Zdjęcie: Pixabay
19-08-2026 14:15
Jak się okazało, sytuacja po ataku hakerskim na łotewską Dyrekcję Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (CSDD) jest znacznie poważniejsza, niż początkowo informowano – oświadczył premier Andris Kulbergs po nadzwyczajnym posiedzeniu rządu. Hakerzy uzyskali dostęp do bazy danych płatności CSDD z ostatnich 18 lat, wyciągając dane osobowe ponad 1,2 miliona obywateli oraz około 200 tysięcy przedsiębiorstw. W ręce przestępców trafiły imiona i nazwiska, numery identyfikacyjne, numery rejestracyjne pojazdów, nazwy firm oraz zadeklarowane adresy zamieszkania.
Choć z ustaleń instytutu ds. przeciwdziałania kiberincydentom Cert.lv wynika, że z systemu nie wyciekły dane kont bankowych, skradzione informacje stanowią poważne zagrożenie i mogą posłużyć do zaawansowanych wyłudzeń. Wiceszef Cert.lv Varis Teivān ostrzegł, że oszuści mogą wykorzystać precyzyjne dane do podszywania się pod policję drogową, wystawiania fałszywych mandatów czy wymuszania autoryzacji w aplikacjach. Ze względu na fakt, że sprawca nie został ustalony, a dane nie trafiły na sprzedaż do sieci, premier Kulbergs nie wykluczył, że był to atak hybrydowy przeprowadzony przez wrogie państwo.
Incydent ujawnił poważne uchybienia w procedurach bezpieczeństwa samej instytucji. Do włamania doszło w noc z soboty na niedzielę, lecz CSDD poinformowała o nim dopiero dwa dni później. Wyszło również na jaw, że dyrekcja wcześniej zrezygnowała z usług wsparcia Cert.lv, co uniemożliwiło państwowym służbom wczesne wykrycie luki. Prezydent Edgars Rinkēvičs określił masowy wyciek jako bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i oświadczył, że kierownictwo CSDD w takich okolicznościach nie powinno kontynuować pracy. Premier Kulbergs skrytykował zarząd za brak wyciągnięcia wniosków z wcześniejszych incydentów w sektorze publicznym i zarzucił władzom spółki próbę ukrywania zaniedbań.
Mimo ostrej krytyki ze strony szefa rządu i prezydenta, prezes zarządu CSDD Aivars Aksenoks oświadczył, że nie zamierza podawać się do dymisji, twierdząc, że zarząd nie dopuścił się uchybień. W sprawie wszczęto już postępowanie karne, a minister transportu zlecił przeprowadzenie kontroli wewnętrznej, która ma formalnie ocenić odpowiedzialność członków zarządu i rady nadzorczej dyrekcji za zaistniały wyciek.