukaszenki, to w dzisiejszych czasach, rzecz wyjątkowa. Kiedy myślę o tym wątku życia odznaczonego, przypominają mi się nie tylko postacie majorów Waleriana Łukasińskiego, Henryka Dobrzańskiego "Hubala", ale także Westerplattczyków, jak też niezłomnego do samego końca, majora Władysława Raginisa. I łańcuch wielu, wielu innych przed nimi i po nich, którzy stali na straży naszej tożsamości i wolności. I tak, są to oczywiste i bardzo proste skojarzenia, które wynikają jednak z naszej tradycji i historii.
"Trzeba, ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków. Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych." - mówił papież św. Jan Paweł II w 1987 roku. Są to te często przywoływane słowa, które dla części mojego pokolenia zapadły w szczególną pamięć. Dlatego, gdy spotykamy takie postawy to przyjmujemy je bez współczesnego wielu zdziwienia, ale z szacunkiem. Aequam memento rebus in arduis servare mentem - Pamiętaj, aby w trudnych chwilach zachować spokój ducha - pisał natomiast Horacy.
„Tysiące naszych ludzi mieszka na Białorusi i ja jestem z nimi. Jestem za nich odpowiedzialny. Za tych Polaków, których zaangażowałem w działalność Związku Polaków”. Mówi, że był przekonany, że jeśli ucieknie, władze aresztują kolejnego polskiego działacza. I wziął to na siebie. (...) Andrzej przyznaje, że pamięć o tych, którzy przeszli przez obozy stalinowskie, pomogła mu przetrwać. Uciekał przed zimnem uprawiając sport: „Potrafiłem zrobić 140 pompek w jednej serii”. (...) I choć zdaje sobie sprawę z ryzyka, dziennikarz chce wrócić do domu. „Jeśli mnie wpuszczą, w porządku. A jeśli znowu mnie wsadzą do więzienia? No cóż, zrobię to. Nelson Mandela robił to przez tyle lat, robili to żołnierze Armii Krajowej…” – mówi. Mówi, że bycie Polakiem na Białorusi jest trudną rzeczą: „Jeden z naszych aktywistów z Kresów, poeta, zapytał, dlaczego bycie Polakiem jest takie trudne. No właśnie. Na tej szerokości geograficznej, niestety, tak jest” - czytamy słowa wywiadu z Andrzejem Poczobutem. Odpowiedzialność i odwaga.
A jakie ma to szersze znaczenie? Jak zauważa Łukasz Jasina, były rzecznik MSZ, Andrzej Poczobut - nolens volens - stał się częścią polityki, przy czym choć na chwilę połączył Polaków. "Każdy kolejny rząd i kolejni ministrowie spraw zagranicznych (od Raua do Sikorskiego) stawiali sprawę Poczobuta i jego uwolnienia jako najważniejszą w jakichkolwiek rozmowach z białoruskim reżimem .Tak było i w roku 2021 i w 2022. Nie zmienił tego nawet wybuch wojny na Ukrainie i powrót do pewnych rozmów z Białorusią jako pośrednikiem. Przez dłuższy czas zwolnienie Poczobuta nie było jednak realne. Stało się takie dopiero dzięki naciskom Amerykanom i kontrowersyjnej, nowej polityce Trumpa wobec Białorusi." - napisał Jasina. Konsekwencja.
Wnioski ekspertów pokazują trzy wątki. Po pierwsze, Polska potrafiła skutecznie odzyskać swoich obywateli z rąk reżimu. O drugin wspomina dr Andrzej Szabaciuk z IEŚ. "Pomyślne sfinalizowanie negocjacji daje nadzieję na deeskalację napięć granicznych, w tym zmniejszenie sztucznej presji migracyjnej, działań sabotażowych czy agresywnej dezinformacji. Ponadto trwające wiele miesięcy wielostronne rozmowy pozwoliły na wypracowanie nowego, roboczego kanału komunikacji z Białorusią i Rosją, który w przyszłości może okazać się niezwykle cenny w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi i zapobieganiu niekontrolowanej eskalacji w naszej części Europy." - napisał ekspert.
