Zdjęcie: Pixabay
10-03-2026 09:30
"Państwa Europy Środkowo-Wschodniej stoją przed wyzwaniem pozycjonowania się wobec nowej polityki USA, w układzie, w którym Europa przestaje być dla Stanów Zjednoczonych priorytetem, a kluczowe dylematy są związane z takimi kwestiami jak dynamika relacji USA z Rosją czy amerykańskie dążenie do europeizowania regionalnego systemu bezpieczeństwa." - za słowa niezbędnego wstępu niech posłuży cytat z komentarza dr. Jakuba Bornio (IEŚ), na temat wniosków wyciągniętych z ostatniej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.
Wciąż medialnie zajęci drugorzędnym dla naszej obrony teatrem rozgrywek na Bliskim Wschodzie, możemy przeoczyć zmiany sytuacji w bliskiej nam przestrzeni. Oczywiście jako społeczeństwa mamy zrozumiałe prawo do niepokoju wojną USA i Izraela z Iranem, ze względu na rosnące ceny paliw. Sam w minionym tygodniu obserwowałem, jak w ciągu kilku godzin ta cena na śląskich stacjach windowała o 10% i więcej. Jednak bezpośrednie zagrożenia dla narodów byłej I Rzeczpospolitej są bliżej i tkwią w wielu jego elementach.
"Na podstawie otwartych źródeł znamy cel przeciwnika: wpłynąć na społeczeństwa bez przekraczania progu artykułu 5 – na przykład tak, aby nie popierały wyzwolenia terytoriów ukraińskich. Bardziej odległym celem może być wpłynięcie na państwa „strefy buforowej” byłego imperium, aby były gotowe do zmiany swoich wyborów w polityce bezpieczeństwa – Unii Europejskiej, NATO itd. W tym celu stosuje się działania hybrydowe: operacje informacyjne, cyberataki i sabotaż wymierzony w infrastrukturę energetyczną." - mówi Hannes Kont, szef ds. gotowości kryzysowej w spółce Elering, estońskim operatorze energetycznym. To właśnie ta firma była celem kilku aktów chińsko-rosyjskiego spektaklu sabotażu na Morzu Bałtyckim.
Jak wynika z rozmowy z przedstawicielem firmy energetycznej, niestety kuleje komunikacja z władzami i wojskiem, związana z bezpieczeństwem łączy gazowych i elektrycznych. W rezultacie same firmy tworzą własne komórki rozpoznawcze. A te podkreślają nowe ryzyka. "Od kilku lat namawiamy naszych partnerów z sektora publicznego: to tylko kwestia czasu, zanim zobaczymy bezpośrednie ataki dronów na ludzi lub infrastrukturę w Europie. W naszej ocenie, luki w zabezpieczeniach związane z dronami mogą być największą słabością bałtyckiej infrastruktury energetycznej." - dodaje Kont.
Co więcej, ekspert wskazuje, że nawet przy wsparciu Unii Europejskiej pełne zabezpieczenie podmorskich kabli energetycznych jest zbyt kosztowne. Największym zagrożeniem dla infrastruktury energetycznej regionu jest obecnie rosyjska wojna hybrydowa na Morzu Bałtyckim, obejmująca sabotaż i możliwość jednoczesnych ataków na kilka kluczowych węzłów. Choć Elering otrzymał 51 mln euro z UE na wzmocnienie estońskiego systemu energetycznego przed takimi zagrożeniami, eksperci oceniają, że w przypadku konwencjonalnego konfliktu utrzymanie działania systemu elektroenergetycznego Estonii byłoby bardzo trudne. Wynika to z niewielkiego terytorium kraju, koncentracji produkcji energii na wschodzie – w zasięgu rosyjskiej artylerii – oraz wysokich kosztów budowy infrastruktury odpornej na wojnę, które dziś uznaje się za nierealne i prawdopodobnie nieracjonalne, dlatego konieczne jest poszukiwanie alternatywnych rozwiązań. To tylko jedna część całości pojęcia znanego jako "bezpieczeństwo regionu".
Te wnioski są o tyle uprawnione, jeśli mają poparcie w innych opracowaniach. Wydany w minionym tygodniu raport bezpieczeństwa Litwy, mówi jednoznacznie, jaka jest sytuacja. Wojna na Ukrainie to jeden front, a trwająca rosyjska wojna w szarej strefie sabotażu i prowokacji to drugi odcinek tej samej wojny. A tutaj doszły nowe wnioski, jak eskortowanie tankowców floty cieni i inne działania celem ich ochrony, co może być powodem następnych prowokacji. Sabotaże to kolejna kwestia, nad którą warto się pochylić. Gdyż finansów na te cele w obecnym - coraz chudszym - portfelu Kremla nie zabraknie. Zresztą potwierdzenia tych wniosków przyszły też w minionych dniach z Holandii, Francji czy Włoch.
Dlatego też szczególnie narażone na takie działania państwa bałtyckie dbają o bezpieczeństwo wewnętrzne. Estonia skutecznie deportuje najbardziej krewkich zwolenników Kremla, a niejako "przy okazji" spacyfikowano środowiska prawosławne powiązane z prokremlowskim Patriarchatem Moskwy. Na Łotwie wciąż działa zaostrzenie prawa migracyjnego z egzaminami językowymi włącznie, co jednak nie zakończyło się z tak oczekiwanym przez przeciwnika, "wywózką" Rosjan do ojczyzny. Co mówi samo za siebie. Na Litwie także pojawiają się glosy co do powiązań miejscowego Kościoła Prawosławnego z ośrodkiem decyzyjnym na Kremlu.
Tym niemniej słowa litewskiego ministra spraw zagranicznych Kestutisa Budrysa, są podsumowaniem tych działań. "Zadaję sobie pytanie, jakie będą moje ograniczenia, jeżeli będę musiał bronić Litwy. Powiem szczerze, że nie będę uznawał żadnych ograniczeń, ponieważ to właśnie w taki sposób powinniśmy się bronić " - powiedział minister, który dodał, że powinniśmy rozmawiać o rozszerzeniu odstraszania nuklearnego. Miał tu akurat na myśli propozycję francuskiego prezydenta, jednak w powietrzu wciąż wisi również wniosek prezydenta Karola Nawrockiego. Dodatkowo Finlandia planuje znieść ograniczenia zakazujące posiadania broni jądrowej na swoim terytorium. Przy czym - jak już kiedyś wspominałem - nie pozwoli nam na to nie tylko Rosja, ale i nasz główny sojusznik.
"To powinien być jasny sygnał dla Rosji: jeśli tu przyjdziecie, to nie będziemy bronić się tylko na naszej ziemi. Zabijemy was wszystkich. Jeśli sytuacja będzie tego wymagać, to zrobimy to zdolnościami, jakie mamy." - mówił Budrys.
Tymczasem przeciwnik nie próżnuje. Na swój sposób przypomina USA o ustaleniach z Alaski, przy czym Pieskow dodaje, że prawo międzynarodowe już nie istnieje, więc Rosja musi skupić się na swoich interesach. Trudno o bardziej cyniczny komentarz herolda człowieka bezpośrednio odpowiedzialnego za ten stan.
Paradoks tej historii pokazuje, że podobne opinie wysnuwane jest po naszej stronie wolnego świata, choć oczywiście z innych powodów. Oceniając reakcję Europy na działania USA w Iranie, Kristi Raik, szefowa ICDS, mówi, że kontynent nie miał wyboru. "Ale to przykład tego, że żyjemy w świecie, w którym prawo międzynarodowe się rozpada, stare zasady nie obowiązują, żadne mocarstwo się nimi nie przejmuje, a Europa jest zmuszona dokonywać wyborów, które w rzeczywistości nie mają sensu. Trzeba wybrać, czy poprzeć swojego największego sojusznika w operacji, która jest sprzeczna z europejskimi zasadami, czy też jej nie poprzeć, ale podejmując taką decyzję, ryzykuje się utratę własnych, bezpośrednich gwarancji bezpieczeństwa” – powiedziała Raik. Tak też należało, w mojej opinii, oceniać, tak krytykowaną w naszych mediach wypowiedź doradczyni prezydenta Litwy.
Wracając do tamtej strony zniewolonego świata, warte zauważenia jest to co robi putinowski wasal Łukaszenka, który przystępuje do następnego etapu kontroli gotowości bojowej, tym razem sił powietrznych. A takie testy trwają na Białorusi już od połowy stycznia.
Z mojego punktu widzenia, pewnej uwagi naszych ekspertów wymaga również ostatnie zwiększenie importu paliwa do eksklawy królewieckiej, którego nie da się za bardzo ukryć. Zwłaszcza, że wynika to choćby z monitoringu ruchu statków. Oficjalne dane mówią więc o trzykrotnym zwiększeniu importu paliwa, tłumaczonym li tylko obowiązującymi sankcjami. Jednak, co ciekawe, mówi się też o imporcie wykonywanym za pomocą promów ro-ro, czyli sprowadzaniu paliwa w cysternach kolejowych. Przypomnijmy tutaj, że izolowany energetycznie od Rosji przyczółek Putina zależny jest głównie od gazu. Czy zapewnienie paliwa dla transportu lokalnego, jest jedynym wytłumaczeniem - to jest także element, który należy brać pod uwagę, oceniając obecne zagrożenia.
Na zakończenie dobre wieści dotyczą nie tylko przyspieszenia budowy odcinków Bałtyckiej Linii Obrony, jak i projektu Rail Baltica, ale również umowy o współpracy Estonii, Łotwy, Litwy z Ukrainą w celu zwalczania korupcji, czy też wspólnej, polsko-ukraińskiej produkcji uzbrojenia naszego sąsiada. A to są z kolei elementy rozbudowy realnej współpracy w naszej przestrzeni narodów I Rzeczpospolitej. Naturalnego procesu, który trwa już wbrew wielu malkontentom.