Opinie Komentarze Analizy

Naciski

Zdjęcie: kam.lt

Naciski

Michał Mistewicz

24-03-2026 09:30

Zakończenie minionego tygodnia przyniosło niepokojącą informację na temat przyszłości polsko-litewskiej współpracy w zakresie obrony. Wypowiedź polskiego wiceministra obrony o désintéressement Warszawy w kwestii powstania polsko-litewskiego transgranicznego poligonu, przyniosło sporą burzę medialną. Warto temu tematowi przyjrzeć się nieco bliżej.

Przyznam, że wiadomość podawana w tak jednoznaczny sposób, na pierwszy rzut oka, mogła wzbudzić niepokój. Zwłaszcza, że zwykle nie dodawano faktycznego kontekstu. A ten składa się - jak zwykle - z co najmniej kilku nakładających się czynników. Pierwszy to wymiar polityczny, który jest klasycznym tarciem rządu z opozycją, co jest nieuniknione. Warto jednak zauważyć, że jeden z koalicjantów, czyli partia "Świt Niemna", cały czas neguje sens powstania nowego poligonu. A to oznacza, że wraz z innymi zarzutami formowanymi przeciwko kontrowersyjnemu szefowi tej partii, Remigijusowi Žemaitaitisowi, sprawa poligonu może stać się realnym powodem przesilenia rządowego nad Wilią. „Sam powiedziałem, że jeśli którykolwiek z koalicjantów nie zgodzi się na utworzenie poligonu Kapčiamiestis, to nie będę już widział sensu w trwaniu takiej koalicji” – powiedział prezydent Gitanas Nausėda. W wyniku dalszych negocjacji, Žemaitaitis już zaczął zmieniać swoje wypowiedzi.

Do tego należy dodać świadomość, że powstanie nowego ośrodka nie jest jeszcze przesądzone. Mimo deklarowanego dla tego projektu poparcia władz kraju - od prezydenta po większą część rządu - jego los jest w rękach posłów Seimasu. Na tę chwilę wiadomo, że projekt ma poparcie opozycyjnych konserwatystów. I to jest na razie jedyny pewnik: najprawdopodobniej poligon powstanie, jednak ta decyzja leży w gestii posłów.

Druga kwestia dotyczy protestów społecznych. Jak wiadomo, projekt poligonu wzbudził niechęć mieszkańców rejonu. Sięgano przy tym po dość naciągane argumenty, jak wymaganą pomoc psychologiczną dla lokalnej społeczności. Litewski resort obrony, podkreślał z kolei wysokie kwoty, przeznaczone na wykup nieruchomości położnych na planowanym obszarze terenu ćwiczeń. W minionych dniach, burmistrz rejonu Łoździeje, Ausma Miškinienė, powiedziała, że przygotowane rozwiązania spełniają oczekiwania większości mieszkańców. Po stronie polskiej, również słychać było głosy protestu.

Trzecia rzecz dotyczy wojska. Potrzeba powstania takiego terenu rzeczywiście jest dla Litwy niezbędna. Pozostałe poligony, jak w Rudnikach, zostały faktycznie oddane siłom NATO, w tym niemieckiej brygadzie pancernej. Natomiast ewentualne powstanie polskiego poligonu graniczącego z litewskim, była rozważana. I tutaj znów pojawiają się dwa ciekawe wątki.

Otóż niejako w połączeniu z budową nowego miejsca ćwiczeń wojskowych, Litwa zaproponowała także powstanie wspólnej, polsko-litewskiej strefy ekonomicznej. Oficjalnie projekt nie mający nic wspólnego z poligonem, jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że byłby to bardzo dobry pomysł na aktywizację lokalnych mieszkańców. Teren ten, po obu stronach granicy, jest słabo uprzemysłowiony i mieszkańcy żyją z rolnictwa i turystyki. Czy wtedy nastawienie do poligonu polskich mieszkańców terenu przy granicy z Litwą zmieniłby się - to na razie teoria. Tym niemniej takie inicjatywy warto wspierać, a przede wszystkim realizować. Tylko tutaj istotny jest wątek, o którym pisałem w grudniu minionego roku - Warszawa musi wyrazić chęć i zgodę. Na tę chwilę mamy oświadczenie MON o poparciu dla Litwy, powstania poligonu w Kopciowie.

Drugi wątek jest pewną spekulacją, do której nie mam przekonania. Żyjemy jednak w "świecie zasad bez zasad" więc i takie wątki należy brać pod uwagę. Polskie oświadczenie na poziomie wiceministra pojawiło się w interesującym momencie. Gdyż dzień wcześniej, przed wizytą w Mińsku, specjalny wysłannik prezydenta USA John Cole spotkał się w Wilnie nie tylko z premier Litwy Ingą Ruginienė, lecz także z posłami opozycji. O ile rząd litewski jednoznacznie stoi na stanowisku, aby nie luzować sankcji wobec reżimu Łukaszenki, to już niektórzy posłowie opozycji, chcą rozmawiać z Mińskiem.

