Zdjęcie: Pixabay
09-04-2026 08:10
Rosnące napięcie w relacjach dyplomatycznych między Moskwą a stolicami państw bałtyckich stało się podłożem dla nowej, ofensywy medialnej Kremla. Rosyjscy politycy oraz media państwowe konsekwentnie rozpowszechniają narrację, według której Litwa, Łotwa i Estonia miały oficjalnie udostępnić swoją przestrzeń powietrzną ukraińskiej armii - to przekazy z minionego tygodnia, które jednak ulegają pewnej zmianie. I w naszej ocenie warto zwrócić uwagę na ten trend.
W rosyjskim przekazie szczególną uwagę poświęca się bezpieczeństwu obiektów energetycznych zlokalizowanych w rejonie Petersburga oraz w całym obwodzie leningradzkim. Moskwa twierdzi, że to właśnie z terytoriów sąsiadujących krajów nadbałtyckich startują maszyny, które mają zagrażać północno-zachodnim regionom kraju. Ta teza stała się fundamentem dla serii ostrzeżeń formułowanych przez najwyższych urzędników, w tym przez rzeczniczkę MSZ, Marię Zacharową.
Rzeczniczka otwarcie przekazała groźbę pod adresem rządów państw bałtyckich, sugerując nieuchronność odwetu. W trakcie wystąpienia stwierdziła: „Wymienionym państwom przekazano stosowne ostrzeżenie. Jeśli tym krajom, ich reżimom, wystarczy rozumu, to posłuchają. Jeśli nie, będą miały do czynienia z odpowiedzią”. Przekaz ten został szybko podchwycony i wzmocniony przez deputowanych Dumy Państwowej, zapowiadających działania o charakterze militarnym.
Rosyjscy parlamentarzyści, reprezentowani między innymi przez Aleksieja Czepę, sugerują, że kolejnym krokiem Rosji będzie niszczenie dronów bezpośrednio nad terytoriami państw bałtyckich. Czepa zapowiedział, że decyzje o rzekomych przelotach będą miały dla lokalnych decydentów „bardzo poważne konsekwencje”, dodając, że jest to „stuprocentowo pewne”. Polityk wspomniał również o możliwości wprowadzenia bliżej nieokreślonych blokad, powołując się na kremlowskie interpretacje prawa międzynarodowego.
Litewskie Siły Zbrojne jednoznacznie oceniają te działania jako klasyczną operację psychologiczną, której głównym celem jest wzbudzenie lęku. Wojskowi eksperci wskazują, że stosowanie retoryki „czerwonych linii” oraz ultimatum to sprawdzona metoda propagandowa Kremla, mająca na celu osłabienie determinacji społeczeństw do dalszego wspierania walczącej Ukrainy.
Zarówno Ryga, jak i Tallinn kategorycznie odrzuciły rosyjskie insynuacje, uznając je za sfabrykowaną dezinformację. Łotwa w odpowiedzi na agresywne oskarżenia złożyła oficjalny protest w Moskwie, domagając się zaprzestania fali kłamliwej retoryki.
Dodatkowym elementem skoordynowanej presji są pojawiające się w mediach społecznościowych, między innymi na platformie TikTok, materiały uderzające w integralność terytorialną Litwy. Szczególnie nasilone ataki dotyczą regionu Kłajpedy, co ma budować poczucie zagrożenia wśród mieszkańców. Litewskie Narodowe Centrum Zarządzania Kryzysowego monitoruje te prowokacje, podkreślając ich charakter operacji psychologicznej i celowo zwiększane przez algorytmy zasięgi dezinformacji.
Służby bezpieczeństwa państw bałtyckich apelują do obywateli o zachowanie szczególnego traktowania przestrzeni informacyjnej i niepoddawanie się manipulacjom. Podkreślają, że rezygnacja z komentowania i udostępniania podejrzanych treści jest kluczowa dla ograniczenia ich wpływu. Skoordynowane działania rosyjskich organów państwowych i mediów mają bowiem na celu jedynie wywołanie wewnętrznej destabilizacji oraz podważenie wiary w sens wzmacniania własnej obronności.