Opinie Komentarze Analizy

Audaces fortuna iuvat

Zdjęcie: Arno Mikkor flickr.com

Audaces fortuna iuvat

Michał Mistewicz

19-05-2026 09:30

Tak znany cytat z Eneidy Wergiliusza, w jego angielskiej postaci, stał się tytułem najnowszej konferencji bezpieczeństwa Lennarta Meriego w Estonii. Zgromadzenie to, organizowane corocznie przez think-tank ICDS, przynosi dzięki swoim prelegentom, spostrzeżenia i kierunki co do sytuacji geopolitycznej w naszej części regionu. Z mojego punktu widzenia cieszy szczególnie fakt, że znów po pewnej przerwie, dość licznie na konferencji reprezentowani byli polscy eksperci, m.in. gen. Mirosław Polakow, prof. Andrew Michta,  Marek Menkiszak (OSW), prof. Katarzyna Zysk.

W poszczególnych panelach wzięli również udział znani politycy i szefowie państw, jak Kaia Kallas, szefowa unijnej dyplomacji, prezydent Estonii Alar Karis, prezydent Mołdawii Maia Sandu. W czasie debaty, nie unikano trudnych pytań. W niektórych mołdawskich mediach zauważono pewną konsternację, która zapanowała po tym, gdy były prezydent Estonii, Toomas Hendrik Ilves stwierdził, że Mołdawia mogłaby dążyć do „rozwiązania w stylu NRD” w kwestii integracji z UE, czyli poprzez zjednoczenie z Rumunią.

Mamy większe poparcie społeczne dla integracji z Unią Europejską. Referendum to pokazało. Kontynuujemy europejską drogę i wypełniliśmy nasze zobowiązania. Nie oznacza to jednak, że poparcie dla zjednoczenia z Rumunią będzie większe, jeśli w pewnym momencie Mołdawianie dostrzegą, że UE nie działa wystarczająco szybko” – odpowiedziała prezydent Sandu. Podobne wypowiedzi pokazują, że wbrew niektórym opiniom, tzw. plany "B", stają się faktyczną alternatywą, zwłaszcza w przypadku spodziewanych kłopotów. 

Przy okazji, jakże widoczny jest pierwotny błąd, wynikły z szybkości decyzji, a który Mołdawię połączył z Ukrainą w procesie integracji. Mołdawia jako kraj nie objęty działaniami wojennymi, jak i znacznie mniejszy, a przez to szybciej wprowadzający reformy już czuje pewne zniecierpliwienie. Jeszcze na początku roku było słychać głosy o rozdzieleniu procesów integracji obu krajów. Tymczasem takie geopolityczne dźwignie, jakie posiada sąsiad Ukrainy, bywają unikalnym rozwiązaniem.

Dla przykładu Ukraina, zmagająca się wciąż nie tylko z wojennym naciskiem Rosjan, ale także problemami wewnętrznymi, nie dysponuje wieloma dźwigniami geopolitycznymi. Promuje więc te atuty, które stają się istotne w tym wymienialnym świecie interesów. Takim atutem jest przecież doświadczenie wojenne oraz technologii wojskowych. Ponieważ po raz kolejny w historii świata, jesteśmy świadkami rewolucji na polu walki, opanowanie, jak i produkcja nowych broni mają istotne znaczenie. Zauważamy więc coraz większą liczbę zawieranych przez Ukrainę umów dwustronnych z państwami naszego regionu byłej I Rzeczpospolitej.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że tuż za rogiem przygotowywane są rozwiązana już typowo robotyczne, włączenie tych nowoczesnych rozwiązań jako istotnego elementu obrony czy ataku, może stać się już niedługo pożądanym przez wielu sposobem potwierdzania statusu państwa. Niemniej, zgodzić się również trzeba, że tzw. dronoza, nie rozwiązuje wszystkich problemów, jak zwyczajne niemal zajęcie terytorium przeciwnika. Dron jako narzędzie przenoszenia i uderzenia, pełni również funkcję broni o znaczeniu psychologicznym. Zresztą z pewnym tego aspektami mieliśmy do czynienia w minionym tygodniu.

