Zdjęcie: Pixabay
14-04-2026 09:30
„Wiele z naszych dawnych atutów, które opierały się na bliskich relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, stało się teraz naszymi słabościami… Chociaż przezwyciężyliśmy początkowy szok związany z tą zdradą, nigdy nie możemy zapomnieć o lekcjach, których nas ona nauczyła. Musimy zadbać o siebie. USA miała sąsiada idealnego - mniejszy, cywilizowany i przyjazny kraj, który chętnie uzależnił się od Stanów w zamian za korzystną dla obu stron współpracę. Aż przyszedł Trump i uznał, że to wykorzysta i spróbuje docisnąć swojego sojusznika, grożąc mu przy okazji aneksją. Teraz Kanada świadomie odwraca się od USA, uniezależniając się od nich w czym mogą. Dla krótkoterminowych korzyści Trump zniszczył sojusz budowany od końca II Wojny Światowej." - to jeden z najnowszych, bo pochodzący z sobotniej wypowiedzi premiera Kanady, cytat wpisujący się w ostatnie komentarze tygodnia.
Clou tego, o czym mówił Mark Carney, wydaje się być obrazem współczesnego świata, coraz bardziej rozchybotanej łodzi, na której próbujemy utrzymać się bez wywrotki. W naszym regionie również wciąż trudno o spokój. Jak można było się tego spodziewać, kolejny "rozejm wielkanocny" Putina, był następnym dniem zwyczajowej wojny na Ukrainie. Z kolei państwa bałtyckie przechodzą od kilku tygodni prawdziwy festiwal rosyjskiej propagandy i dezinformacji.
Tym razem podstawą do tej nowej fali działań Kremla mają być ataki ukraińskich dronów na rosyjskie porty bałtyckie. Po niewypałach w rodzaju braku spodziewanych "masowych wypędzeń" miejscowych Rosjan z Łotwy, czy dezinformacyjnych wrzutek n estońskie Narwie, dostosowano tylko obowiązującą formułę do bieżących wydarzeń. Obok tradycyjnych już pokazówek w wykonaniu Zacharowej, do chóru oburzonych dołączyła także Duma Państwowa, której deputowani - znów - sięgnęli po groźby z zakresu niedomówień. Ot "więcej ostrzeżeń nie będzie". W tle gra stała melodia o "republikach ludowych" w regionach państw bałtyckich z największym odsetkiem ludności rosyjskojęzycznej.
Czy jest tego efekt? No cóż, gdyby przyjąć najnowszy komunikat estońskiej marynarki wojennej, o unikaniu zatrzymywania statków "floty cieni" ze względu na możliwość eskalacji wojskowej, to można przyjąć, że pojawiło się nowe ustępstwo. Jednak warto przy tym wspomnieć, że decyzje Estonii wpisują się w postępowanie całego NATO, oraz innego formatu, jakim jest JEF, czyli Połączonych Sił Ekspedycyjnych. Porozumienia niezależnego od NATO, a pod egidą Zjednoczonego Królestwa, których stronami są także kraje nordyckie, bałtyckie i Holandia. A to właśnie wojsko brytyjskie jest państwem ramowym jednostek eFP NATO w Estonii. Więc dla kontekstu tej postawy Tallinna warto przytoczyć najnowsze doniesienia medialne.
"Brytyjska marynarka wojenna nie zatrzymała żadnego z rosyjskich tankowców objętych sankcjami, pomimo obietnicy premiera Keira Starmera, z obawy przed naruszeniem prawa międzynarodowego, donosi „The Telegraph”. Rosyjskiej „flocie cieni” pozwolono przepływać przez kanał La Manche, mimo że Starmer dwa tygodnie wcześniej zapowiedział podjęcie działań wobec takich jednostek. Po tym, jak w środę The Telegraph ujawnił, że Moskwa wysłała swój okręt wojenny do eskortowania objętych sankcjami statków przez kanał, pojawiło się coraz więcej pytań o niezdolność brytyjskiego rządu do zatrzymywania rosyjskich jednostek – zauważyła gazeta." - czytamy w relacji. Oczywiście lęk i bezwład premiera można przekuć na sukces ministerialny.
"Minister obrony John Healey powiedział w czwartek, że można zrobić więcej, aby zatrzymać „flotę cieni”, ale dodał, że decyzja Rosji o wysłaniu okrętu wojennego do ich eskorty pokazuje, iż Wielka Brytania skutecznie odciąga siły Putina od działań w Ukrainie.„Jesteśmy gotowi. Mamy zdolności wojskowe i jesteśmy gotowi działać – nie tylko wspierając sojuszników, ale także razem z nimi – aby zatrzymywać statki ‘floty cieni’” – dodał." - czytamy więc wyjaśnienia, które nie przełożyły się na fakty. Pewną osłodą wydaje się akcja obserwowania rosyjskich okrętów pływających wokół kabli podmorskich, lecz i tak przypomina się drugowojenna wpadka Royal Navy w postaci niemieckiej operacji "Cerberus".
"Na Zachodzie działania Rosji w dużej mierze wiążą się z przygotowaniem personelu do wojny na Ukrainie, ale działania na Morzu Bałtyckim również mają istotne znaczenie. Z raportu MIDD wynika, że od połowy 2025 roku rosyjskie okręty wojenne stale patrolują Morze Bałtyckie, najprawdopodobniej w celu zapewnienia swobodnego przemieszczania się okrętów tzw. „floty cieni”. Jednocześnie tak intensywne użytkowanie okrętów stopniowo wyczerpuje zasoby i może w dłuższej perspektywie ograniczyć zdolności bojowe rosyjskiej marynarki wojennej." - czytamy w opracowaniu o raporcie łotewskiej służby MIDD.
Na Łotwie, rosyjsko-białoruską akcję dezinformacji, będzie aktywnie promował Aleksejs Rosļikovs, który przed wyjazdem na Białoruś rezygnował ze stanowiska przewodniczącego zarządu partii „Za Stabilność”. Jest to następny prorosyjski polityk, który jest oskarżony na Łotwie o podżeganie do nienawiści na tle narodowym i etnicznym.
"Oskarżony w nagraniu wideo świadomie zawarł nieprawdziwe twierdzenia, które zostały wykorzystane w rosyjskich mediach propagandowych o rzekomym neonazizmie na Łotwie, prowokujące do konfliktu, wrogie wypowiedzi o prześladowaniu i ucisku rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy, a także rozpowszechniał fałszywe twierdzenia o całkowitym zakazie używania języka rosyjskiego przez rosyjskojęzycznych mieszkańców Łotwy, podkreślając, że będzie to „walka między tym, co ludzkie, a tym, co bestialskie” – poinformowała prokuratura.(...) Swoje wystąpienie z trybuny Saeimy oskarżony zakończył następującą frazą w języku rosyjskim: „Jest nas więcej! Język rosyjski – nasz język!”, po czym dwukrotnie wykonał pogardliwy, poniżający, nieprzyzwoity gest." - donoszą łotewskie media. I już w piątek, oskarżony polityk wystąpił na konferencji prasowej w Mińsku, chwaląc Białoruś "w której jest wszystko".
