Zdjęcie: Pixabay
21-07-2026 09:30
"Znamy żartobliwe powiedzenie przypisywane Fochowi: „Odkąd wiem, czym jest koalicja, znacznie mniej podziwiam Napoleona!”. I rzeczywiście, zarówno w czasie pokoju, jak i wojny, sojuszem suwerennych narodów znacznie trudniej jest kierować niż jednym państwem, które korzysta z niewątpliwych zalet jednorodności politycznej oraz jednolitego dowództwa wojskowego. Jednak równie często powtarza się, że mimo wszystkich swoich wad to właśnie sojusze ostatecznie odnoszą zwycięstwo. Jako przykłady przywołuje się wojny napoleońskie oraz dwie pierwsze wojny światowe – tę z 1914 roku i tę z 1939 roku. Zapomina się jednak, że równie łatwo można wskazać przykłady przeciwne, takie jak wojny Ludwika XIV czy też wojny wygrane – wbrew całej Europie – przez armie Rewolucji Francuskiej." - napisał w 1961 roku, gen. Lionel-Max Chassin, francuski dowódca, postać bardzo ciekawa również z naszego, polskiego, punktu widzenia.
W 1956 roku był dowódcą i koordynatorem Sojuszniczej Obrony Powietrznej w Europie Środkowej z NATO. Ale co najważniejsze, pomijając jego perypetie polityczne, to właśnie on miał wpływać na polityków w celu rozpoczęcia przez Francję programu atomowego. Wracając do cytatu, warto przeczytać cały artykuł, gdyż do takich właśnie opinii wracamy w momencie, w którym do podstawowych wartości NATO odwołują się państwa naszego regionu byłej I Rzeczpospolitej.
Wnioski gen. Chassina są ponadczasowe. "Nie zapominajmy jednak, że u podstaw wszystkiego leży kwestia morale. Jeśli bowiem narody nie będą gotowe oddać życia w obronie swojej wolności, na nic zda się wyposażenie ich w najlepszą broń oraz zapewnienie im bezbłędnego dowództwa i doskonałej organizacji. Jak powiedział niegdyś jeden z marszałków Francji: „Tajemnica zwycięstw zawsze kryje się w głębi ludzkiego serca.”". O tej zasadzie pisałem kilka lat temu.
A teraz przejdźmy do współczesnych rozterek. "Wyzwaniem jest przejście od słów, od zobowiązań na papierze, do czynów. Od tego będzie zależał wynik szczytu. Z amerykańskiego punktu widzenia to Europejczycy muszą pokazać, że NATO jest wciąż realnym sojuszem, że nie jest „papierowym tygrysem” (słowa Trumpa) ani „ulicą jednokierunkową” (słowa Rubio) i że nie są sojusznikami „tylko z nazwy ” - napisał włoski publicysta Federico Punzi, omawiając ostatni szczyt NATO w Ankarze.
"Jeśli Stany Zjednoczone próbują właśnie to zrobić – skłonić Europejczyków do większego zaangażowania, zaczynając od cieśniny Ormuz – to katastrofie można i trzeba zapobiec, czyli de facto rozpadowi Sojuszu. Europa będzie musiała dać jakieś „tak” . Jeśli jednak sojusznicy nie zdadzą również tego testu, jeśli szczyt nie zatwierdzi misji w cieśninie Ormuz , to – jak przewidywał Rubio, jeden z głównych orędowników stosunków transatlantyckich w administracji Trumpa – konieczna będzie „ponowna ocena przydatności Sojuszu” dla Stanów Zjednoczonych." - napisał Punzi, przekonując, że to nie jest wcale kaprys Trumpa.
"Głównymi – choć niewypowiedzianymi – celami europejskich sojuszników na szczycie w Ankarze było uniknięcie publicznej dyskusji z USA i zademonstrowanie zdecydowanego i spójnego sojuszu. I to im się udało." - zauważa z kolei Tony Lawrence z estońskiego ICDS. Ekspert wymienia poszczególne porozumienia osiągnięte w czasie szczytu, w tym te dotyczące Ukrainy. A jednak pojawia się w tym komentarzu pewna, wcześniej już wyrażana opinia.
"Jeśli jednak europejscy sojusznicy nie mają tworzyć równoległych, dublujących się struktur i zdolności poza Sojuszem, zeuropeizowane NATO musi umożliwić im również działanie w ramach samego Sojuszu — bez ryzyka amerykańskiej ingerencji lub zablokowania decyzji przez Stany Zjednoczone - w sytuacjach, gdy USA nie mogą lub nie chcą się angażować. Jednocześnie należy zachować możliwość wspólnego działania wszystkich 32 sojuszników wszędzie tam, gdzie będzie to możliwe. Zwiększone wydatki na obronność i wzmocnione, zmodernizowane europejskie zdolności są niezbędne. Jednak, aby "NATO Schrödingera" funkcjonowało, potrzebne będą również inne, nowe ustalenia, na przykład dotyczące procesów planowania operacyjnego i obronnego, struktur i procedur dowodzenia, porozumień w zakresie przemysłu obronnego oraz procesu decyzyjnego." - napisał Lawrence.
"Europejscy sojusznicy w NATO zaakceptowali założenia tzw. koncepcji NATO 3.0. Konsekwentne wzmacnianie przez te państwa zdolności obronnych może doprowadzić do zmniejszenia zależności od amerykańskiego wsparcia w zakresie bezpieczeństwa i ograniczenia statusu biorcy bezpieczeństwa oraz zwiększenia politycznej samodzielności. Jest to ryzyko, które USA podejmują, wymuszając na sojusznikach w różnych regionach większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Za własnymi zdolnościami obronnymi podąża bowiem mniejsze uzależnienie od donorów zewnętrznych. Mimo że obecne zagrożenia generowane przez Rosję mają raczej charakter podprogowy, NATO w ramach procesu adaptacji przygotowuje się do wojny konwencjonalnej. Jest to widoczne zarówno w skali NATO Force Model (rozwinięcie do 800 tysięcy żołnierzy), jak i rozwoju dowództw w regionach czy planie rozbudowy infrastruktury paliwociągowej." - brzmią z kolei wnioski dr. Jakuba Bornio (IEŚ).
"NATO wydaje się przekonane, że następna poważna wojna będzie toczyć się z Rosją w Europie i odpowiednio opracowuje plany. Ostatnio ukazało się wiele artykułów na ten temat, sugerujących, że Rosja planuje ograniczoną inwazję lądową na Polskę, aby przetestować determinację Sojuszu, pomimo braku wiarygodnych dowodów poza zwykłym zakresem planowania scenariuszy przez Moskwę, które sugerowałyby, że Rosja zamierza to zrobić." - napisała Emily Ferris dla RUSI.
"Jest to na tyle realistyczne, że określamy Rosję jako zagrożenie. Stanowi ona zagrożenie, ponieważ Rosja mogłaby podjąć tego rodzaju działania. Ale powtórzę – musimy być na to przygotowani i musimy być gotowi zadać jej znacznie większe straty niż korzyści, jakie mogłaby odnieść dzięki takiej decyzji. I właśnie to robimy. Chodzi mi o to, że dzisiaj Rosja straciłaby bardzo wiele, znacznie więcej niż mogłaby zyskać, atakując Polskę lub kraje bałtyckie. A my jesteśmy na to gotowi." - mówi adm. Giuseppe Cavo Dragone, przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, oceniając ostatnie ostrzeżenia dla naszego regionu przed rosyjską prowokacją.
To tylko kilka opinii, jednak spójnych w przekazie dla szerszej publiczności. Jest zagrożenie, więc reagujemy. A jaki jest stan faktyczny? W rosyjskiej optyce nic się nie zmienia. Odsunięty nieco na boczny tor, Siergiej Karaganow nadal twierdzi, że uderzenie "escalate to de-escalate" ma być zimnym prysznicem dla NATO. Po części ostatnie obawy państw bałtyckich i Polski wydają się pochodną, nie tylko analiz wywiadowczych, czy tych krzyków z Kremla, ale także pośrednich skutków ukraińskiej - 40 dniowej - ofensywy dronowej przeciwko Rosji. Zresztą sami Rosjanie podkręcają atmosferę poprzez ograniczanie ruchu granicznego z Estonią i Łotwą, czy przeprowadzając ćwiczenia nad jeziorem Pejpus.
Jednak co ważniejsze, w mojej opinii, nasz region sam daje argumenty na rzecz słabości. Z mieszanymi uczuciami czyta się takie słowa w estońskich mediach: "[Minister obrony Hanno] Pevkur powiedział, że przyznane Estonii prawo do zakupu ukraińskiej broni oraz pozwolenie na przeniesienie fabryk ukraińskich producentów broni do kraju to dwa aspekty, które odróżniają umowę Estonii z Ukrainą od tzw. umów dronowych, zawartych wcześniej przez Łotwę i Litwę. „W naszym interesie było zatem wyraźne rozszerzenie tej współpracy nie tylko na produkcję dronów, ale na cały przemysł obronny” – powiedział. „To porozumienie, w porównaniu z umowami ukraińsko-litewskimi i ukraińsko-łotewskimi, jest zatem znacznie szersze i z pewnością stwarza większe możliwości rozwoju estońskiego przemysłu obronnego”.".
Owszem, są to odpowiednie słowa w okresie pokoju, kiedy liczy się przede wszystkim interes narodowy, lecz nie w momencie, kiedy "wróg kołacze do bram". Dzielenie się wiedzą obronną z sojusznikami to fundament zaufania i współpracy obronnej. To jedno z clou sojuszu, W naszej przestrzeni przetestowany w lipcu 1410 roku .Nie można prowadzić rozsądnej obrony w atmosferze ograniczeń. Bo w tym świetle, czymże jest podpisane nieco później porozumienie dronowe UE-Ukraina? Jeśli dodamy tutaj polskie oświadczenia dotyczące naruszenia przez Ukraińców porozumienia obronnego, to można odnieść szczególnie złe wrażenie. Publikowane w ukraińskich mediach wypowiedzi byłego ministra obrony RP, Janusza Onyszkiewicza, raczej nie poprawiają samopoczucia.
Rzecz w tym, że sojusz o którym wspominał 65 lat temu, gen. Chassin, jest dzisiaj w odczuciu społecznym, pewną "koalicją chętnych". Chętnych do obrony wolności narodów dawnej przestrzeni Rzeczpospolitej, oraz tych z odległych krajów, zabezpieczających spokój sumienia.