Zdjęcie: Pixabay
07-07-2026 09:30
„Możemy tutaj śpiewać, tańczyć i skakać na jednej nodze, a decyzję i tak podejmie Biały Dom oraz administracja USA w oparciu o własne interesy i wizję” - konstatacja Kaleva Stoicescu, przewodniczącego komisji obrony narodowej w estońskim parlamencie, dotyczyła wycofywania wojsk USA z tego kraju. Jednak zdanie to bardzo dosadnie pokazuje konsekwencje stanu braku pełnego - a co ważniejsze - długoterminowego bezpieczeństwa państwa. Stanu, który z kolei jest wynikiem warunkowej suwerenności, w którym przyszłość i pomyślność obywateli, zależne jest od wsparcia dalekiego sojusznika.
Podobne wnioski można wyciągnąć dla naszego kraju. Obrotowe antemurale, ma się najwyraźniej bardzo dobrze, zwłaszcza w perspektywie przeciągania do nas kolejnej bazy USA. I nie w tym rzecz, aby cały ten wysiłek potępiać w czambuł, gdyż te chwilowe zależności geopolityczne narzucają niemal takie natychmiastowe rozwiązania. Sęk w tym, aby zrozumieć, że zwykły obywatel odnosi wrażenie, iż ta droga są jedyną aktualnie dostępną dla krajów byłej I Rzeczpospolitej. Konstrukty typu B9, NB8 wydają się klubami dyskusyjnymi ze względu na rozbieżności interesów. Trójmorze wciąż jest w fazie dyplomatycznej, natomiast najbardziej obiecujący Trójkąt Lubelski na etapie walk wewnętrznych. Wszelkie rozmowy o budowaniu własnego, regionalnego - wspólnego - wektora siły, są albo za słabe, albo wynikają z niedoszacowania własnych możliwości. I oczywiście dodatkowo zagłuszane przez wiszących u klamki politykierów różnej maści.
Powracam do tych myśli również wtedy, gdy obserwuję wydarzenia w eksklawie królewieckiej. Eksklawa, czyli prowizoryczna anomalia geopolityczna, o podobnej do tego pojęcia, trwałości, zmaga się z różnymi napięciami. Kryzys paliwowy jest tylko chwilową burzą, która jednak powywracała do góry nogami miejscowe pojęcie spokoju, czyli "chwilowe trudności z których wychodzimy na prostą". To wychodzenie trwa od ponad czterech lat, a sytuacja tego przyczółka Putina coraz bardziej przypomina los krążownika "Moskwa". Duży, potencjalnie uzbrojony i dlatego groźny, jednak zaczyna tonąć ekonomicznie pod wpływem ukraińskich dronów, ale w tym wypadku, nie uderzających w niego bezpośrednio.
Miejscowa narracja propagandy robi co tylko można - od sięgania po tajemniczych "polskich benzyniarzy", aż po wczorajsze "kolejki są, ale ludzie stają się w nich dla siebie bardziej przyjaźni". Medialny zawór bezpieczeństwa dla wypuszczenia pary społecznej złości na władze, został w pełni otwarty. Do tego obchody 80 lecia eksklawy, które zakończyły się koncertem na Rostc Arenie. Mechanizm znany co najmniej od tysiącleci, a ostatnio widziany w naszym kraju w okresie PRL i nieco później, został wprowadzony z powodzeniem. Na jak długo to starczy? Na razie nie wiadomo, wszak wybory do Dumy we wrześniu, a to jeszcze kilka długich tygodni. A problemów może być więcej, gdyż za rogiem stoją kłopoty z aprowizacją czy dostępnością wszelkich materiałów: od budowlanych począwszy. Kreml obiecuje głośno pomoc, a gubernatorowi już przygotowano opcję wycofania się do Moskwy, jednak fotel zwykłego deputowanego byłby raczej degradacją.
