Zdjęcie: Jegor Komarow unsplash.com
24-08-2026 13:40
Planowane włączenie postaci odpowiedzialnych za masowe zbrodnie do ukraińskiego upamiętnienia narodowego grozi poważnym załamaniem relacji Kijowa z Unią Europejską. Polskie władze wprost wskazują, że czczenie liderów nacjonalistycznego podziemia zamknie Ukrainie drogę do wspólnoty europejskiej. Artykuły na ten temat pojawiły się w ukraińskich mediach w Dniu Niepodległości.
Wiceszef polskiego resortu spraw zagranicznych Marcin Bosacki podkreślił, że choć każdy naród posiada swobodę w wyznaczaniu własnych bohaterów, to wynoszenie na cokoły osób obciążonych krwią cywilów doprowadzi do głębokiego kryzysu dyplomatycznego. W podobnym tonie wypowiedział się szef ministerstwa obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, zaznaczając, że brak rezygnacji z kultu działaczy OUN i UPA stanowi barierę nie do przebycia w unijnym procesie akcesyjnym Ukrainy.
Mimo twardego sprzeciwu ze strony Warszawy, prezydent Wołodymyr Zełenski złożył podpis pod ustawą o budowie Panteonu w Kijowie. Nowa inicjatywa przewiduje stworzenie w stolicy miejsca spoczynku dla prezydentów oraz wybitnych postaci historycznych, sięgających epoki Rusi Kijowskiej. Ustawa dopuszcza także ponowny pochówek działaczy, budzących międzynarodowe kontrowersje, a uznawanych w dzisiejszym państwie ukraińskim za bojowników o niepodległość. Ratyfikację aktu prawnego Zełenski potwierdził w obecności weteranów.
Główną osią sporu między sąsiadującymi krajami pozostaje kult członków UPA. Formacja ta w okresie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej dokonała masowych mordów na dziesiątkach tysięcy Polaków, Żydów, Czechów, Romów oraz samych Ukraińców, do których dochodziło przede wszystkim na Wołyniu. Odnosząc się do wcześniejszego uchwalenia przepisów przez ukraiński parlament, kancelaria prezydenta Karola Nawrockiego określiła działania Kijowa jako krok zmierzający do eskalacji i oceniła, że wychwalanie sprawców ludobójstwa nie stanowi właściwej drogi do integracji z światem zachodnim.
Warto zauważyć, że znamienny był również brak obecności unijnych dyplomatów podczas niedawnego pochówku szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Jewhena Konowalca, co strona polska uznała za efekt własnych starań. Jak podkreślił Marcin Bosacki, obecność w miejscu pamięci takich postaci jak Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz oznaczałaby dla Kijowa duże problemy, gdyż Europa nie zaakceptuje budowania państwowości pod symbolami ugrupowań odpowiedzialnych za mordy ludności cywilnej z lat 1943–1944.
Łatwo zauważyć, że upór administracji prezydenta Zełenskiego w tej sprawie, będzie powodował dalsze zaognienie relacji, co widać zresztą po wynikach ostatnich badań opinii społecznej w Polsce. Być może ten wielowątkowy proces, niewątpliwie sterowany politycznie, co wynika z treści artykułów w głównych mediach, ma - oprócz odwrócenia uwagi od afer korupcyjnych - w celu ostatecznym wpłynąć na chęć powrotu do kraju integrującej się już emigracji ukraińskiej w Polsce. Jak wiadomo, sytuacja demograficzna naszego sąsiada jest już krytyczna i jest to jeden z czynników, który będzie wpływał na szybkość odbudowy kraju po wojnie.
W tej perspektywie ostatnie ataki wobec Ukraińców w Polsce ,drobiazgowo nagłaśniane przez ukraińskie media mają wpłynąć na decyzję emigrantów, albo do wyjazdu z Polski do innego kraju UE, gdzie ich integracja nie przebiega tak szybko, lub powrotu do kraju. Kluczowe staje się zrozumienie przez część polskiego społeczeństwa, że poróżnienie nas z Ukraińcami wynika z klasycznych metod podziału, do których wykorzystuje się historię. Paradoks sprawia, że w efekcie końcowym korzysta na tym również Moskwa.