Zdjęcie: Pixabay
21-07-2026 12:30
Estonia weszła w ostry spór prawny z Brukselą, odmawiając przyjęcia unijnego systemu handlu emisjami ETS 2. Premier Kristen Michal jednoznacznie zadeklarował brak woli włączenia unijnych przepisów do krajowego systemu prawnego, postulując wręcz ich całkowite odrzucenie ze względu na paraliżującą biurokrację. Bruksela zareagowała natychmiast – unijne urzędy formalnie uruchomiły procedurę o naruszenie prawa UE, która w przypadku dalszego oporu Tallinna zakończy się dotkliwymi karami finansowymi.
Sytuację zaostrza fakt, że estońskie społeczeństwo wykazuje najniższe w całej Wspólnocie poparcie dla celu neutralności klimatycznej, wynoszące zaledwie 46 procent. „Można rozumieć chęć osiągania celów i sam zawsze jestem po stronie nowych technologii oraz czystszej przyrody, ale to jest po prostu zbyt biurokratyczne, aby mogło się udać” — argumentował szef estońskiego rządu Kristen Michal. „Procedura o naruszenie prawa jest obecnie w toku i nie będziemy jej więcej komentować” — ucina krótko przedstawicielka Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Estonii Helena Braun, przypominając, że zaledwie sześć państw Unii nie podjęło jeszcze kroku w stronę wdrożenia nowych regulacji.
Obok tego Bruksela przedstawiła pakiet osłonowy dla energochłonnych gałęzi przemysłu, propozycje uszczelnienia wydatkowania środków z emisji oraz nowe wymogi dla sektora odpadowego i wydobywczego. Według planów KE, darmowe uprawnienia do emisji dla przemysłu ciężkiego miałyby zostać utrzymane do 2038 roku pod warunkiem realizowania realnych inwestycji proekologicznych, a połowa dochodów ze sprzedaży kwot musiałaby trafiać bezpośrednio do podmiotów z danej branży. Zmiany uderzą jednak w estoński sektor łupków naftowych oraz spalarnie odpadów, co z kolei przełoży się na wzrost kosztów energii elektrycznej, ciepła oraz zagospodarowania śmieci. „Obecnie branża olejowa ma 97 procent darmowych kwot, a obniżenie tego poziomu do 50 procent wywrze olbrzymi wpływ na produkcję. Musimy bardzo wyraźnie przeanalizować, jakie inwestycje zdołamy przeprowadzić, by zachować konkurencyjność” — ostrzegł prezes koncernu Eesti Energia Andrus Durejko.
Decyzja Tallinna wywołała podziały na krajowej scenie politycznej, podczas gdy resort energii analizuje liczący blisko tysiąc stron dokument wyjaśniający, by zaprezentować oficjalne stanowisko przed październikowym szczytem unijnych ministrów. Część parlamentarzystów postrzega plany Unii jako konieczny ruch w stronę ograniczenia rynkowego spekulacji uprawnieniami, z kolei inni wzywają do całkowitego zakończenia systemu handlu emisjami, uznając go za główne źródło uderzające w gospodarczą konkurencyjność Europy na tle reszty świata. „ETS jako taki jest w swej istocie szkodliwy dla europejskiej konkurencyjności, co teraz jasno widać. Moim zdaniem należy to wszystko zakończyć” — podsumował krytyczny stosunek części estońskich polityków eurodeputowany Riho Terras.