Zdjęcie: Pixabay
13-05-2026 09:15
Pułkownik Raivis Melnis, zawodowy żołnierz i dotychczasowy przedstawiciel Łotwy na Ukrainie, stał się osią politycznego starcia o obsadę resortu obrony tego kraju. Premier Evika Siliņa, forsując jego kandydaturę, podkreśla, że sytuacja w sferze bezpieczeństwa wymaga fachowca, który bez okresu wdrożenia przejmie stery w ministerstwie.
Melnis deklaruje, że jego priorytetem jest natychmiastowe przeniesienie ukraińskich doświadczeń w odpieraniu ataków powietrznych na grunt łotewski, by zapewnić bezpieczeństwo nieba nad Łatgalią. „Nie ma różnicy, w jakim stroju będę służył państwu. Czy to będzie mundur, czy garnitur – najważniejsze, że będę mógł dalej służyć ojczyźnie” – oświadczył pułkownik, zapowiadając jednocześnie głęboką reorganizację przemysłu zbrojeniowego. Mimo determinacji premier, losy nominacji są niepewne, gdyż koalicjanci z ZZS oraz partie opozycyjne odmawiają poparcia kandydatowi narzuconemu przez szefową rządu bez wcześniejszych konsultacji.
Napięcie w łotewskim rządzie potęgują druzgocące wyniki kontroli dotyczącej realizacji projektu Rail Baltica, które ujawniły gigantyczne nieprawidłowości finansowe. Okazało się, że państwowa spółka odpowiedzialna za inwestycję wydała około 72 miliony euro na budowę estakady w Mārupe oraz filaru mostu na Dźwinie, ignorując rządowe wytyczne o wstrzymaniu prac z powodu braku funduszy. Zamiast opierać się na niezależnych ekspertyzach, decydenci konsultowali opłacalność kontynuowania robót wyłącznie z firmami budowlanymi. Raport wskazuje, że środki te, gdyby zostały ulokowane w gospodarce, mogłyby wygenerować miliony euro wzrostu PKB i setki miejsc pracy, podczas gdy obecnie zamrożone są w inwestycjach, których ukończenie stoi pod znakiem zapytania.
Dyskusja wokół Rail Baltica stała się dla premier Siliņy pretekstem do otwartego ataku na polityków partii Postępowi, w tym na byłego ministra transportu Kasparsa Briškensa. Szefowa rządu publicznie zarzuciła mu bezpośrednią odpowiedzialność za obecne problemy i konflikt interesów, sugerując, że jako były członek rady nadzorczej projektu nie powinien on w ogóle decydować o jego przyszłości w parlamencie. Jak donoszą różne media, atmosfera w rządzie stała się wroga, co było widać podczas posiedzenia rządu, na którym doszło do ostrej wymiany zdań między ministrem rolnictwa z ZZS a przedstawicielem Postępowych. „Słuchając tego, co właśnie opowiadał pan Švinka, wydaje się, że wszystko jest bardzo dobrze i że ponad 70 milionów euro – bezsensownie wydanych – zostało wydanych prawidłowo” – ironizował minister Armands Krauze, punktując postawę koalicjanta.
Konflikt postawił partię Postępowi przed dylematem dotyczącym dalszej obecności w koalicji. Premier Siliņa argumentuje, że ugrupowanie to jedynie zarządzało kluczowymi sektorami, ale nigdy nie wzięło za nie realnej odpowiedzialności, co skutkowało m.in. brakiem porozumienia między urzędnikami a kierownictwem. Z kolei Postępowi odpierają zarzuty, twierdząc, że to premier brakuje odpowiednich cech przywódczych i autorytetu niezbędnego do kierowania rządem w tak trudnym czasie. Partia wstrzymuje się więc z poparciem dla pułkownika Meļņisa, domagając się najpierw wyjaśnień dotyczących politycznych zagrywek szefowej rządu, które ich zdaniem destabilizują państwo bardziej niż błędy w zarządzaniu projektami.
Opozycja, widząc postępujący rozkład koalicji, nie zamierza wspierać działań premier. Przedstawiciele ugrupowań opozycyjnych otwarcie mówią o gabinecie, który faktycznie przestał funkcjonować i nie widzą powodu, by pomagać Siliņy w łataniu dziur kadrowych. Nawet profesjonalizm pułkownika Meļņisa nie jest w stanie przełamać oporu parlamentarnego, gdyż dla wielu posłów stał się on jedynie pionkiem w grze o przetrwanie gabinetu. W kuluarach Saeimy panuje przekonanie, że zapowiadane głosowanie nad wotum zaufania dla nowego ministra może się w ogóle nie odbyć, co oznaczałoby ostateczny upadek obecnego układu władzy w Rydze i konieczność szukania nowej większości.