Opinie Komentarze Analizy

Zapomniane pojęcie

Zdjęcie: Czas Wschodni

Zapomniane pojęcie

Michał Mistewicz

03-11-2026 09:30

„Oczywiście, jako estoński sędzia nie mogę oceniać działań rządu innego kraju, ale jestem sceptyczny, czy policjanci wyposażeni obecnie w pałki i tarcze będą w stanie rozwiązać ten problem praworządności; raczej doprowadzi to do polaryzacji i eskalacji konfliktu” – powiedział Ivo Pilving, przewodniczący estońskiej Izby Administracyjnej Sądu Najwyższego, komentując kolejne, polskie bezhołowie polityczne. "Kryzys polityczny w Polsce może przynieść korzyści Rosji, która celowo starała się osłabić Polskę, aby ukarać Polaków za wspieranie Ukrainy i wzmacnianie pozycji NATO w regionie." - czytamy w końcowej opinii łotewskiej telewizji państwowej, która  na bieżąco donosiła o wydarzeniach w Warszawie. Najbardziej ostrożnie relacje z Polski przedstawiały litewskie media.

Z tych słów i relacji wynika jedna przesłanka: dla państw bałtyckich, krajów z naszej strefy odpowiedzialności, zamieszanie polityczne w Polsce jest groźnym zjawiskiem dla ich bezpieczeństwa. Aby zrozumieć ten tok rozumowania, musimy cofnąć się o sześć lat, lub też o połowę tego okresu, kiedy opisałem ówczesną sytuację z czasu pandemii, z ich punktu widzenia. Skracając tę historię wypada zauważyć, że każde nieprzewidywalne i poważne zamieszanie polityczne w naszym kraju, może spowodować równie nieprzewidywalne skutki dla naszych sojuszników w krajach bałtyckich.

Przenosząc te obawy na dzień dzisiejszy, Wilno, Ryga i Tallinn obawiają się, że wywołane "zaburzenie wielkie", może być wykorzystane jako polityczna przykrywka dla przeprowadzenia przez tandem Putin-Łukaszenka operacji lub prowokacji granicznych, czy też innego poważnego sabotażu. W takim scenariuszu, Warszawa zajęta walką polityczną, mogłaby nie zareagować na czas. Dla nas takie obawy brzmią abstrakcyjnie, jednak to podejście zmieniłoby się w przypadku braku głębi operacyjnej, jak to ma miejsce na bałtyckiej flance NATO.

Znów należy powtórzyć, iż wolne kraje byłej I Rzeczpospolitej są naczyniami połączonymi geopolitycznie od wieków, a nie od lat. Moskale również traktują ten obszar jako jeden, ostatnio nawet odchodząc od różnicowania sposobów nacisku. 

Środkiem odpowiedzi musi być obrona i to jak najbardziej aktywna. W przypadku naszego kraju tę rolę pełni wojsko. Jednak aby armia stała się "wyciągniętą siłą obronną i porządną z ogólnej siły narodu" potrzebne jest przygotowanie owego społeczeństwa. W ostatnich latach chylącej się ku katastrofie I Rzeczpospolitej, młodzież szlachecka używając palcata wciąż uczyła się fechtunku szablą w ramach szkoły krzyżowej. Dzisiaj środkami walki są drony i rakiety, które dzięki dalekiemu rozpoznaniu, znajdują swoje cele.

W krajach bałtyckich szeroko otwierane są szkoły pilotażu BSP, a nawet najmłodsi są zachęcani do odbywania kursów. Ci nieco starsi uczą się także budowy i serwisowania tych nowoczesnych środków ataku i obrony. Ale jest coś jeszcze, na co należy zwrócić uwagę. To właśnie rozpoznanie. A to w naszym kraju nadal jest raczej wiedza hobbystyczna niż powszechna. Jednym z dobrych pomysłów nauczania tzw. Przysposobienia Obronnego, było rozpoznawanie  własnego sprzętu - naówczas Układu Warszawskiego. Odpowiednie zdjęcia, rysunki, pojawiały się nie tylko w podręcznikach, kalendarzach czy gazetach.

Współcześnie mamy szeroki dostęp do tej wiedzy od internetu zaczynając, a na prasie specjalistycznej wcale nie kończąc, gdyż nawet coroczne defilady pełnią rolę edukacyjną. A jednak nadal dla szerszych mas społeczeństwa czołg bywa pojęciem wieloznacznym, obejmującym czołg, BWP, czy gąsienicowe pojazdy specjalistyczne. Co do sprzętu przeciwnika jest znacznie gorzej - odróżniających typy samolotów bojowych, śmigłowców czy pojazdów, jest o wiele mniej. To kiedyś może mieć ogromne znaczenie, zwłaszcza jeśli przyjmiemy założenie, że część zadań wojskowych mogą kiedyś wykonywać cywile. I warto, w mojej ocenie, ukierunkować tę wiedzę również dla uczniów. 