W mojej ocenie, wlot ukraińskich dronów w łotewską przestrzeń powietrzną, a w dalszym tego efekcie, upadku w ciągu kilku dni, rządu Eviki Siliņy, nie jest prostym równaniem politycznym. Oddzielając od siebie oba te wydarzenia, uzyskujemy dwa wnioski.Pierwszy dotyczy problemów z rozpoznaniem wojskowym, który niestety nie wypada dobrze dla Łotwy. Spójrzmy jednak szerzej: nie tylko dla Łotwy, ale dla NATO, jak i sojuszników z regionu wolnych krajów byłej I Rzeczpospolitej.

Kiedy proponowałem kilka miesięcy temu wzmocnienie polskiego kontyngentu wojskowego na Łotwie, było to podyktowane również widocznym pogorszeniem sytuacji. Dzisiaj widać wyraźnie, że jeden z kluczowych punktów na mapie obrony NATO, wymaga kolektywnego wsparcia. Dla nas, dla Polski, oznacza to, iż nasz kolejny sojusznik w regionie potrzebuje pomocy. Tutaj znów - a wspominam to uparcie następny raz, kłania się - dawno zapowiadana - polsko-łotewska umowa obronna, której wciąż nie ma.

Drugi wniosek nieco wypływa z pierwszego - wlot dronów, którego efektu obawiają się ukraińscy dziennikarze - mimochodem stał się katalizatorem zmian politycznych na Łotwie. Zmian, do których i tak by doszło, gdyż jeszcze w minionych tygodniach było widać gorącą atmosferę napięcia w łotewskiej koalicji. Znów zauważę, że dla mnie jako zwykłego obserwatora, rząd premier Siliņy nie radził sobie z najważniejszymi wyzwaniami. Kluczowym w obecnej sytuacji były dwa programy: wzmocnienia obrony, gdzie owszem był widoczny postęp, ale również program budowy krajowego odcinka Rail Baltica. A tutaj takiego mierzalnego postępu - w porównaniu do sąsiadów - praktycznie nie było. Projekty a wykonanie, to przecież dwie różne sprawy. Zamiast tego, były drugorzędne tematy światopoglądowe, czy też trudności przewoźnika lotniczego, którego kłopoty można było przewidzieć i z wyprzedzeniem zareagować.

Wracając do estońskiej konferencji, jak się wydaje, głównym problemem jest rozjeżdżający się system bezpieczeństwa. Na przykład dla Estonii i jej sąsiadów jest to albo utrzymanie uwagi USA na regionie, albo wzmocnienie struktur UE.

"Jeśli priorytetem jest utrzymanie zaangażowania USA, konieczne jest kupowanie amerykańskiego sprzętu i wspieranie stanowisk USA w polityce zagranicznej, które są coraz bardziej sprzeczne z europejskimi interesami bezpieczeństwa. Jeśli celem jest zmniejszenie zależności, konieczne jest zwiększenie inwestycji w europejski przemysł obronny i rozbudowa europejskich zdolności w obszarach, w których NATO do tej pory w dużym stopniu polegało na USA, takich jak obrona powietrzna i wywiad." - napisała Kristi Raik, szefowa ICDS, która przyznaje, ze połączenie tych dwóch ścieżek jest praktycznie trudne do wykonania. A różnice nie dotyczą tylko tego problemu. Zresztą, jak słusznie zauważa płk Margus Kuul, jeżeli rozmawiać poważnie o armii europejskiej to musi być ona oparta na poborze.

