Zdjęcie: Pixabay
06-09-2026 09:00
Zbliżająca się zima będzie najtrudniejszym sprawdzianem dla Ukraińców od początku wybuchu pełnoskalowej wojny. Eksperci i politycy wprost ostrzegają przed katastrofalnymi brakami prądu oraz ciepła, apelują też o porzucenie dotychczasowego optymizmu serwowanego przez rząd. Głównym powodem do niepokoju są oficjalne zapowiedzi rosyjskiego ministerstwa obrony dotyczące masowych uderzeń w ukraińską sieć energetyczną.
„Społeczeństwu trzeba mówić prawdę o zimie, a nie karmić obietnicami. Przygotujcie się, róbcie zapasy, wyjeżdżajcie z Kijowa, kupujcie drzewo na opał” – zaapelowała Sołomija Bobrowska, z parlamentarnej komisji bezpieczeństwa narodowego. Jej stanowisko podzielają analitycy wojskowi, którzy zalecają wcześniejsze zaopatrzenie się w generatory, akumulatory oraz zapasy paliwa. „Ludzie masowo kupują towary, ulegając panice, ale nasz rynek jest ściśle powiązany z Europą. Jeśli zabraknie jakiegoś towaru, Europa nas nim zawali. Totalnego deficytu nie będzie. A oto uderzenia w energetykę będą” – podkreślił Serhij Beskrestnow, doradca prezydenta do spraw technologii wojskowych.
Ratunkiem ma być pospieszna zmiana modelu dostarczania ciepła. Zeszłoroczne zniszczenie jednej z głównych kijowskich elektrociepłowni zaledwie pięcioma rakietami, co na długie tygodnie pozbawiło ogrzewania ponad tysiąc budynków, udowodniło słabość starych, scentralizowanych rozwiązań. Obecnie rząd promuje rozproszoną produkcję energii i ciepła, przeznaczając trzy miliardy hrywien na budowę ponad 200 niewielkich, modułowych kotłowni. Ich usytuowanie blisko odbiorców utrudnia wrogowi zniszczenie całego układu jednym uderzeniem i pozwala na błyskawiczne przełączanie zasilania. Ministerstwo żąda przy tym od regionów pełnej gotowości, jednak przez brak pieniędzy i chaos biurokratyczny zabezpieczenie miast przed zimą jest wyścigiem z czasem.
Zapowiedź trudnych miesięcy widać zwłaszcza na południu kraju, w Chersoniu i jego okolicach. Rosyjskie wojsko zorganizowało tam bezwzględne polowanie na ludność cywilną przy użyciu roju dronów. Tylko w ciągu tygodnia odnotowano tam sześć tysięcy takich ataków, a w minionym miesiącu na miasto spadło dodatkowo 200 ciężkich, kierowanych bomb lotniczych. Celami padają pracownicy służb komunalnych i pasażerowie transportu publicznego, a niedawne zniszczenie miejscowej elektrociepłowni zwiastuje rychłą zapaść usług grzewczych."Mogę powiedzieć tyle – teraz całe miasto otrzymuje światło w ilości odpowiadającej jednemu supermarketowi w Kijowie. To znaczy, że nie ma już takiej mocy, jakiej potrzeba." - mówił Ołeksandr Prokudin, szef chersońskiej administracji wojskowej.
Lokalna administracja nie ukrywa, że w tym roku uchronienie sieci cieplnych w mieście przed zniszczeniem będzie niemożliwe, a przerwy w dostawach potrwają wyjątkowo długo. Z dawnej trzystutysięcznej populacji w mieście pozostało zaledwie 60 tysięcy osób, które w obawie o utratę dobytku często odmawiają wyjazdu z najbardziej zagrożonych obszarów. „Majątek czy domy można odbudować, a ludzkiego życia zwrócić się nie da. Dlatego wezwanie do ewakuacji to nie panika, a odpowiedzialność” – zaznaczył Prokudin. Choć armia przy użyciu elektronicznych systemów zagłuszających i artylerii strąca 95 procent wrogich maszyn, pozostały ułamek wystarcza do siania terroru.