Narracja zwykle zwiastuje kłopoty, zresztą dostrzegają to służby państw bałtyckich. Litwa, najbardziej krytykowana przez media eksklawy w ciągu minionego roku, prowadzi aktywne działania na rzecz bezpieczeństwa infrastruktury. Pozostałe państwa bałtyckie wyraźnie przyspieszyły - przynajmniej na niwie informacyjnej - wzmacnianie obrony. Na niwie politycznej, poszukuje się "silnego człowieka" i tu powrócę do obserwacji sprzed kilku tygodni, a więc trendu anagżowania żołnierzy do funkcji rządzenia. A to wszystko w chwili realnego wycofywania sił Najbardziej Istotnego Sojusznika.
"Politycy z regionu zazwyczaj starają się publicznie unikać tematu, twierdząc, że zaangażowanie Waszyngtonu w sojusz z NATO pozostaje silne, a alarmującej retoryki administracji Trumpa nie należy brać sobie do serca. „Nie powinniśmy dolewać oliwy do ognia” to mantra powtarzana w wywiadach przez ministrów z kilku krajów na wschodniej flance, gdzie bliskość Rosji nadaje debatom na temat bezpieczeństwa dodatkową intensywność.(...) Jeden z wysokich rangą urzędników w regionie opisał poczucie rozczarowania i konsternacji: „Co robisz, gdy twój ukochany ojciec nagle zaczyna pić i zachowuje się w sposób zupełnie niezrozumiały? Trudno wtedy wiedzieć, jak się zachować”." - czytamy w "The Guardian".
W tej sytuacji państwa bałtyckie znów szukają różnych możliwości. "Dr Kristi Raik, kierująca ICDS, wiodącym estońskim think tankiem, stwierdziła, że ten konsensus bałtycki może wkrótce wymagać gruntownej przebudowy. W obliczu potencjalnego pokoleniowego przełomu geopolitycznego w Europie, samo upieranie się przy tym, że sojusz transatlantycki przetrwa, jest problematyczną strategią. „Nie możemy przygotować się na ten możliwy scenariusz, jeśli ludzie boją się o nim mówić” – powiedziała. (...) To właśnie niepewność leży u podstaw europejskich obaw o wiarygodność Ameryki. Dopóki Trump jest w Białym Domu, tworzy to sytuację, którą Jana Puglierin z Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych nazywa „NATO Schrödingera” – stan niejasności co do tego, czy Stany Zjednoczone są w NATO, czy poza nim, który będzie trwał aż do hipotetycznego momentu prawdy. „Nikt nie zna prawdziwego stanu relacji, dopóki nie «otworzymy pudełka» – dopóki NATO nie zostanie wystawione na próbę militarną” – powiedziała. „Ale wtedy może być już za późno dla Europejczyków” - napisał Shaun Walker.
O ile w naszym kółku amerykańskiej adoracji wciąż trwają "debaty", to w Kijowie wyciągnięto z tego już dawno wnioski. Trwająca od kilku tygodni kampania dronowa wobec rosyjskiej infrastruktury jest tego jednym z dowodów.
Nie ma też co popadać w geopolityczną melancholię: oznaki słabości rosną też u satelitów i przyczółkach naszego przeciwnika. Zaczynając od Naddniestrza, którego władze mogą już tylko publikować coraz cichsze protesty i jeszcze bardziej papierowe groźby, gdyż praktycznie od dłuższego czasu jest coraz bardzeij zależne od Mołdawii, aspirującej do UE. Drugi to wspomniana wyżej eksklawa królewiecka. Jednak najciekawszym uderzeniem w słabe ogniwo, są rosnące naciski Ukrainy wobec reżimu Łukaszenki. Od wyłączenia - pod wpływem ultimatum - białoruskich przekaźników dla rosyjskich dronów minęła chwila. A już pojawiają się sygnały, że tylko dalsze ustępstwa Łukaszenki mogą uchronić jego reżim przed uderzeniami w rafinerie w Mozyrzu.
Podsumowaniem znów są wnioski Józefa Pawlikowskiego, a w nich być może spisanej sugestii dostrzeżonej przez Naczelnika Kościuszkę, jeszcze w czasie pobytu w Ameryce. Szacunek zdobywa się własnymi osiągnięciami, a nie oczekiwaniem na jego sprezentowanie przez kogokolwiek.