Tutaj pojawia się dawno zapomniane określenie: obowiązek. W czasach "róbta co chceta", słowo to wyblakło i stało się niemal archaizmem. "Obowiązkowi obrony Ojczyzny podlegają obywatele polscy zdolni ze względu na wiek i stan zdrowia do wykonywania tego obowiązku." - czytamy w Ustawie o obronie Ojczyzny. "W obliczu kryzysu społeczeństwo nie powinno być obserwatorem, lecz aktywnym uczestnikiem obrony." - mówił niedawno Linas Linkevičius, ambasador Litwy w Szwecji.

Jedną z umiejętności potrzebnych w wypełnianiu obowiązku obrony jest także obsługa broni. I tutaj mam wrażenie, ponownie spotykamy się z pewnym rozdwojeniem jaźni. Z jednej strony dostrzegamy potrzebę szerzenia tej wiedzy, a z drugiej nieufność - zresztą nie pozbawiona do końca podstaw - władz do społeczeństwa, powoduje iż realnie niewiele się dzieje w tej sprawie. 

"Liberalizacja zasad posiadania broni może być uzasadniana z pozycji liberalnych, jednak dobrze łączy się również z wizją republikańską. Fundamentem tej ostatniej jest założenie, że obywatel jest co do zasady zdolny do tego, by współdecydować o losie państwa, jest współodpowiedzialny za jego przyszłość. Może w związku z tym liczyć na pewne zaufanie ze strony państwa. Nie ma powodu, by sprawę posiadania broni czynić w tym zakresie wyjątkiem. Należy odrzucić domniemanie, że cywil posiadający broń z zasady stanowi, przynajmniej potencjalne, zagrożenie dla otoczenia." - napisał Michał Gawęda.

Program strzelnic w każdym powiecie został zawieszony niemal na kołku, a same strzelnice zmagają się z różnymi kłopotami. I to nie tylko nasz problem. Tak jak w ubiegłotygodniowym przypadku Łotwy, kiedy Saeima postanowił uchwalić dość kuriozalne przepisy prawa o broni bazujących na unijnej dyrektywie z... 2021 roku. Tylko pięć - a raczej - aż pięć lat temu. Nie było wówczas pełnoskalowej wojny na Ukrainie, za to handel z Rosją trwał w najlepsze, gaz było tłoczony przez Nord Stream, a wszystkim zachodnim pączkom w maśle żyło się wygodnie i dostatnio.

"Podejście Zachodu do Ukrainy często dzieli się na dwie kategorie. Pierwszą z nich jest reakcja kryzysowa, charakteryzująca się okrzykiem: „Trzeba coś zrobić!”. Ten okrzyk – choć zrozumiały w obliczu działań sił rosyjskich, na przykład zrzucenia bomby na autobus miejski lub porwania ukraińskiej dziennikarki i zwrotu jej ciała bez organów – rzadko idzie w parze z działaniami godnymi popełnionych zbrodni. Dyplomaci i przywódcy narodowi, którzy go wykrzykują, zazwyczaj sięgają po najprostsze lekarstwo, jakie mogą znaleźć: często po pospiesznie przygotowaną mieszankę ostro sformułowanych potępień i sankcji. A jeśli są wyjątkowo rozwścieczeni, po symboliczny wkład pomocy. " - napisała Alanna Novetsky, dyrektorka ds. komunikacji w Komisji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (Komisji Helsińskiej USA), na łamach "War on the Rocks". To logiczny ciąg tych samych zdarzeń i dotyczący tego samego. Braku konsekwencji w działaniu.

Mógłbym ten temat rozwijać, ale nie na tym polega sztuka zwracania uwagi na jakże ważne kwestie leżące później u podstaw pragnienia suwerenności. Chcę jednak podkreślić na koniec dwie dobre wiadomości. Po pierwsze skończyła się właśnie pierwsza misja wsparcia polskiej Straży Granicznej dla ich łotewskich odpowiedników. O tej potrzebie pomocy naszemu sojusznikowi wspominałem niejednokrotnie. Co istotne, misja była wynikiem zawarcia dwustronnego porozumienia o współpracy między służbami. Wciąż oczekuję na poszerzenie współpracy wojskowej.

"Mamy kilkusetletnie doświadczenia. Nie mam żadnych wątpliwości, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to Litwa i Polska będą walczyć ramię w ramię. (…) Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że w innych krajach, na przykład w Polsce przy naszej wspólnej granicy, ​​dochodzi do jakichś incydentów, a my po prostu siedzimy, czekamy i przyglądamy się, co będzie dalej. Litwa natychmiast przyjdzie wam z pomocą." - powiedział w wywiadzie Kęstutis Budrys, szef litewskiej dyplomacji. I to są konkretne, a nie li tylko uprzejme sformułowania dyplomaty. Jesteśmy rzeczywiście razem od wieków bo tak wybraliśmy niemal 650 lat temu, a teraz ponownie stoimy przed podobnymi, jak wtedy wyzwaniami. Kluczem pozostaje pojęcie obrony wspólnej wolności. Nikt i nic nas z tego obowiązku nie zwalnia.
 


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl