Zdjęcie: Wikipedia
27-07-2026 08:07
Kreml powraca do agresywnej retoryki obronnej, składając kolejne deklaracje dotyczące obrony eksklawy królewieckiej. Podczas spotkania z dowódcami flot w Petersburgu Putin podkreślał, że obszar ten zostanie obroniony wszelkimi dostępnymi środkami bojowymi. „W przypadku jakichkolwiek zagrożeń bezpieczeństwo obwodu królewieckiego będzie zapewniane wszystkimi możliwościami Federacji Rosyjskiej. Jednak na pierwszej linii ma znajdować się Flota Bałtycka” – mówił Putin.
Stanowi to kontynuację jego wypowiedzi z końca maja, kiedy reagując na apele szefa litewskiej dyplomacji Kęstutisa Budrysa o zniszczenie baz rakietowych i obrony powietrznej w regionie, rosyjski prezydent groził zrównaniem z ziemią każdego, kto podejmie próbę ataku na tamtejsze obiekty wojskowe. Dodatkowo ostrzegał wówczas, że ewentualne wypuszczenie dronów z obszaru Łotwy zostanie potraktowane jako bezpośrednie zagrożenie, a miejsca takich działań staną się legalnymi celami ataku.
Pomimo tego propagandowego prężenia muskułów, codzienne życie w eksklawie wygląda zupełnie inaczej i obecnie zdominowane jest przez narastające problemy logistyczne oraz podwyżki. Jak podały media lokalne, na październik planowany jest wzrost stawek w przewozach kolejowych, gdzie opłaty za przewóz towarów oraz za korzystanie z torów skoczą o 8,5%, a przejazdy pasażerskie podrożeją o 9,2%.
Co więcej - jak można się było tego spodziewać - sytuację w regionie dodatkowo pogarsza kryzys w transporcie morskim, wynikający z gwałtownego skoku cen paliwa okrętowego, co przekłada się na droższy fracht. „Ceny różnych rodzajów paliwa wzrosły o 40–60%. To już doprowadziło do wzrostu cen i w najbliższych miesiącach zobaczymy kolejne podwyżki, ale według moich szacunków nie będą one dramatyczne: rzędu 7–10% całkowitej ceny transportu morskiego” – mówiła Elena Twieriezowska, dyrektor generalna armatora Peleng. Zmiany te prowadzą do odchodzenia od tradycyjnych połączeń promowych oraz przewozu ciężarówek czy naczep, na rzecz kontenerów.
Niemniej ważny jest fakt, że wciąż trwają problemy w dostawach benzyny, a de facto społeczeństwo zostało pozostawione samo sobie, bez realnej - a nie tylko medialnie nagłaśnianej - pomocy. Propagandowe media lokalne doradzają mieszkańcom borykającym się z problemami na stacjach paliw, przeróbkę prywatnych aut na napęd gazowy lub zakup drogich samochodów elektrycznych - oczywiście własnym sumptem. Przejście na gaz wiąże się jednak z wydatkiem od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy rubli (ok. 5 tys. zł) oraz wielotygodniowym maratonem biurokratycznym obejmującym kontrole i ponowną rejestrację w urzędach. Przypomnijmy przy okazji, że region uzależniony jest od tranzytu gazu przez Litwę, oraz od dostaw LNG drogą morską dzięki terminalowi "Marszałek Wasilewski".
Jako ciekawostkę warto podać iż jeden z cytowanych ekspertów oprócz rad dalej twierdzi, że braki paliwa już nie występują. "Nie należy montować instalacji wyłącznie z lęku, że zabraknie nam paliwa. Jeśli to przemyślana decyzja – realizujcie ją bez pośpiechu” - napisał jeden z nich. Słowa te brzmią nie tylko jak obawa o kolejne "bójki kolejkowe" tym razem przed warsztatami, ale również jak wyraz lekceważenia wobec mieszkańców, którym zamiast realnego rozwiązania problemu, proponuje się naprawianie błędów władz na koszt własny.