Wiadomości

Kontrowersje wokół apelu byłych więźniów reżimu Łukaszenki

Zdjęcie: Pixabay

Kontrowersje wokół apelu byłych więźniów reżimu Łukaszenki

Andrzej Widera

28-10-2026 09:16

Wspominany niedawno apel byłych białoruskich więźniów politycznych, jak się okazało, podzielił środowisko opozycyjne. Spór dotyczy nie tylko sposobów doprowadzenia do uwolnienia osadzonych, lecz także ryzyka ustępstw wobec  Łukaszenki, pominięcia części opozycjonistów przy przygotowaniu inicjatywy i tego, kto może później wykorzystać ją w rozmowach z europejskimi dyplomatami. 

Zwolennicy apelu przekonują, że ratowanie ludzi nie powinno podlegać kalkulacjom politycznym. Obrońca praw człowieka Leanid Sudalenka, który sam był więźniem politycznym, podkreślił, że każdą realną szansę na uwolnienie osadzonych należy wykorzystać. Poparł również pomysł powołania w Unii Europejskiej specjalnego pełnomocnika odpowiedzialnego za tę sprawę. Prawnik Maksim Znak odpierał zarzuty, jakoby sygnatariusze domagali się zniesienia sankcji w zamian za zwolnienia. Jego zdaniem kluczowy jest postulat połączenia negocjacji z presją na Mińsk. Uznanie, że rozmowy mogą rozpocząć się dopiero po demokratycznych reformach na Białorusi, oznaczałoby w praktyce rezygnację z takiej drogi.

Inaczej patrzy na to część byłych więźniów. Kim Samusenko ostrzegł, że inicjatywa może pomóc w legitymizowaniu reżimu, a zwalnianie jednych osób nie powstrzyma zatrzymań kolejnych. Polina Szarendo-Panasiuk przywołała przypadek Ołgi Majorowej, starszej więźniarki zagrożonej utratą wzroku. Według jej relacji Majorowa była gotowa znosić dalsze uwięzienie, jeśli miałoby to doprowadzić do upadku reżimu. Szarendo-Panasiuk przypomniała tym samym, że nie wszyscy osadzeni muszą uznawać szybkie zwolnienie za cel nadrzędny, niezależnie od konsekwencji politycznych. Bloger Alaksandr Kabanau również zakwestionował skuteczność rozmów prowadzonych bez wcześniejszego zwiększenia nacisku na władze reżimu. Jego zdaniem sankcje powinny być nakładane za represje, tak aby można było rozmawiać o ich zniesieniu w zamian za rzeczywiste zmiany.

Kontrowersje wywołał również sposób przygotowania listu. Obrońca praw człowieka Uładzimir Łabkowicz uznał brak otwartych konsultacji za poważny błąd, który podzielił byłych więźniów na sygnatariuszy i osoby pozostające poza inicjatywą. Zakwestionował też sposób przedstawienia sytuacji na Białorusi: jego zdaniem apel nie ocenia dostatecznie jednoznacznie działań reżimu, przez co represje mogą być postrzegane jako problem, z którym Europa ma sobie poradzić, zamiast jako konsekwencja polityki Mińska.

Były przewodniczący Rady Koordynacyjnej Andrej Jegorau bronił natomiast samej inicjatywy, wskazując, że publiczna debata często opiera się na przypisywaniu przeciwnikom poglądów, których nie głoszą. Jego zdaniem ani bezwarunkowe ustępstwa wobec Łukaszenki, ani postulat, by wszyscy więźniowie pozostali w zakładach karnych aż do zmiany reżimu, nie oddają stanowisk przedstawianych w sporze.

Nie ma też zgody co do tego, do kogo należało skierować apel. Frańak Wiaczorka, doradca Swiatłany Cichanouskiej, ocenił, że autorzy powinni przede wszystkim wezwać do działania białoruskie władze i zwrócić się do innych podmiotów dysponujących narzędziami nacisku. Jak argumentował, to nie Unia Europejska więzi opozycjonistów. Iwan Kraucou uznał z kolei, że krytyczna reakcja otoczenia Cichanouskiej wynika z różnic strategicznych, zwłaszcza z gotowości do rozmów z reżimem. Sama liderka białoruskich sił demokratycznych poparła żądania uwolnienia więźniów i zakończenia represji. Podkreśliła, że przeciwstawianie negocjacji sankcjom jest fałszywym dylematem, ponieważ bez presji władze nie podejmą poważnego dialogu.

Do sporu o skuteczność tej strategii odniósł się Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta RP, który opowiedział się za zwiększeniem wysiłków dyplomatycznych, ale odrzucił możliwość obecnego złagodzenia sankcji wobec reżimu rządzącego na Białorusi. Przypomniał, że Polska oczekiwała zakończenia prześladowań opozycji, poszanowania wolności słowa i zaprzestania represji wobec polskiej mniejszości, lecz te warunki nie zostały spełnione. Zwrócił także uwagę na mechanizm, w którym zwolnieniom towarzyszą kolejne aresztowania, dzięki czemu władze nadal mogą wykorzystywać więźniów jako kartę przetargową. 

Warto zauważyć, iż spór wokół apelu pokazał więc kilka odrębnych problemów: jak ratować więźniów bez osłabiania nacisku na reżim, jak zapobiec kolejnym represjom po zwolnieniach oraz kto powinien uczestniczyć w ustalaniu strategii wobec reżimu. Choć rozmówcy zgadzają się co do potrzeby uwolnienia osadzonych, różnią się w ocenie ceny, jaką można zapłacić za osiągnięcie tego celu, i obawiają się, że inicjatywa zostanie wykorzystana do realizacji interesów politycznych, których nie podzielają.
 


opr. wł.
Wirtualna kawa za pomocą portalu suppi.pl:
Wspieraj nas na suppi.pl
Aby dostarczać Państwu rzetelne informacje zawsze staramy się je sprawdzać w kilku źródłach. Mimo to, w dzisiejszych trudnych czasach dla prawdziwych wiadomości, apelujemy, aby zawsze do każdej takiej informacji podchodzić krytycznie i z rozsądkiem, a takze sprawdzać na własną rękę. W razie zauważonych błędów prosimy o przysłanie informacji zwrotnych na adres email redakcji.