"Kolejnym wyzwaniem jest to, że relacje transatlantyckie coraz częściej wiążą się nie tylko z wyborem między wartościami i interesami, ale także z rozbieżnymi interesami bezpieczeństwa między USA (w rozumieniu obecnej administracji) a Europą. Kiedy USA zgłaszają roszczenia do Grenlandii lub wywierają presję na Ukrainę, aby oddała terytorium Rosji, narusza to fundamentalne europejskie zasady integralności terytorialnej i niedopuszczalności zmiany granic siłą. Te przykłady podkreślają, że dla małych państw wartości i interesy są ściśle ze sobą powiązane, ponieważ nie mogą one narzucać swojej woli innym, tak jak często robią to mocarstwa." - zauważa szefowa ICDS.

Odpowiedź na pojawiające się w minionych dniach pytanie o wartość amerykańskiego wsparcia jest znów pytaniem o wartości. Wreszcie warto postawić pytanie, które wisi w powietrzu, na ile jesteśmy pewni tego, co ustalono w czasie rozmów w Anchorage? Tak, jest to również moskiewski wytrych, ale coraz bardziej istotny dla naszej przestrzeni wolności. Choć należy także odnotować pewne słabnięcie rosyjskiej retoryki.

"Putin coraz częściej znajduje się w sytuacji, w której wojna nie przebiega zgodnie z jego „planami”, a rosyjska gospodarka pogrąża się w coraz głębszym kryzysie. Głównym powodem niepokoju władcy Kremla jest to, że obiecane zwycięstwo nie nadchodzi i nie nadchodzi, a zamiast tego ukraińskie naloty stają się coraz częstsze i coraz bardziej masowe, sięgając coraz głębiej w głąb terytorium Rosji. Ogromne straty poniesione przez obie walczące strony nie pozwalają jednak Rosjanom w żaden sposób na podbój terytoriów, które miały zostać zdobyte podczas wiosennej ofensywy w 2026 roku. W obliczu takiej sytuacji Putin zaczął zmieniać swoją retorykę i poszukuje rozwiązań, które mogłyby uratować jego coraz słabsze notowania." - czytamy w felietonie historyka Jüriego Kotšineva na łamach "Postimees".

Notabene warto zauważyć, jak zmieniła się też retoryka prezydenta Estonii Alara Karisa, który był mocno krytykowany za niedawne wypowiedzi w kwestii rozmów z Rosją. „Nie możemy iść na ustępstwa w kwestiach takich jak udział Rosji w festiwalach filmowych i międzynarodowych zawodach sportowych. Nie możemy dawać Putinowi żadnej deski ratunku ani promyka nadziei, że agresja w końcu się opłaci” – powiedział prezydent Alar Karis w swoim przemówieniu podczas konferencji Lennarta Meriego.

Dla tak małych państw jest niewiele alternatyw. Sama Estonia spogląda na Szwecję i Finlandię, które jednak są za morzem. Mimo zmian technologicznych, jak i architektury bezpieczeństwa dzięki dołączeniu tych państw do NATO, Bałtyk wciąż jest istotną przeszkodą dla większego transportu wojskowego. Oceniając więc nadzieje państw bałtyckich ciągle należy przypominać, a czego dowód widzę za oknem: zawsze wspólnie traciliśmy wolność. Polska, która dość  nieśmiało staje się istotnym wektorem siły w naszym regionie ma tu wiele możliwości. Jedną z nich jest cementowanie wspólnego stanowiska obrony, jak i postawy wobec Rosji i reżimu Łukaszenki na Białorusi.

Słowa cytatu z pracy Józefa Pawlikowskiego, które powinny wisieć nad każdym fotelem polskiego polityka i eksperta zajmującego się dyplomacją, niech będą wyznacznikiem naszej świadomości miejsca i czasu. Nikt za nas tej lekcji nie odrobi, a opieranie się li tylko na czasem płochych zapewnieniach odległych sojuszników nie są rzetelną rękojmią bezpieczeństwa. A poza tym: audaces fortuna iuvat!


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl