Zdjęcie: RKB
07-04-2026 13:16
W obliczu nowych faktów dotyczących zaginięcia Andżeliki Mielnikowej, byłej przewodniczącej Rady Koordynacyjnej, białoruskie środowiska opozycyjne w Polsce stają przed pytaniami o głęboką infiltrację przez służby specjalne Mińska. Kobieta, która w marcu 2025 roku zniknęła bez śladu wraz z kwotą 150 tysięcy dolarów należącą do opozycji demokratycznej i „Cyberpartyzantów”, została niedawno rozpoznana w stolicy Białorusi. Dowody na jej obecność w kraju, w tym zdjęcia z nowoczesnej mińskiej siłowni oraz relacje jej ojca, wskazują, że Mielnikowa nie tylko nie jest ścigana, ale cieszy się pełną swobodą i wysokim statusem materialnym.
Jak podaje "Zerkalo", analiza dokumentów dotyczących nieruchomości ujawnia, że po rzekomym zaginięciu Mielnikowa zaczęła inwestować w luksusowe lokale w Mińsku. We wrześniu 2025 roku nabyła mieszkanie przy alei Lubimowa, a na początku 2026 roku stała się właścicielką apartamentu o powierzchni blisko 92 metrów kwadratowych w prestiżowym kompleksie „Majak Mińska”. Co najbardziej uderzające, białoruski Komitet Śledczy, który wcześniej prowadził przeciwko niej sprawę karną, w lutym 2026 roku oficjalnie cofnął areszt nałożony na jej majątek, co umożliwiło sfinalizowanie podziału wspólnej własności z mężem i przejęcie lokali na wyłączność.
Eksperci ds. bezpieczeństwa, w tym emerytowana major polskiego kontrwywiadu ABW Anna Grabowska-Siwiec, oceniają te wydarzenia jako klasyczny scenariusz „ewakuacji” agenta po zakończeniu misji. Zdaniem byłej oficer, fakt, że Mielnikowa nie trafiła do więzienia po powrocie z emigracji, jest jednoznacznym dowodem na jej współpracę z reżimem Łukaszenki. „Gdyby przez wszystkie lata w Polsce naprawdę działała przeciwko reżimowi, to teraz nie chodziłaby po siłowniach, tylko siedziała w więzieniu. Reżim Łukaszenki i nie za takie rzeczy zatrzymuje” – podkreśliła Grabowska-Siwiec w rozmowie z mediami.
Kluczowym elementem układanki są powiązania Mielnikowej z Aleksiejem Łobiejewem, funkcjonariuszem Zarządu Kontrwywiadu Wojskowego KGB. Para spotykała się potajemnie w krajach takich jak Kuba czy Sri Lanka, co zdaniem kontrwywiadu służyło bezpiecznemu przekazywaniu informacji i instrukcji. Jako osoba zajmująca trzecie miejsce w hierarchii białoruskiej opozycji, Mielnikowa miała dostęp do najbardziej wrażliwych danych: kierunków działań, źródeł finansowania, kontaktów z polskimi instytucjami oraz tożsamości osób wspierających ruch oporu wewnątrz Białorusi.
Obecnie postać byłej przewodniczącej jest postrzegana jako potężne narzędzie białoruskiej propagandy. Istnieje możliwość, że wkrótce może dojść do publikacji szerokiego wywiadu, w którym Mielnikowa uderzy w wiarygodność struktur demokratycznych w Polsce. Choć posiada ona polskie obywatelstwo, jej sprawa prawdopodobnie nie zakończy się procesem o szpiegostwo w Warszawie, o ile nie zostaną dostarczone twarde dowody na działanie bezpośrednio przeciwko interesom RP lub NATO. Wszystko wskazuje na to, że jej misja polegała na inwigilacji białoruskiej diaspory na Zachodzie.