Zdjęcie: Pixabay
02-11-2026 08:16
Nowe podatki nakładane na przedsiębiorców z Naddniestrza przyniosły dotychczas około 2,8 mln lei. Mimo to rosyjski ambasador w Mołdawii Oleg Ozerow przedstawia zmiany jako próbę ratowania mołdawskiego budżetu kosztem Naddniestrza. Zarzucił Kiszyniowowi, że nie zamierza zwracać pobranych pieniędzy, i ostrzegł przed zamykaniem zakładów oraz wzrostem bezrobocia.
Te zarzuty odrzucił wicepremier ds. reintegracji Valeriu Chiveri. Przypomniał, że Mołdawia samodzielnie ustala zasady polityki podatkowej, a ich ujednolicenie po obu stronach Dniestru nie oznacza próby gospodarczej izolacji Naddniestrza. To element stopniowego przywracania wspólnego porządku prawnego i gospodarczego.
Rosyjski dyplomata pominął przy tym mechanizm przewidziany w ustawie o Funduszu Konwergencji. Część wpływów z podatków pobieranych w regionie ma zasilać ten fundusz, z którego będą finansowane lokalne inwestycje i programy pomocowe. Środki mają więc wracać do mieszkańców Naddniestrza, a ich źródłem będą również dotacje zagraniczne. Szczegółowe zasady wydatkowania pieniędzy są jeszcze konsultowane.
Skala dotychczasowych wpływów nie potwierdza również tezy, że nowe opłaty mają istotnie poprawić kondycję finansów Mołdawii. Przy planowanych na 2026 rok dochodach budżetowych wynoszących 79,7 mld lei zebrane dotąd 2,8 mln lei stanowi niewielką kwotę. Deficyt zaplanowano na 20,9 mld lei, czyli 5,5% PKB, a nie 20%, jak twierdził Ozerow. Minister finansów Victoria Belous wskazała ponadto, że wydatki państwa na mieszkańców regionu są 40 do 50 razy większe od wpływów uzyskiwanych z tamtejszych podatków.
Chiveri zapowiedział kontynuację pokojowych działań na rzecz reintegracji kraju. Przy okazji ponowił postulat wycofania rosyjskich wojsk z Naddniestrza, wskazując, że Moskwa powinna potwierdzać deklarowane poszanowanie prawa międzynarodowego realizacją swoich zobowiązań dotyczących obecności militarnej w Mołdawii.