Zdjęcie: Pixabay
25-06-2026 12:16
Decyzja prezydenta Estonii Alara Karisa o rezygnacji z ubiegania się o drugą kadencję postawiła tamtejsze partii w trudnej sytuacji, która uniemożliwia dalsze odwlekanie wyboru nowego kandydata. Politolodzy i socjologowie są zgodni, że znalezienie postaci cieszącej się szerokim poparciem i akceptacją większości parlamentu będzie wyjątkowo trudne.
Sytuację komplikuje fakt, że w Estonii nie ma konsensusu co do wymagań wobec przyszłej głowy pańsrtwa. W debacie publicznej pojawiają się głosy, że kraj potrzebuje eksperta w dziedzinie prawa konstytucyjnego, takiego jak Ülle Madise czy Jüri Raidla, reprezentanta na arenie międzynarodowej w osobie Jüri Luika bądź Jonatana Vseviova, albo też postaci skupionej na sprawach społecznych, jak Mati Heidmets.
Dodatkowym obciążeniem dla całego procesu jest rozpoczynająca się kampania przed wyborami parlamentarnymi oraz głębokie podziały między partiami zasiadającymi w Riigikogu. Eksperci, w tym Tarmo Jüristo i Tõnis Saarts, przewidują, że rywalizacja partyjna i niechęć opozycji – szczególnie Partii Centrum oraz Isamaa – do zawierania kompromisów z rządzącą Partią Reform uniemożliwią szybkie porozumienie. Do wyboru prezydenta w parlamencie wymagana jest większość 68 głosów, a ewentualny sojusz koalicji rządowej z socjaldemokratami i tak nie gwarantuje sukcesu bez poparcia 15 deputowanych niezrzeszonych.
W tej atmosferze partie mogą ulec skupieniu się na walce o sukces wizerunkowy, co spowoduje, że w pierwszych turach zabraknie woli do ustępstw, a cały proces najprawdopodobniej przeniesie się do kolegium elektorów. Sytuację w tym gremium dodatkowo komplikuje reforma administracyjna z 2017 roku, która zmniejszyła liczbę samorządów, podnosząc tym samym wagę głosów parlamentarzystów i grożąc przeniesieniem tam pata z Riigikogu.
Publicyści i analitycy, jak Erkki Bahovski i Art Johanson, ostrzegają przed ryzykiem przekształcenia wyborów w polityczną farsę, w której najpierw pojawią się kandydaci bez realnych szans, a ostateczne decyzje zapadną w kuluarach. Pojawiają się także spekulacje, że w przypadku głębokiego kryzysu i braku porozumienia w kolegium wyborców, politycy mogą ostatecznie zwrócić się do Alara Karisa z prośbą o ponowne kandydowanie, zwłaszcza że żadna nowa postać nie zdoła w krótkim czasie zbudować tak silnego poparcia społecznego, jakim cieszy się obecny prezydent. Przepchnięcie niepopularnego kandydata mogłoby natomiast skutkować poważnym spadkiem notowań promujących go partii.
Rezygnacja Karisa skłania również do szerszych podsumowań ustrojowych i porównań regionalnych. Od momentu odzyskania niepodległości Estonia miała pięciu prezydentów, z których tylko Lennart Meri i Toomas Hendrik Ilves rządzili przez dwie kadencje. Podobna tendencja występuje na Łotwie, gdzie na siedmiu szefów państwa tylko dwukrotnie powtórzył się wybór tej samej osoby. Odmienna sytuacja panuje w Finlandii, gdzie po okresie tzw. finlandyzacji jedynie Marttiemu Ahtisaariemu wystarczyła jedna kadencja. Analitycy przypominają jednak, że fiński przywódca wybierany jest w głosowaniu powszechnym i ma znacznie większy wpływ na rządzenie niż prezydenci w krajach bałtyckich.