Zresztą na Łotwie media zaczęły się zastanawiać, kiedy miejscowi politycy dostaną ofertę rozmów z Łukaszenką - obserwując naciski Waszyngtonu na Wilno, w tej samej sprawie. "Prawdopodobnie to tylko kwestia czasu, zanim Łotwa również otrzyma rekomendację od administracji Trumpa, by współpracować z Białorusinami. Kiedyś Białorusini przewozili te ładunki również za pośrednictwem firmy „Kālija Parks” z Windawy. Teoretycznie byłoby to możliwe również w porcie w Rydze, w terminalu należącym do Dmitrija Mazepina, objętego sankcjami szefa rosyjskiego producenta nawozów mineralnych „Uralchem”.(...) Kilku biznesmenów na Łotwie potwierdza w nieformalnych rozmowach, że w różnych kręgach od około roku mówi się o możliwym złagodzeniu sankcji wobec Białorusinów i przewozu nawozów. Byli politycy sugerują taktykę, aby nie rozgniewać Trumpa." pojawiają się głosy biznesmenów.
Jednak politycy studzą te zachcianki do ustępstw. "USA nie graniczą z Białorusią, a chcą nas pouczać, jak mamy tu żyć. Potem wyjadą, a my sami będziemy musieli pić to piwo, którego naważyli. Białoruś jest państwem agresorem, ponieważ pozwala Rosji wykorzystywać swoje terytorium do celów militarnych. I to jest kluczowy fakt. Należy o tym pamiętać zawsze, gdy myślimy o rozmowach z Białorusią. Same rozmowy nie są niczym złym. Być może nawet trzeba je podtrzymywać. Ale, na miłość Boską, nie zacznijmy tańczyć tak, jak nam Amerykanie zagrają tylko dlatego, że oni potrzebują nawozów sztucznych”." - powiedział Valdis Zatlers, były prezydent Łotwy. Podobnie minister spraw zagranicznych, Baiba Braze, również wykluczyła możliwość rozmów z reżimem w Mińsku.
Zresztą byłoby to sprzeczne z szeregiem ostatnich raportów i analiz, w tym przywoływane wyżej opracowanie łotewskiej Służby Wywiadu Wojskowego i Bezpieczeństwa (MIDD). "Oprócz Rosji, raport przypisuje również istotne znaczenie siłom zbrojnym Białorusi. MIDD podkreśla, że koncentrują się one przede wszystkim na obronie własnego kraju i same w sobie nie mogą być postrzegane jako potencjalne zagrożenie militarne dla bezpieczeństwa Łotwy i NATO. Jednak znaczenie militarne Białorusi rośnie właśnie ze względu na jej ścisłą integrację z Rosją – w ramach Regionalnej Grupy Wojsk i Jednolitego Regionalnego Systemu Obrony Powietrznej siły białoruskie są faktycznie częścią szerszej, moskiewskiej przestrzeni wojskowej.)...) Ogólny wniosek MIDD jest jasny: Rosja pozostaje głównym zagrożeniem bezpieczeństwa dla Łotwy, natomiast Białoruś sama w sobie nie jest niezależną siłą militarną zdolną znacząco zmienić regionalną równowagę bezpieczeństwa, ale jej terytorium, infrastruktura i siły zbrojne pozostają ściśle powiązane ze strategicznymi interesami Rosji. Oznacza to, że w planowaniu bezpieczeństwa Łotwy oba państwa muszą być nadal wspólnie oceniane." - a jak wiadomo, w ostatnim czasie wnioski wojskowe, przekładają się i na dyplomację oraz politykę.
Jak dalej potoczy się ten wspólny taniec nacisków, presji i nieugiętej postawy, pokaże czas. Na zakończenie, zauważę, że wciąż chodząc wokół tematu pogłębienia naszej współpracy w regionie wolnych narodów, mamy dalsze przykłady budującej symboliki. W Wiłkomierzu 10 kwietnia, 1 Dywizja Litewska otrzymała swój sztandar. Jednostka - w tym w czasie uroczystości - odwoływała się do tradycji swojej poprzedniczki o tej samej nazwie, sformowanej w 1776 roku, jako dywizja armii Wielkiego Księstwa Litewskiego Rzeczypospolitej Obojga Narodów. I w mojej opinii, ta symbolika będzie z czasem wpływała na świadomość. Gdyż fundament naszej współpracy jest niezmienny od wieków.