Warto zauważyć, że niedawno uzyskaliśmy przedłużenie sankcji UE wobec Białorusi o kolejne 12 miesięcy. W tym okresie nie ma ani możliwości, ani woli politycznej, aby je ponownie rozpatrywać. Zatem zniesienie sankcji USA to jedno, a polityka sankcji UE to zupełnie inna sprawa” – powiedział prezydent Litwy Gitanas Nausėda po doniesieniach o uwolnieniu więźniów politycznych na Białorusi i złagodzeniu sankcji USA. Jeśli więc późniejsze oświadczenie Warszawy miałoby być jakąś formą innego - sformowanego w Waszyngtonie - nacisku na Wilno, w kwestii rozmów z reżimem Łukaszenki, to jest teoretyczne pole dla takich spekulacji.

Zresztą w minionych dniach na Litwie mieliśmy znów do czynienia z całym festiwalem prorosyjskich prowokacji. Od balonów przemytniczych blokujących znów lotnisko w Wilnie, przez większe niż zwykle zatrzymania nielegalnych migrantów na granicy, aż po dron, który wczoraj eksplodował koło Orany. I to wszystko przy akompaniamencie obietnicy samego dyktatora, zwolnienia ciężarówek z litewskimi rejestracjami z przymusowych parkingów.

Trzeci wątek, zbieżny z poprzednim, dotyczy niemieckiej "wrażliwości" co do podważania swoich zobowiązań sojuszniczych. Tego samego dnia, w którym pojawiło się oświadczenie polskiego wiceministra, minister obrony Robertas Kaunas spotkał się ze stałym przedstawicielem Niemiec przy NATO Detlefem Wächterem. "Decyzja Niemiec o przeniesieniu brygady na Litwę jest jednym z najważniejszych praktycznych kroków w kierunku wzmocnienia odstraszania NATO w tym regionie. To wyraźny sygnał, że obrona Sojuszu zaczyna się tu i teraz. Z naszej strony dokładamy wszelkich starań, aby brygada osiągnęła zdolność operacyjną na czas, w pełni i w jak najlepszych warunkach. Rozwój bazy wojskowej w Rudnikach przebiega zgodnie z planem, a pierwszy etap przebiega nawet szybciej niż planowano” – powiedział minister Kaunas." - czytamy w komunikacie.

Tym niemniej, z mojego punktu widzenia, najważniejszy jest jeden wniosek. Burza medialna, która przetoczyła się przez polskie, jak i litewskie media, włączając w to wypowiedzi różnych polityków, pokazuje, jak bliska staje się świadomość zasadności bliższej współpracy między naszymi narodami. Władze obu krajów, nie mogą już tylko poprzestawać na symbolice, która zaczęła przeważać, ale realizować konkretne projekty, gdyż społeczeństwa tego oczekują. I to cieszy szczególnie.

Burza medialna, która staje się rodzajem broni - jak było w przypadku tzw. Narewskiej Republiki Ludowej. "Dlatego najważniejszym pytaniem często nie jest „Czy to jest prawdziwe?”, ale „Do czego to nas zmusza?”. W konflikcie informacyjnym uwaga jest zasobem. Drobna prowokacja może odnieść sukces, jeśli wywoła silną, pełną niepokoju i samonapędzającą się reakcję dziennikarzy, polityków, analityków i użytkowników mediów społecznościowych. " - napisał Meelis Oidsalu, ekspert ds. bezpieczeństwa, w swoim komentarzu.

"To jest ten paradoks w najczystszej postaci: drobny, wrogi sygnał trafia do przestrzeni publicznej. Strona, która chce się bronić, nagłaśnia go. I właśnie to nagłośnienie nadaje mu rozmach, wiarygodność i poczucie pilności. Rosyjskie media wykorzystują potem samą reakcję jako nową historię: Estonia panikuje, Estonia stosuje represje, a Estonia tak naprawdę wie, że ma problem w Narwie. W tym momencie sam początkowy kanał na Telegramie przestaje być istotny - liczy się publiczna burza, która się wokół niego rozpętała. Taka operacja nie potrzebuje szerokiego poparcia, żeby zadziałać. Wystarczy, że skłoni cel do odegrania reszty scenariusza." - napisał estoński ekspert, który dodaje, aby nie pomagać tak nachalnej prowokacji stać się istotnym tematem, chyba że istnieją wyraźne dowody na to, że sama już przekroczyła ten próg. I to właśnie z tego powodu, nie podjęliśmy tego tematu na łamach naszego portalu.

Kończąc wypada zauważyć, że naciski nie dotyczą li tylko polityki i dyplomacji, ale oddziałuje też na nas, zwykłych obywateli. W tej chwili większość z nas, z troską podchodzi do informacji z Bliskiego Wschodu, dlatego uwaga jest odwrócona od naszego zasadniczego kierunku obrony. I to też jest forma nacisku, z której warto zdawać sobie sprawę.


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl