Zdjęcie: Andrew Keymaster unsplash.com
23-06-2026 09:30
W niedzielę wypadła kolejna ojczysta rocznica: minęło półwiecze od śmierci Juliusza Mieroszewskiego. Jednego z filarów paryskiej "Kultury", którego nie bez kozery cytowałem tydzień temu. To również jego myśli legły u podstaw koncepcji, której wdrożenie okazało się tak potrzebne w czasie upadku ZSRR. Ale tylko wtedy. W tym samym artykule "Polityka narodów zdeklasowanych", z którego pochodził ów cytat, można przeczytać jeszcze inny fragment.
"W emigracyjnej "krainie czarów" obowiązuje w pełni wiek XIX-ty. Łobodowski pisał niedawno: "W Londynie odbywa się wieczór Lwowa. Ktoś wygłasza przemówienie, ktoś inny snuje czułe wspomnienia, Włada Majewska śpiewa piosenki lwowskie. W prasie ukraińskiej ukazują się namiętne notatki po raz setny oskarżające Polaków o imperializm".
Mamy rok 2026, od ponad czterech lat trwa wojna Moskali z Ukraińcami. My w tej układance stoimy nieco z boku. Jako państwo, jako naród, cały czas pomagamy, lecz w tyle głowy jawi się te idealne "może wreszcie się przyznają, może dadzą pochować naszych Rodaków". Taki jest przeciętny obraz z punktu widzenia świadomego polskiego obywatela. Do 1989 roku rzeź wołyńska - nawet nie termin, ani jej skala - była znana praktycznie tylko w kręgu rodzin pomordowanych. Gdyby nie liczyć pierwszej dyskusji na łamach londyńskich "Wiadomości" z 1951 roku, to temat został szeroko nagłośniony dopiero od początku XXI wieku. Zatem ówczesna krzywda stała się świeżą raną. W 2023 roku wspominałem, iż ten nierozwiązany problem będzie istotnym hamulcem naszych relacji.
Od 1991 roku nie potrafiliśmy - czy to z powodu nie rozwijanej koncepcji ULB, niemrawej polityki wschodniej, czy też politycznych nacisków zewnętrznych - wymóc na Ukrainie porzucenia taktyki prób zaprzeczania zbrodni. A trwa to do dzisiaj. Na nic zdają się takie inicjatywy, jak niedawny polsko-ukraiński kongres historyczny, jeśli dyplomacja nie podąża tą samą drogą.
Politycy obu narodów wysłali sobie swoje odznaczenia. Po tych kilku dniach wzajemnego wylewania żali, może warto się zastanowić: co dalej? Kijów na fali dronowych zwycięstw w wojnie z Moskwą, zaczyna wszędzie bić na oślep. W mojej ocenie, celowa narracja propagandowa, którą wprowadziły władze ukraińskie w relacji z Polską, jest pochodną właśnie ostatnich wydarzeń. To nie tylko sukces otwarcia pierwszego klastra negocjacyjnego z UE. Są to też m.in. wiadomości o skali odkrytych pochówków pomordowanych Polaków w Hucie Pieniackiej. Nie odrywałbym też wątku zwiększenia nacisku wobec reżimu Łukaszenki. Ultimatum wszak brzmi jednoznacznie.
Pozostaje wsparcie Berlina. Dla przykładu historyczka z państwa, który współpracował z UPA i był mentalnym przewodnikiem, oczywiście przekuwa nierozwiązany problem historyczny na znaczenie obecnej wojny.
„Reakcje z Polski były przewidywalne, ale ich intensywność, rzec można wręcz histeryczna, nie wynika wyłącznie z odmiennego postrzegania UPA. Po wyborze Nawrockiego nastroje antyukraińskie, które istniały wcześniej, zaczęły być wyrażane bardziej otwarcie, a niektórzy politycy podsycają je w sposób raczej nieodpowiedzialny. Wydaje mi się, że z przyczyn wewnątrzpolitycznych, zwłaszcza ze strony prawicowego obozu populistycznego, celowo podsyca się wrogie nastroje wobec Ukrainy jako całości, ignorując fakt, że nie leży to w interesie polityki zagranicznej Polski” – twierdzi Franziska Davis, niemiecka historyczka i pracownica naukowa Centrum Historii Nowożytnej im. Leibniza w Poczdamie.
Niestety, ale okazało się, że po naszych oczekiwaniach na ukraińską odpowiedź, należy zadać pytanie - jeśli nie teraz, to kiedy? Ukraińcy nadal stosują metodę przemilczania. Na poziomie społecznym widoczny jest brak chęci Ukrainy - nie samych Ukraińców - do dialogu. Czy wobec takiego stawiania sprawy, możliwa jest jakakolwiek współpraca nawet samorządowa, podobna jak między Toruniem a Kownem? Pokazał to najświeższy przykład Kielc. Koncepcje Mieroszewskiego cytowane w ubiegłym tygodniu zdają się chimerą.
Przykład z góry idzie w dół: oceny społeczne będą wyznacznikiem naszych kontaktów w najbliższych latach. Są eksperci, którzy twierdzą, że należy użyć wobec ukraińskich władz metody nacisków. W mojej ocenie - z istniejącym ukraińskim układem politycznym, raczej nie będzie to możliwe. Nadzieją jest ponownie przyszłość - wyniki ostatnich badań opinii pokazują, ze Ukraińcy oczekują zmiany władzy. Pytanie na ile przekuje się to na przecięcie polsko-ukraińskiego węzła gordyjskiego, pozostaje otwarte.
Jest też nasz polski wątek. Nasz dwugłos dyplomatyczny w tej sprawie jest aż nadto wyraźny. W zasadzie Kijów, może tylko robić jedno,i wbijając medialne szpilki, rozgrywać polską scenę polityczną. Włączając w to premiera, również szef polskiej dyplomacji poza krytykowaniem samego prezydenta RP, nie robi nic w tej sprawie. Nie usłyszałem w ciągu ostatnich 48 godzin jakichkolwiek propozycji rozwiązania tego problemu. Standardowa formułka "zostawmy to historykom", nie okazało się tym trafnym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy politycy grają tą kartą w swojego pokera. Liczy się przecież konsekwencja.
Tutaj pojawia się niemal automatycznie znacznie szerszy temat: czy rzeczywiście obecny system polityczny w Polsce sprawdza się w warunkach rozgrzewającej się atmosfery wojennej? A może warto zwrócić się do systemu prezydenckiego? Tak, jest to nęcąca ścieżka, ze swymi zaletami i wadami. Ale jeśli wspólny głos dyplomacji nie istnieje, to nasze bezpieczeństwo stoi także pod znakiem zapytania.
"Przypominasz krwawe łuny - i jęk dzwonów, i pioruny, i rzeź krwawą, krwawe rzeki?" - Wyspiański w słowa Wernyhory z "Wesela" włożył pamięć o zbrodniach koliszczyzny z XVIII wieku. W tym świetle, jaka będzie nasza pamięć?