Z kolei Kamil Kłysiński, analityk OSW, podkreśla to, co powtarzamy od kilku lat. Wyciąganie daleko idących wniosków, na temat zwrotu podejścia reżimu do zmian demokratycznych na Białorusi, jest całkowicie nierealne w tych warunkach. Nie można zapominać, że za plecami białoruskiego KGB stoją rosyjskie służby FSB i SWR. A to tylko mała część tej układanki zależności Mińska wobec Moskwy.
Od siebie dodam jeszcze jeden wniosek, który za chwilę może mieć istotne znaczenie. Chodzi o obecny pat dyplomatyczny między Litwą, a reżimem Łukaszenki. Jak przyznała premier Inga Ruginienė, "Wilno z uwagą obserwuje działania sąsiada, dostrzegając, że trwa proces uwalniania osadzonych, co otwiera pole do analizy dalszych kroków w regionie.". Według szefowej rządu, dalsze kroki mają zostać omówione podczas jej czerwcowego spotkania z Tuskiem.
I tutaj warto zauważyć, że kolejne ruchy należą do reżimu Łukaszenki, gdyż Litwa słusznie oczekuje jakiegoś istotnego wstępu do rozmów. Czy będzie można uznać, że chwilowe uspokojenie napływu migracyjnego i przemytu balonami, do nich należy, to pokażą najbliższe dni. Wilno ma istotny klucz w ręce, do realizacji obietnicy amerykańskiej administracji w postaci otwarcia tranzytu dla białoruskich nawozów. Jednak tutaj znów pojawiają się pytania nie tylko dotyczące sankcji UE, ale przede wszystkim zasadności otwierania kanału wpływów finansowych dla sojusznika Kremla, prowadzącego wojnę na Ukrainie.
Ta gra jest więc wielowymiarowa, przy czym należy dodać, że dzieje się to przy kolejnych, mniej lub bardziej dostrzegalnych gestach Wilna wobec Warszawy. Od symbolicznej propozycji prezydenta Gitanasa Nausedy, nazwy dla nowego poligonu w Kopciowie, po deklaracje litewskich polityków.
"Obchody uchwalenia Konstytucji 3 Maja to jest doskonała możliwość do wzmocnienia polsko-litewskich relacji, co w dzisiejszej sytuacji geopolitycznej jest czymś bardzo ważnym. To wydarzenie właśnie pokazuje nasze możliwości, co udało się zrobić dobrego dla obu narodów - mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Dainius Babilas, dyrektor Departamentu Mniejszości Narodowych przy rządzie Litwy. Zdaniem Dainiusa Babilasa Konstytucja 3 Maja jest powodem dla dumy nie tylko Polaków i Litwinów. Rzeczpospolita zrzeszała w sobie wiele narodów. W jej życiu uczestniczyli przedstawiciele wielu narodów. Posłowie, którzy uchwalili Konstytucję, również należeli do różnych narodów. Wydarzenie sprzed ponad 200 lat pokazało, że ludzie z tego regionu mogą działać wspólnie - czytamy wypowiedź dyrektora departamentu.
Oczywiście to tylko słowa jednego polityka, lecz w połączeniu z rosnącą świadomością wspólnoty naszych narodów, należy - w mojej opinii - brać je pod uwagę. A jeśli chodzi o wolnych Białorusinów, to także warstw symbolicznych jest aż nadto: od udziału opozycjonistów w obchodach Święta Konstytucji 3 maja, po inicjatywę Maldzis, która we współpracy ze szwajcarską Fundacją Marii Magdaleny Radziwiłł, zbudowała fundamenty i nową tablicę pamiątkową pod pomnik Tadeusza Kościuszki w Solurze.
Na koniec chcę jeszcze dodać, że spójny obraz wspólnoty, przy połączonych i wytrwałych działaniach, może być impulsem do następnych inicjatyw. Jednym z nich jest wszak namacalny sukces regionalny w postaci ustaleń szczytu Trójmorza w Chorwacji, co wymaga osobnego omówienia. Tak jak pisał Mackiewicz mamy tu przecież do czynienia z organicznym powiązaniem, której historyczną emanacją było Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów z 1791 roku. O czym zawsze warto pamiętać.