Zdjęcie: Lars Stormbom Flickr
21-04-2026 11:50
Wybory prezydenckie w Estonii, zaplanowane na wrzesień i październik 2026 roku, mogą przynieść nietypowy scenariusz polityczny. Urzędujący prezydent Alar Karis, którego kadencja upływa 11 października, stoi przed wyzwaniem zdobycia wymaganej większości dwóch trzecich głosów w Riigikogu. Ze względu na brak pewnego poparcia 68 parlamentarzystów, rozważana jest opcja, w której Karis w ogóle nie podda swojej kandydatury pod głosowanie w parlamencie.
Harmonogram przewiduje, że pierwsze tury w parlamencie odbędą się 2 i 3 września. Jeśli posłowie nie wyłonią głowy państwa, 26 września zwołane zostanie Kolegium Elektorskie. Składa się ono z 208 członków – 101 deputowanych oraz 107 przedstawicieli samorządów. To właśnie w tym szerszym gronie urzędujący prezydent mógłby liczyć na silniejsze wsparcie, zwłaszcza ze strony ugrupowań takich jak Isamaa czy Partia Centrum, które posiadają mocną pozycję w regionach. Taka strategia nie byłaby nowością; podobną drogę w 2006 roku wybrał Arnold Rüütel, choć ostatecznie przegrał w Kolegium z Toomasem Hendrikiem Ilvesem.
Obecna układanka polityczna w parlamencie jest skomplikowana. Choć premier Kristen Michal z Partii Reform deklaruje brak zastrzeżeń wobec reelekcji Karisa, ugrupowanie to nie ogłosiło jeszcze oficjalnego poparcia. Podobnie zachowują się Socjaldemokraci oraz partia Estonia 200, chcąc dać sobie czas na ocenę innych potencjalnych kandydatów. Z kolei opozycyjne EKRE zapowiedziało już, że nie poprze urzędującego prezydenta. Sytuacja, w której w Riigikogu nie zostanie zgłoszony żaden kandydat, byłaby precedensem, jednak zdaniem ekspertów prawnych oznaczałoby to po prostu automatyczne przejście do kolejnego etapu procedury.
Gdyby proces wyboru nowej głowy państwa przedłużał się, tak jak miało to miejsce dekadę temu, obowiązki prezydenta do czasu zaprzysiężenia następcy będzie nadal pełnił Alar Karis. Choć niektórzy politycy, jak Raimond Kaljulaid, uważają scenariusz braku kandydatów w parlamencie za mało prawdopodobny, podkreślają jednocześnie, że pozostałe pół roku to w polityce wystarczająco dużo czasu na poszukiwanie kompromisów. Według przepisów, nowy prezydent musi zostać wybrany najpóźniej na dziesięć dni przed końcem kadencji poprzednika, czyli do 1 października, aby zapewnić ciągłość władzy w państwie.