Zdjęcie: Pixabay
26-03-2026 11:04
Na początku marca w rejonie Łatgalii, w okolicach Dyneburga, część odbiorców radiowych usłyszała na częstotliwości 107,7 FM treści propagandowe nadawane z Białorusi, zamiast dotychczasowego programu. Zjawisko wywołało niepokój i pytania o jego przyczyny, w tym o możliwość celowego wzmocnienia sygnału przez sąsiednie państwo.
Analizy ekspertów wykazały, że białoruski nadajnik nie zmienił parametrów technicznych ani nie zwiększył mocy. Jak wyjaśnił ekspert Juris Rencis, „nie odnotowano istotnych zmian w pracy nadajnika”, co sugeruje, że źródło zjawiska leży w naturalnych właściwościach fal radiowych i uwarunkowaniach przygranicznych.
Fale radiowe nie zatrzymują się na granicach państw, a sygnał białoruskiego nadajnika w Brasławiu naturalnie dociera na wschodnie tereny Łotwy. Pojawienie się obcego przekazu na 107,7 FM było związane z wyłączeniem lokalnego nadajnika, który wcześniej dominował i zagłuszał inne sygnały. Po jego wyłączeniu częstotliwość stała się „wolna”, co umożliwiło odbiór transmisji z zagranicy.
Zasięg odbioru zależy od rodzaju urządzenia – przeciętny odbiornik pozwala usłyszeć sygnał w pasie kilkudziesięciu kilometrów od granicy, natomiast specjalistyczne anteny mogą wychwycić sygnał z większej odległości. Rencis podkreśla, że „treść została zmieniona celowo, przy wykorzystaniu dostępnych możliwości technicznych”, a działania te opierają się na analizie skuteczności dotarcia do odbiorców.
Zdarzenie uwidacznia ograniczenia w kontroli przestrzeni informacyjnej w strefach przygranicznych. Radio, w przeciwieństwie do mediów cyfrowych, nie podlega łatwemu blokowaniu, dlatego kluczowe jest utrzymanie silnej krajowej sieci nadawczej. „Dopóki krajowa sieć działa sprawnie, dominuje lokalny przekaz”, a wpływy z zewnątrz pozostają punktowe i nie zastępują całego systemu.