Zdjęcie: Wikipedia
05-02-2026 08:10
Europejska debata na temat udziału Unii w negocjacjach pokojowych z Rosją nabiera tempa po wypowiedziach łotewskiej premier Eviki Siliņi i estońskiego prezydenta Alara Karisa. W wywiadzie dla „Euronews” Siliņa podkreśliła, że „dyplomacja jest potrzebna, zawsze trzeba rozmawiać, ale równocześnie utrzymywać izolację i sankcje wobec Rosji”. Dodała także: „Mamy być przy stole negocjacyjnym, bo Ukraińcy sami już rozpoczęli rozmowy. To, dlaczego Europejczycy nie mieliby prowadzić rozmów?”
Karis zaznaczył, że przedstawiciel UE powinien pochodzić z dużego kraju i „cieszyć się zaufaniem obu stron”. „Chociaż nie walczymy bezpośrednio z Rosją, wspieramy Ukrainę już wiele lat i nadal to robimy” – dodał. Oboje zgodnie wskazali, że każda forma kontaktu z Moskwą powinna być prowadzona przy konsultacjach z Ukrainą i w postaci akceptowanej przez państwa członkowskie.
Projekt wysłannika UE nie jest nowy gdyż jego idea pojawiła się latem ubiegłego roku, ale wówczas większość państw uznała ją za nieodpowiednią. Wsparcie dla inicjatywy wyraziły m.in. Francja i Włochy. Macron stwierdził, że „technicznie” prace nad wysłannikiem już trwają, a włoska premier Giorgia Meloni również poparła ten kierunek. Siliņa wymieniła potencjalnych kandydatów: „Myślę o Emmanuelu Macronie, Friedrichu Merzu, Donaldzie Tusku i Keirze Starmerze. Merz jednak, w przeciwieństwie do Macrona, jest przeciwny bezpośrednim rozmowom. Tak, potrzebujemy wysłannika. Pytanie tylko, kto nim będzie. Mamy wiele możliwości”.
Równocześnie stanowisko estońskiego rządu odbiega od opinii prezydenta. Minister spraw zagranicznych Margus Tsahkna ocenił, że „pukanie do drzwi Kremla osłabia zarówno Ukrainę, jak i pozycję Europy. Chęć prowadzenia dialogu i budowania dobrych relacji z Putinem zagraża bezpieczeństwu Europy i jest całkowicie sprzeczna z polityką presji i izolacji”. Dodał, że Rosja kontynuuje agresję wobec Ukrainy, łamie zobowiązania międzynarodowe i nie chce zakończyć wojny, więc negocjacje z Kremlem mogłyby osłabić bezpieczeństwo Europy, dając Putinowi przewagę.
Estońscy politycy podkreślali, że brak koordynacji między prezydentem a rządem w sprawach zagranicznych osłabia pozycję państwa. Jevgeni Ossinovski zauważył, że w małym kraju bezpieczeństwo wymaga, by różne ośrodki władzy mówiły jednym głosem, a Kalev Stoicescu dodał, że niespójne inicjatywy nie przynoszą praktycznych korzyści i mogą podważać spójność polityki zagranicznej.
Jednocześnie podkreślano potrzebę obecności UE przy negocjacjach pokojowych w Ukrainie, aby Europa mogła aktywnie uczestniczyć w procesie. Mihhail Kõlvart stwierdził, że Unia powinna mieć swojego przedstawiciela przy stole rozmów, a Urmas Reinsalu zaznaczył, że różnice stanowisk między instytucjami państwowymi osłabiają wiarygodność i wpływ Estonii w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa.
W tle tych sporów trwają przygotowania Komisji Europejskiej do wprowadzenia nowych sankcji wobec Rosji. Dyskusja o wysłanniku pokazuje zarówno próbę wzmocnienia roli UE w procesie pokojowym, jak i kontrowersje wynikające z różnic stanowisk między przywódcami państw członkowskich oraz wewnątrz poszczególnych krajów.